Romans · 24 min czytania
miłość niejedno ma imie cz.34-38
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
cz. 34 Kolacja zakonczyl sie jej pierwszy dzien pobytu nad morzem,byla tak zmeczona ze juz nie miala sily na spacer.Polozyla sie na lózku w ubraniu i myslala.Konrad byl bardzo mily,miejmy nadzieje ze spedzi tutaj swietnie czas,oczywiscie w jego towarzystwie.Zadzwonila do brata. -czesc -Amelia? -a kogo sie spodziewales? -wybacz nie moge teraz rozmawiac -ale.. -wybacz,zadzwonie pózniej-powiedzial sciszajac glos i odlozyl sluchawke.Amelia siedziala na lózku oslupiala,nie wiedziala co ma zrobic.Z zamyslen wyrwal ja wibrator na telefonie,zobaczyla ikonke sms-a i przeczytala:Amelka spokojnie,o nic sie nie martw,zadzwonie pozniej albo jutro rano,przepraszam,twoj kochany braciszek.Nie martwila sie juz,pól godzinki pózniej juz spala smacznie.Rano gdy wstala przywitaly ja mocne promienie sloneczne,byla godzina ósma a na parkingu przed budynkiem mnozyli sie ludzie wychodzacy z hotelu.Przebrala sie szybko i zeszla na sniadanie.Wygladala slicznie jeszcze nie calkiem rozespana wygladala jak ksiezniczka.Wlosy miala zwiazane w kucyka ale polowa wlosów wyslizgiwala sie z niezdarnie zrobionego uczesania.Gdy weszla do restauracji nie bylo duzo osob,wszyscy zapewne sie spieszyli aby zajac dobre miejsce na plazy.Podeszla do lady i zauwazyla Konrada,pomachal do niej pijac kawe.Zamówila jedzenie i dosiadla sie do niego -czesc -czesc spiochu-usmiechnal siedo niej a jej zrobilo sie nagle cieplej w sercu -czemu spiochu? -czekam na ciebie tutaj juz godzinke i zastanawialem sie czy przypadkiem sie juz gdzies nie wybralas ale w recepcji powiedzieli ze jeszcze nie wychodzilas z pokoju. -ty na mnie czekales? -no tak,to zle?-spytal niewinnie podnoszac znowu do ust filizanke i pijac nastepnego duzego lyka -a cos ode mnie chciales czy tylko tak? -no wiesz, co za pytania mi zadajesz,chce z toba spedzic rownie mily dzien jak wczoraj-oburzyl sie jej pytaniem -mhm,acha,moglismy sie wczoraj umuwic to bym wczesniej wstala i poszlibysmy zanim ci wszyscy turysci zajeli plaze, -oj slonko,tu nie tylko jest plaza,dzis zapraszam cie na lody a pózniej do aquarium,co ty na to?pozniej mozemy isc na plaze,tak kolo 16,moze poznij -fantastycznie,poczekaj zjem tylko sniadanie i przebiore sie,acha i jeszcze do brata musze zadzwonic.Jadla sniadanie, on tez skusil sie jeszcze na kanapki.Amelia opowiadala mu o wczorajszej rozmowie z bratem i o tym ze troche dziwne jej sie to zdawalo.Gdy juz przebrala sie, zadzwonila do Daniela. -slucham? -no czesc, to ja -cos ty wczoraj robil? -bardzo cie przepraszam, mialem goscia -tak?, a kogo? -Wiktora-powiedzial smutno a jej serce podskoczylo do gardla -a co on od ciebie chcial? -blagal mnie zebym cie zostawil w spokoju,on plakal,nigdy nie widzialem go w takim stanie, ja mysle ze on powinnien wiedziec ze jest twoim bratem,bedzie mu latwiej, a teraz robi sobie nadzieje -nie-krzyknela-powiedziales mu? -nie nie powiedzialem mu ale wydaje mi sie ze tak bedzie lepiej -obiecaj mi ze nic mu o tym nie powiesz -dobrze, ale porozmawiamy jeszcze o