Romans · 41 min czytania
miłośc niejedno ma imie cz.39-47
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
cz.39
Przez cała droge myślała o babci, nie mogła uwierzyc ze ta rozgarnieta kobieta zapomniała wziasc dawke insuliny na noc skoro zdawała sobie sprawe z faktu iz moze sie to zakonczyc jej smiercia lub ponowna spiaczka.Miała nawet wrazenie iz kobieta która była sasiadka babci miała racje .Byc moze babcie trapiło cos i postanowiła zakonczyc swoj zywot ...Wysiadla z samochodu i jej oczy ucieszył widok zapalonego swiatła w salonie.Daniel nie wiedział że przyjeżdza, napewno zrobi mu niespodzianke. Zostawiła bagaze w aucie,podeszła do drzwi i odziwo zauważyła ze sa otwarte.Weszła zamykajac je za soba na klucz i ruszyła w strone salonu.Gdy dotarła na miejsce to co zauważyła aż ja cofło do tyłu.Kominek lekko oświetlał nagie ciała Daniela i Natalii, które skapo przykryte było kocem -Amelia słonko co ty tutaj robisz?przeciesz jeszcze nuie miałas wracac-zaczał pierwszy Daniel -miałam-powiedziała lekko rozbawionym głosemwidzac iz obydwoje zachowuja sie jak małe dzieci przyłapane na goracym uczynku -Amelia ...ja cie przepraszam, ja...-nie potrafiła dokonczyc -pojde sie jeszcze przejsc a poźniej pojde do siebie ,porozmawiamy jutro Danielu,pa Wyszła z salonu przepełniona radościa,od dłuższego czasu obydwoje byli sami, teraz po tym jak beda razem dwie najblizsze jej osoby beda zawsze blisko niej.Wychadzac z domu poczuła mocny lecz ciepły wiatr, który smagał jej twarz.Postanowiła ruszyć w strone studni na skraju lasu,nie była ona daleko ale spacer tam zabierze jej tyle czasu aby Daniel i Natalia czas ochłonac i wyzbierac sie.Obydwoje bardzo kochała i cieszyła sie z ich szczescia ale wiedziala ze im wewnetrznie i nie zaleznie od woli zazdrosci.Niebo było juz ciemne gdy dotrarła do zródła studni, usiadla na ławeczce umieszconej tuz obok i podziwiała gwiazdy.Układała różnne zbiory przypominajac sobie jak to podczas dziecinstwa robiła z ojcem,gdzies w oddali słychac było odgłos sowy, od czasu do czasu cos poruszalo sie w zaroslach.Amelie przeszywało uczucie strachu.Zrobilo sie juz pozno wiec Amelia postanowiła wrócic.Usłyszala ponowne odgłosy od strony lasu i po chwili szybkie kroki jakiegos zwierzecia, serce waliło jej jak oszalałe, zaczeła uciekac mimo iz wiedziała ze nie powinna pozwolic sobie na gwałtowne ruchy w obecnosci jakiegokolwiek zwierzecia,ucieczka nie zdała sie na nic gdyz zwierze zaatakowalo ja od tyłu skaczac na jej plecyi powalajac na ziemie.Lezała zdretwiała na trawie koło drogi wyczekujac kolejnych ataków które jednak nie nastapiły.Zwierze obeszło ja dookola i zaczeło lizać najpierw po dłoniach a pózniej po odsłonietych czesciach twarzy.Dziewczyna powoli podnosiła głowe by przyjzec sie napastnikowi gdy usłyszała grozny głos dochadzacy z okolic studni -sonia chodz tutaj-odezwał sie meski głos a nastepnie dziewczyna usłyszała jego szybkie kroki i baty jakie pies dostawał za nieposłuszenstwo.Podniosła sie szybko i zauważyła psa rasy dalmatenczyk który trzymany na smyczy radosnie mach i skiałczy chcac podbiec do niej -sarunia-krzykneła radosnie przywołujac zgube, pies nie czekał na pozwolenie i wyrwał sie wraz ze smycza nowemu włascicielowi.Amelia p[onownie runeła na ziemi przewrocona przez suczke -sara, sarunia,kochany piesek, no juz, wystarczy tych pieszcot,no juz..!!-krzyczała rozradowana pieszczac gdzie sie tylko dało psa -co pani wyprawia?-spytał meżczyzna który juz conajmniej od dziesieciu minut bacznie przygladał sie dalmatenczykowi i Ameli która na kleczkach jak dziecko bawiła sie z owym psem -och, przepraszam-wstała próbujac poprawic ubranie które było kompeltnie brudne i pomiete tworzac artystyczny nieład,przedstawiła-mam na imie Amelia, a to nie Sonia tylko Sara, mój pies,gdzie pan ja znalazł?prawie dwa tygodnie była poszukiwana bez rezultatów -krzysztof-podał jej reke na przywitanie a ona mało nie jekneła z bólu gdyż miał on tak mocny uscisk dłoni -nie znalazłem go lecz kupiłem i jezeli mysli pani ze go teraz oddam to sie pani grubo myli-wrzasnał -ale przeciesz to moj pies -jekneła w obawie ze moze stracic ukochane zwierze na zawsze -to trzeba jej było pilnować! -ale przeciesz nie ma pan prawa.. -mam-wrzasnał ponownie ,uchwycił smycz psa i pociagnal go wbrew jego woli -gdyby pan zmienił zdanie, to ja mieszkam w starej willi kolo młyna -krzykneła za odchodzacym mezczyzna -watpie-usłyszała juz z daleka odpowiedz Odwróciła sie wiedzac ze nic tu po niej i ruszyła w strone domu.Gdy dotarła na miejsce nie zauważyla aby gdziekolwiek sie swieciło sie swiatło.Daniel napewno już spał Poszła zatem w jego ślady...
