Miejsce zwane domem
Rozważania na temat istoty domu i rodziny. Pojawia się tu też zbrodnia. W pewnym momencie przekształca się w thriller.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Słowo dom ciśnie mi się na usta. Dom rodzinny i pełen uczuć, albo obojętny i nieznany. Ten, o którym piszę pozbawiony jest drzwi i okien. Nie ma w nim nic z bezpiecznej zatoki, do której chce się zawinąć i na chwilę przystanąć. Jego przestrzeń skażona jest przez fałsz, nieprawdę, wierutne kłamstwo, złudzenie, symulację, pozorną życzliwość, zdawkowe rozmowy, nienawiść, plugastwo, wojnę płci, feminizm, anarchizm i inne izmy. Na jego obszarze nie ma miejsca na tlące się domowe ognisko, oraz bijące od niego ciepło. Taki obraz mam przed oczami, taki pamiętam z lat dziecięcych i z późniejszego okresu życia. Czy zastanawialiście się jaka jest idea domu? Dlaczego potrzebujemy mieć na własność kawałek przestrzeni? Może wynika to z czystego egoizmu, z zasady „mieć to znaczy być”, a może z chęci wyrażenia własnej istoty. Nikt nie zaprzeczy, że widząc żebraka owiniętego w szmaty jak leży w odrażającej woni, myśli, że ten robak, najniższe forma życia, nawet nie ma się gdzie podziać. Ach, jak istotna jest ta ostoja, na której możesz się wesprzeć w razie niewydolności oddechowej. To tylko mit, którym nas karmią, nas, wygłodniałych żebraków. Tak naprawdę „wejście w posiadanie jakiegoś miejsca” jest próbą wypełnienia pustki w życiu, zajęciem czymś rąk. Świadczy o tym nieustanna potrzeba czegoś naprawiania, jak nie starej komody to stosunków z bliskimi. Czyż nie prowadzimy w znoju naszego osobistego raju? To też złudzenie, miraż jakim się otaczamy by wywołać zazdrość, zarówno u śmiertelników jak i u nieudaczników. Czy posiadanie własnego kąta, urządzonego na wzór buduaru, obfitującego w kilogramy złota jest symbolem szczęścia? Recepta na życie, czyli więcej przepychu, więcej świetności i więcej blasku, więcej i jeszcze więcej. Iluzoryczna postać szczęścia, o którą tak zabiegamy. Bzdura! Niektórzy wykrzykną. Dom jest miejscena ziemi, spokojem i jego wyobrażeniem. Taki obraz stworzyliśmy sobie sami. Że to niby azyl, że bezpieczne schronienie. I nieważne czy jest umiejscowiony w dobrej dzielnicy, czy jest wypełniony po brzegi technicznymi nowinkami, czy zdobią go obrazy znanych malarzy, ale ważni są mieszkańcy, którzy stanowią jego fundamenty. Rodzina człowiecza mieszkająca w jego trzewiach tworzy organizm, którego poszczególne części są rozstrojone, nie dają znaku życia. Na ustrój materialny działają niszcząco różnego rodzaju choroby czego rezultatem jest wyczerpanie, wyniszczenie i niezdolność do działania. Wyobraźcie sobie, że wasze członki uległy rozszczepieniu i każdy chce iść w inną stronę. I tak jedna kończyna dolna, ukochawszy słone wody Bałtyku, zmierza w kierunku północy, zaś druga na południe kraju, gdzie czekają szpiczaste góry. A dalej, głowa napęczniała od myśli podąża szlakiem swoich przodków, zaś serce, ten gąbczasty mięsień, szuka nowego lądu, nowej Ameryki. Po prostu brak jednomyślności, zgodności. Ten metaforyczny obraz…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Femina
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…