tym jak wrócisz,ok? -ok,wiesz poznalam fajnego chlopaka-zmienila temat -tak, a gdzie go poznalas? -no tutaj,mieszkamy w tym samym hotelu,no a on jeszcze na dodatek mieszka w krakowie -ale zbieg okolicznosci -no,ide bo umuwilam sie z nim na lody,a pozniej jeszcze jakis spacer,buzki -siostra.. -tak? -kocham cie, uwazaj na siebie -ja ciebie tez,i tez uwazaj,acha no i powodzenia na egzaminach.Zostawila telefon wziela torebke z aparatem i juz jej nie bylo.N a dole czekal na nia Konrad,od razu zwrócil uwage na jej odsloniete nogi.Zalozyla króciutkie spodenki,Dopasowana kolorystycznie zielona bluzeczke i biale klapeczki,przez ramie przezucona miala slomiana torbe z wyszytymi kolorowymy kwiatami.Wygladala super czego oczywiscie nie ominal Konrad w swoich komentarzch na jej temat.Tak jak bylo ustalone poszli na lody.Wchloneli mase chlodzacej przyjemnosci i przeszli sie pieszo w strone aquarium.Nigdy nie widziala tylu okazów stworzen podwodnych,nawet nie zauwazyla kiedy minely te cztery godziny,chciala nacieszyc sie widokiem jakie oferowalo aquarium.Po raz pierwszy od dawna dzien nie byl stracony,Amelia spedzila ten dzien szczesliwie i prawie zapomniala o wydarzeniach ostatnich tygodni.Prawie.Gdy tylko wrócila do hotelu i zostala sama wraz ze swoimi wspomnieniami,wszystko powrócilo ze zdwojona sila...
cz. 35 Z zamyslen wyrwal ja dzwiek hotelowego telefonu. -slucham? -zapraszam cie na podwieczorek -konrad? -a kogo sie spodziewalas?z kazdym mieszkancem hotelu spedzasz tyle czasu? -to jest nierealne, bo przeciesz moj caly czas poswiecam tobie-zasmiala sie uroczo a on znow nalegal zeby poszli na posilek -ale ja przeciesz nie jadlam jeszcze obiadu - a masz ochote na obiad po tym wszystkim co zjedlismy na miescie? -no wlasnie nie mam ochoty, ale nie tylko na obiad,chce chwile posiedziec sama,wybacz ale moze jutro-powiedziala, próbujac sie wymigac -Amelia, slonce nie rob mi tego -przykro mi,pa-odlozyla szybko sluchawke,przebrala sie w nieco luzniejsze ubrania i polozyla sie na lózku.Rozejrzala sie po pokoju.Byl bardz eksluzywny i jeszcze dwa miesiace temu mogla pomazyc o czyms takim.Podloga wylozona byla snieznobialym dywanem o wysokosci okolo pieciu centymetrów co napewno musiala utrudniac prace sprzataczka gdyz chcac nie chcac kazdy wnosil do pomieszczen piasek.Rozejrzala sie ponownie po pokoju.Z lewej strony byly drewniane drzwi prowadzace do lazienki.Obok nich znajdowal sie stól z czterema krzeslami.Naprzeciw ,czyli po prawej stronie pokoju znajdowala sie dosc duza sofa i tak samo bezowe fotele po obu jej bokach.Na wprost wejscia do pokoju miescilo sie jej lózko.Wszytsko bylo bardzo wygodne,zarówno jej lozko jak i krzesla i sofa.Wszystko dla wygody turystów.Kol glownego wejscia znajdowal sie dosc duzy drewniany segment.Na jedenej z polek ustawiony byl telewizor dosc duzych rozmiarów a powyzej mini wierza.Podeszla do niej i wlaczyla radio,akurat grali piosenki Anny Jantar.Uwielbiala siedziec godzinami i wsluchiwac sie w nie.Miala kilka egzemplarzy jej plyt.Jedna byla w bviurze,druga w domu i ta byla chyba najbardziej zuzyta, jeszcze jeden egzemplarz