Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 6 min czytania

Miejsce zwane domem

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Słowo dom ciśnie mi się na usta. Dom rodzinny i pełen uczuć, albo obojętny i nieznany. Ten, o którym piszę pozbawiony jest drzwi i okien. Nie ma w nim nic z bezpiecznej zatoki, do której chce się zawinąć i na chwilę przystanąć. Jego przestrzeń skażona jest przez fałsz, nieprawdę, wierutne kłamstwo, złudzenie, symulację, pozorną życzliwość, zdawkowe rozmowy, nienawiść, plugastwo, wojnę płci, feminizm, anarchizm i inne izmy. Na jego obszarze nie ma miejsca na tlące się domowe ognisko, oraz bijące od niego ciepło. Taki obraz mam przed oczami, taki pamiętam z lat dziecięcych i z późniejszego okresu życia. Czy zastanawialiście się jaka jest idea domu? Dlaczego potrzebujemy mieć na własność kawałek przestrzeni? Może wynika to z czystego egoizmu, z zasady „mieć to znaczy być”, a może z chęci wyrażenia własnej istoty. Nikt nie zaprzeczy, że widząc żebraka owiniętego w szmaty jak leży w odrażającej woni, myśli, że ten robak, najniższe forma życia, nawet nie ma się gdzie podziać. Ach, jak istotna jest ta ostoja, na której możesz się wesprzeć w razie niewydolności oddechowej. To tylko mit, którym nas karmią, nas, wygłodniałych żebraków. Tak naprawdę „wejście w posiadanie jakiegoś miejsca” jest próbą wypełnienia pustki w życiu, zajęciem czymś rąk. Świadczy o tym nieustanna potrzeba czegoś naprawiania, jak nie starej komody to stosunków z bliskimi. Czyż nie prowadzimy w znoju naszego osobistego raju? To też złudzenie, miraż jakim się otaczamy by wywołać zazdrość, zarówno u śmiertelników jak i u nieudaczników. Czy posiadanie własnego kąta, urządzonego na wzór buduaru, obfitującego w kilogramy złota jest symbolem szczęścia? Recepta na życie, czyli więcej przepychu, więcej świetności i więcej blasku, więcej i jeszcze więcej. Iluzoryczna postać szczęścia, o którą tak zabiegamy. Bzdura! Niektórzy wykrzykną. Dom jest miejscena ziemi, spokojem i jego wyobrażeniem. Taki obraz stworzyliśmy sobie sami. Że to niby azyl, że bezpieczne schronienie. I nieważne czy jest umiejscowiony w dobrej dzielnicy, czy jest wypełniony po brzegi technicznymi nowinkami, czy zdobią go obrazy znanych malarzy, ale ważni są mieszkańcy, którzy stanowią jego fundamenty. Rodzina człowiecza mieszkająca w jego trzewiach tworzy organizm, którego poszczególne części są rozstrojone, nie dają znaku życia. Na ustrój materialny działają niszcząco różnego rodzaju choroby czego rezultatem jest wyczerpanie, wyniszczenie i niezdolność do działania. Wyobraźcie sobie, że wasze członki uległy rozszczepieniu i każdy chce iść w inną stronę. I tak jedna kończyna dolna, ukochawszy słone wody Bałtyku, zmierza w kierunku północy, zaś druga na południe kraju, gdzie czekają szpiczaste góry. A dalej, głowa napęczniała od myśli podąża szlakiem swoich przodków, zaś serce, ten gąbczasty mięsień, szuka nowego lądu, nowej Ameryki. Po prostu brak jednomyślności, zgodności. Ten metaforyczny obraz…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Miejsce zwane domem — czytnik · opowiadania