cz.40
Ktoś zapukal do jej drzwi, była dopiero dziewiąta godzina a ona siedziała juz w biurze od conajmniej dwóch godzin.Innym mogła wmówic ze zrobiła to dlatego zeby nadrobic zaległości ale tak naprawde chodziło Wiktora,panicznie bała sie go spotkać na korytarzu firmy.Rany nie były jeszcze dostatecznie zagojone by mogła je otwierac i pokazac całemu swiatu który tylko czeka aby ja zarazic jakimś swinstwem.Teraz odrabiala zaległości.Sekretarka to co mogła na bierzaco robiła ale niektóre sprawy nieodwołalnie mogla załatwić tylko Amelia.Nie było tego duzo ale tez dziewczyna nie uporała sie z tym od rana.Własnie myslala nad tym gdzie poustawia w aucie te wszystkie rzeczy które nagromadziła podczas pracy tutaj gdy wyrwał ja z nich ponownie ten natarczliwy łomotw drzwi,zdenerwowana i troche podjuszona w końcu pozwolila wejsć.Drzwi sie otworzyły i pojawił sie w nich Wiktor.Widziała go po raz pierwszy od tego pamietnego wydarzenia na placu przed domem babci.Wygladał źle i rzuciło jej sie to w pierwszej sekundzie tej wizyty. -jak miło ze nas odwiedziłaś-warknął wykrzywiajac twarz w niemiłym grymasie -coś chciałeś?-spytała powracajac do wczesniejszej pozycji -czy mogłabyś okazać chociaż małe zainteresowanie osobie z która rozmawiasz?-ponownie warknal i demonstralnie usiadł na fotelu naprzeciw niej.Nie zauważył jednak przerazenia w jej oczach ktore wywołane było niczym innym a swiadomoscia ze znalazł sie tak blisko niej -wybacz ale mam duzo zaległej pracy a mam zamiar sie z tym uporać dziś , góra jutro -chyba zartujesz jezeli myslisz ze ci sie to uda ,zajmie ci to conajmniej tydzień -nie bede tutaj siedziała całego tygodnia,ktoś przejmie moje obowiazkijutro lub pojutrze w zaleznosci ile mi to czasu zajmie,juz w kazdym razie widze koniec-powiedziała stanowczo obawiajac sie jednak jego reakcji na ta wiadomosc -ty sobie ze mnie kpisz, czy ty wogu;le jesteś odpowiedzialna ?nie zapominaj ze jestes wspołwłascicielka na takie stanowiska nie pisze sie ofert do gazety,albo sie je dzidziczy albo kupuje akcje-krzyczał stojac już nad nia z wyzszoscia której tak nie lubiała ,miał juz wymieniac nastepne porcje argumentów gdy do biura wparował Daniel -Amelka ja wiem ze ty jestes zajeta, karolina mi powiedziała ze nie pozwolilas nikogo wpuszczacale ja musze z toba porozmawiac -Daniel-warkneła ostrzegawczo -posłuchaj pomiedzy mna a Natalia nic nie ma, my poprostu.. -przestańmam tego wszystkiego juz dosć ,nie!,ja mam was dość,obydwaj jesteście beznadziejni -obydwaj?spytał zdziwiony Daniel i dopiero teraz zobaczył ze w pomieszczeniu jest również jego brat -tak, obydwaj, ide na lunch i jak wróce ma was tutaj nie być a z toba danielu porozmawiam w domu-wstała od biurka ,wyszła z biura i zamaszyscie zamkneła drzwi robiac przy tym wiele hałasu.Była zła na nich i na siebie o to ze nie potrafiła utrzymać swoich nerwow na wodzy .Zeszła szybko po kilkudziesieciu schodach i gdy dotarła dość ciemnym korytarzem do baru który miesci sie w podziemiach budynku.Usiadła przy jednym z wolnych stolików.Nie było o tej godzinie tutaj zbyt wiele osob,była jeszcze zbyt wczesna pora na lunch,juz predzej drugioe snaidanie gdyz dochodziła dopiero dziesiata.Zamówiła cos szybko i gdy czekała uspakajała sie i układała myśli -witaj ksieżniczko-wyrwał ja z zamysleń