w samochodzie.Podglosila troszke i usiadla wygodnie w fotelu.Nie myslala o niczym,bezczynnie siedziala jakby w transie.Po chwili zasnela.Obudzilo ja pukanie do drzwi,zauwazyla ze piosenka dawno sie juz zmienila na inna.Podeszla i zobaczyla kelnera -dzien dobry, przywiozlem kolacje-powiedzial milo wjezdzajac wózkiem z wieloma naczyniami do jej pokoju -ale ja nie zamawialam kolacji! -ale przeciesz-zmieszal sie kelner-zostala zamowiona kolacja dla dwoch osob do pokoju nr 59 -ale ja mieszkam sama -powiedziala pokazujac na pokoj-musiala zajsc jakas pomylka,prosze zadzwonic do kuchni i to sprawdzic-powiedziala podajac mu telefon -nie ma potrzeby-odezwal sie Konrad wchodzac do pokoju-to ja zamówilem to kolacje-podszedl do Amelii i podal jej jedna dluga czerwona róze. -przeciesz uzgodnilismy cos nie mam ochoty na jedzenie ani na nic innego-zezloscila sie -wiesz wygladasz przepieknie jak sie zloscisz ale podobno to szkodzi urodzie wiec rozchmurz sie,nie chcialas zejsc na dól na posilek, wiec posilek przyszedl do ciebie -konrad,prosze cie, nie mam nastroju -pamietaj ze teraz musisz dbac nie tylko o siebie-ten argument przekonal ostatecznie Amelie i chociasz niechetnie to jednak zgodzila sie.Konrad zamówil smaczne rybki,przysmak wielbicieli tych terenów,kilka ciastek na deser i szmpana.Kolacja dzis jak i rowniez wczoraj minela w cudownej atmosferze,Amelia siedziala oparta na krzesle i czula ze towarzystwo nie dawno poznanego mezczyzny niesamowicie ja relaksuje.W pewnym momencie zdala sobie sprawe ze wie duzo o jego rodzinie, o dawnych przezyciach zwiazanymi z najblizszymi a pozniej rowniez z ich utrata.Wie ze mieszka tak jak i ona w Krakowie ale nic wiecej o nim samym. -Konrad? -mhm?-zamruczal lagodnie -powiedz mi cos o sobie -a co bys chciala wiedziec? -no nie wiem,gdzie pracujesz no i czym sie zajmujesz,czy masz psa,albo jakies inne zwierze,jacy sa twoi znajomi i co was laczy,tzn jakie macie hobby i takie tam rózne,chcialabym wiecej o tobie wiedziec -ok,studiowalem wkrakowie i tam poznalem wiekszosc moich terazniejszych znajomych,praktycznie wszyscy moi znajomi sa w moim wieku,ale nie wszyscy studiowalismy ten sam kierunek,mnie interesuja komputery,kocham je i wlasnie w tym fachu pracuje -naprawde?super,no ale opowiadaj dalej -mhm, po skonczeniu stódiów zaczelem prace, choc nie odrazu bo wiesz jak jest z praca w polsce,jednak znalazlem dobra firme w ktorej dobrze placa za moje umiejetnosci -no to genialnie-ucieszyla sie i z tego co wywnioskowala moze miec 25, 26 lat.Nie wyglada na tyle, ta urocza buzka wrecz przekresla ten wiek. -mhm, tak tez sie ciesze,jezeli chodzi o zwierzaki to niesety nie mam dla nich czasu wiec wole im nie utrudniac zycia tymbardziej ze mieszkam w bloku,byly by nieszczesliwe - ja mam psa,dalmatenczyka,ma na imie sara -ladnie,musze ja kiedys poznac, -tak koniecznie,tylko wiesz ona ostatnio gdzies sie zawieruszyla-przypomniala sobie ostatnie zdarzenia i spojrzala na swoje nadgarstki na których bylo tylko widac cieniutki strupek-wiesz co, wspomniales o tych komputerach, moze potrafilbys mnie czegos o nich nauczyc?
