Kultura · 6 min czytania
Miłość jest zbuntowanym ptakiemVII
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Konwersacja była naprawdę fascynująca. Główna bohaterka poznawała nieznane oblicza swojego partnera, jego dzieciństwo. Pragnęła zgłębić wszystkie sekrety Gerarda. Był bardzo nieśmiałym, ale też uczynnym chłopcem. Podczas, gdy rówieśnicy beztrosko spędzali czas, on ślęczał nad podręcznikami. Dlatego też stał się obiektem drwin kolegów. Głęboko wierzył, że gdzieś tam czeka przeznaczenie, które musi się wypełnić. Mama pracowała jako wykładowca na uniwersytecie i była niezmiernie wymagająca w stosunku do swego syna. Nigdy nie usłyszał z jej ust słowa uznania, mimo że otrzymywał liczne wyróżnienia w szkole, nagrody w konkursach recytatorskich. Zawsze mawiała: - Pracuj więcej, a będzie lepiej. – Może dlatego jako nastolatek bał zbliżyć się do rówieśniczek, by nie usłyszeć krytyki dziewcząt. Ojciec zaś był przeciwieństwem surowej rodzicielki. Zazwyczaj milczący, pełen zrozumienia dla ataków furii żony. W latach młodzieńczych pragnął zostać księdzem, jednak zakochał się w matce Gerarda i dla niej gotów był zrezygnować z planów. Syn obiecał sobie, że zrealizuje marzenie taty i wstąpi do seminarium. - Jednak ani mojemu ojcu, ani mi nie udało się postępować zgodnie z zasadami celibatu – zaśmiał się cicho, obejmując Wiktorię. - Jesteś najwspanialszym mężczyzną, jakiego w życiu spotkałam. – wyszeptała. - Pragnąłbym zasnąć dziś blisko ciebie. Robi się jednak późno i muszę iść. Dobranoc kochanie – rzekł stojąc już w drzwiach. Główna bohaterka rozciągnęła się na pościeli. Właśnie przeżywała najpiękniejszy okres swego życia. Pełen uwielbienia, miłości, namiętności. Nazajutrz musiała wstać wcześniej niż zwykle, jako że o godzinie siódmej Gerard odprawiał mszę. Wszyscy uczestnicy obozu (oprócz księdza Marcella) zgromadzili się w przestronnej jasnej sali i w ciszy obserwowali przygotowania mężczyzny i ministrantów do nabożeństwa. Wiktoria zaś poczuła, jak wątpliwości osiągają apogeum. Patrzyła na księdza, zakładającego szaty liturgiczne, rozpalającego świece, jego skupienie i całkowite oddanie Bogu. W porównaniu z Panem Wiktoria jest tylko marnym, pełzającym robakiem. Czemu więc bezustannie doprowadza do sytuacji, podczas których Gerard oddala się od Tego, któremu ślubował dozgonną miłość i wierność? Główna bohaterka nie była w stanie skupić się na oracji duchownego. Serce biło, jak młot, krew niespokojnie pulsowała w żyłach, w oczach przerażenie. - Dobrze się czujesz? – zapytał zaniepokojony Piotr – zbladłaś... - Tak, dziękuję, to przez moją wczorajszą bezsenność. – Nie wiedziała, co się z nią dzieje. Cała drżała, a gdy przyjmowała opłatek z dłoni ukochanego, w źrenicach stanęły łzy. - Ciało Chrystusa – szepnął spokojnie. - Amen – odpowiedziała niepewnym głosem…