Psychologia · 2 min czytania
Miliony odcieni szarości
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Patrzę na świat... Jestem i mnie nie ma Egzystuję, nie istnieję Każdy mój ruch jest już nieistotny Nie znaczę nic Kolejny sprawca bałaganu w Dokumentach Ja ja...
*** Noc. Światła miasta. Miliony odcieni szarości... Kolejny człowiek przechodzi obok mnie obojętnie. Jest taki jak wy, jak oni, jak ja. Jak gotowy produkt, zlepiony z gliny codzienności i stereotypów.
Zapasy indywidualności dawno już zostały wyczerpane.
Panowie ze starannie ułożonymi grzywkami i modne panie w ubraniach z najdroższych sklepów spokojnie przemierzają niepoznane krainy nocnego świata. Szukają emocji, pewni swojej odrębności. Nie powiem, elegancja. Trudno nie przyznać racji ich dostojnej próżności.
Piękny dowód kretyństwa.
*** Noc. Odpływam. Nie widzę już nic, tylko moj własne myśli. Przerażające. Cichy płacz. Rozpacz. Serce prawie nie bije. Bum...…