cz. 36
- przeciesz komputery sa banalne w obsludze, czeba tylko poswiecic troche czasu nauce -tak,ale wiesz ja nie chce sie uczyc obslugi bo to raczej mam opanowane w malym paluszku - a wiec?-spytal popijajac szampana którego otworzyli na czesc ich poznania -mam firme komputerowa ale absolutnie nie znam sie na tym,mam wprawdzie kogos kto sie tym zajmie bo kto inny piesci stanowisko dyrektora, jednakze tak glupio nic sie na tym nie znac -no tak rozumiem cie i podziwiam, bo wielu wlascicieli nie ma bladego pojecia o swoich firmach, a co to za firma? -kanakis,slyszales moze o niej? -czy slyszalem-malo sie nie zadlawil szampanem-dziewczyno to najlepiej prosperujaca firma w polsce no i lyszalem cos nie co o tym ze podpisuje takze rozne kontrakty zagraniczne -nie wiedzialam ze az tak,wiesz ja jestem wspoludzialowcem dopierio od dwóch miesiecy -wiesz ja sie pól roku staralem o prace tam-powiedzial smutno -ty pracujesz w kanakisie? -tak,jestem informatykiem,ale jak to sie stalo ze jestes jego wspólwlascicielka?przeciesz tylko Wiktor byl wlascicielem -znasz Wiktora?-przelknela nerwowo sline i pomyslala ze jest jednak rozwazna skoro nie opowiedziala mu kim jest ten mezczyzna z ktorym jest w ciazy,dobrze ze postanowila to pozostawic dla siebie -no tak znam go,Daniela równiez,reszty rodziny niestety nie ale trudno, napewno tez jest mila -tak, jest,nawet bardzo,ale skoro znacie sie z Wiktorem i Danielem to czemu az pol roku czekales na stanowisko w Kanakisie? -nie bylo wolnych stanowisk a Wiktor napewni nie bylby dobrym dyrektorem gdyby zwolnil innego pracownika zeby mnie przyjac,po za tym on mial zamiar sam odejsc bo sie przeprowadzal do innego miasta.Zanim jednak sie to stalo dorabialem sobie malymi zleceniami w waszej firmie a tez w innych -no tak,dobrze wiem jaki jest Wiktor i chyba to dobrze bo firma jeszcze zyje, byc moze przez to ze wlasnie on nia zadzi. -tak, masz racje,a skad sie znacie? -jechalam kiedys do chlopaka-pomyslala ze opowie mu o Filipie, a on sam wyciagnie wnioski ze to dziecko jej bylego chlopaka-do lodzi,spotkalam sie w pociagu z Wiktorem, okazalo sie ze jego ojciec to moja rodzina,jakas dalsza-sklamala,wziela gleboki oddech i opowiadala dalej-chcialam powiedziec mojemu chlopakowi,Filipowi,ze bedziemy mieli dziecko,ale gdy do niego dotarlam zastalam go w lozku z inna.Wrócilam do krakowa-opowiadala w skróconej wersji-mialam wypadek,Wiktor sie o tym dowiedzial i zaopiekowal sie mna,stracilam pamiec wiec on mi pomagal az do momentu kiedy sobie wszystko przypomnialam, -o kurcze,ale z tego Filipa [***],nie darowalbym takiemu gdybym go dorwal,naprawde on nie byl ciebie wart i nawet nie wie jaki skarb stracil-Amelia usmiechnela sie i pomyslala ze slyszala to samo od Wiktora gdy ja znalazl w parku niedaleko jego kamienicy -nieprzejmuj sie,jakos sobie radze,nie chce go…