radosny głos,uniosła do góry głowe i ujrzała rozradowanego Konrada -czesc, ale fajnie ze cie widze-usmiechneła sie do niego i przytuliła na powitanie -moge sie przysiasc? -no jasne, siadaj,-wskazała mu miejsce przy jej stoliku -wiedziałem ze dzisiaj bedziesz w pracy,szczerze powiedziawszy miałem zamiar do ciebie przyjsc -tak?z czymś szczególnym? -mam juz zdjecia,mam nadzieje ze coi sie spodobaja -naprawde?fantastycznie,masz je przy sobie czy w biurze? -tutaj mam-powiedzial radosnym głosem widzac aprobate z jej strony,wyciagnał gruba szara koperte ze swojej brazawej skorzanej torby która chyba widziała juz wiele i tyle tez przezyła -o boze jakie swietne, a popatrz tutaj jak smiesznie wyszłam -no zeczywiscie genialnie -usmiechanł sie i wybierał najfajniejsze ujecia by jej pokazać -Konrad co ty tutaj robisz?obydwoje spojrzeli w góre i ujrzeli rozeźlonego Wiktora -czesc stary,słuchaj dosiadź sie do nas mamy mnóstwo zdjeć znad morza ty tez obejrzysz..nie dokonczył gdyz Wiktor natychmiast mu przerwał -wy macie? -no tak, ja i Amelia , wyobraź sobie ze sie poznalismy nad Bałtykiem jak miałem urlop-Ameli juz serce dygotało, spojrzenie Wiktora na pół smutnego na pół wsciekłego rozbrajało w niej jakakolwieksilna wole,wzbudzało jednak pozadanie które było jej tak okrutnie zabronione -niewiarygodne-powiedział ironicznie ponownie taksując ja spojrzeniem
cz.41
Część 22 / 2
-niewiarygodne-powiedzial ironicznie taksójac ja ponownie spojrzeniem -siadasz i ogladasz znami czy zamierzasz tak nad nami stac i nam przeszkadzac -nie bede patrzył jak sie znowu szmaciłas tyle ze tym razem na obcym terenie -wiktor!-krzyknał ostrzegawczo Konrad w obronie Amelii -nie pozwole sie obrazac,nie powinno cie obchodzic co ja robie jestes dla mnie tylko wspołwałscicielem naszej firmy,nie mam ochoty na to zebys mnie kontrolował,ja tego nie robie dlatego bardzo cie prosze abys ty równiez odnosił sie z takim samym dystansem do mnie i nie psuł mi wizerunku wobec pracowników-powiedziała ostro, za ostro,wiedziała ż pracownicy bedacy w barze z zaciekawieniem sie im przygladaja, gdy sie odwróciła udawali ze jedza,nie obchodziło ja co sobie o niej pomyslą bo doskonale wiedziala ze jeszcze przed jej odejsciem z firmy zapomna o całym incydencie,bolalo ja natomiast ze Wiktor ja tak ocenia i tak zle traktuje,kochala go nadal i chciala byc jak najlepiej przez niego odbierana,z mizernymi jednak skutkami -tak mówisz jakby cie to conajmniej przejmowało-Amelie to zabolało chciała uchodzic w jego oczach na swieta mimo ze wiedziała ze nigdy nie beda razem,on natomiast traktował ja jak zwykła dzi.wke która stoi przy ulicy i czeka na okazje -chcesz cos jeszcze? -tak-powiedział smutno a jego szare oczy jakbyt zwilgotnialy a dziewczynie od razu zrobilo sie jego zal-masz jutro przyjsc o dziesiatej pod ten adres-podał jej wizitówke kancelarii adwokackiej i dodał-jutro zostanie odczytany testament babci,jezeli nie przyjdziesz narazisz wszystkich na strate czasu bo bez ciebie testament nie zostanie odczytany -ale przeciesz mnie napewno nie ma na liscie spadkobierców wiec po co mam przyjsc -mam taka nadzieje ze cie nie ma ale i tak masz przyjsc jezeli nie przyjdziesz to nie ja cie bede juz o tym informował tylko adwokat babci -to wszystko?zajmiesz nam cała przerwe na posiłek -tak,acha jak skonczycie sie zabawiac nawzajem konrad przyjdz do mnie musimy porozmawiac-powiedział na odchodne i ruszyl w strone schodow prowadzacych na góre -co mu sie stalo,przyjaznimy sie od wielu lat i nigdy sie wobec mnie tak nie zachowywal nie mówiac juz o tym zeby zachowywał sie tak w stosunku do kobiety-powiedział zmieszany zachowaniem Wiktora, konrad -to przezemnie,to moja wina,przepraszam cie, -nierozumiem.. -opowiem ci wszystko jezeli obiecasz mi ze mnie nie zdradzisz przed nim-powiedziala smutno gotpowa opowiedziec mu wszystko co sie wydarzyło ostatnimi czasy -no nie,ty chyba zartujesz, jak mozesz wogule o to pytac przeciesz to oczywiste ze cie nie zdradze -dobrze,nie wiem czy pamietasz ale miałam chłopaka w Łodzi,mieszkał tam gdyz tam była jejgo uczel;nia gdzie studiował,jechał tam pewnego dnia,w pociagu poznałam wiktora,odrazu sie polubilismy,roztalismy sie na dworcu i kazdy ruszył w swoja strone,gdy dotarłam do filipa okazalo sie ze własnie mnie zdradzał z jakas laska,byłam wrtedy w ciazy,mocno przezyłam ten fakt i w ciezkim stanie znalazł mnie wiktor który sie mna zajal,odwiedzilismy jego babcie w szpitalu i ona po dosc długiej spiaczce sie obudziła,wiktor musial zostac wiec nie wrocilismy razem,on został z nia w Łodzi,ja miałam natomiast wypadek samochodowy, straciłam dziecko ale i rowniez pamiec,Wiktor sie mna zajal,zaczelismy sie spotykac,wtedy nie wiedzialam ze wiktor jest moim bratem.. -kim jest?-spytał przerazony konrad-jak to mozliwe? -niestety mozliwe,prosze nie pytaj jak bo to zbyt długa historia,wkazdym razie po jednej spedzonej nocy razem z Wiktorem obudziłam sie i z przerazeniem stwierdziłam ze ja własnie spedziłam noc z bratem,nie mogłam sie z nim spotykac,i bardzo obydwoje cierpimy,on mysli ze kazdy jest moim chlopakiem i ze podrywanie ich jest moim hobby,ponadto mysli ze ja jestem z danielem, z jego bratem,ale to nie jest prawda,poprostu jako brat pomaga mi,nie chce aby Wiktor wiedział ze jest moim bratem,on by tego nie zniósł,wystarczy ze ja cierpie -ja nadal bardzo go kocham ale niestety nic na to nie poradzimy,musimy jakos to znieść,bardzo bym chciała zeby to sie skonczyło ale to zapewne nigdy nie nastapi -Amelia kogo jest to dziecko?-spusciła głowe i miał juz odpowiedz,omineła ten fakt specjalnie myslala ze zapomni ale to było najtragiczniejsze w całej tej sytuacji -naprawde bardzo ci wspólczuje i teraz rozumiem jego zachowanie, on jest najprosciej w swiecie o ciebie zazdrosny, nie ma co sie mu dziwic, ale nie wiem czy dobrze robisz nie mowiac mu ze bedzie mial dziecko i ze jestescie rodzenstwem, kiedys jezeli dowie sie od kogos albo przez przypadek bedzie mial do ciebie zal ze mu tego nie powiedziałas,wierz mi wtedy i tak bedzie cierpiał a bedzie miał dodatkowo do ciebie zal ze mu nie zaufałas i nie powiedziałas, nie bedzie wtedy tego widzial ze chciałas go obronic przed czyms z czym mogłby sobie dac rade..
cz.42
Dzień minął jej szybko, nawet nie zorientowała sie gdy juz siedziała w swoim samochodzie i czekała ze zniecierpliwieniem a moze juz ze znudzeniem az otworzy sie brama wjazdowa.Dotychczasowy ceremoniał wjazdu i dotarcia dop domu nie trwał zbyt długo, obładowana zakupami ruszyła w strone kuchni gdzie zastała Daniela popijajacego sok pomaranczowy -witaj Amelio-powiedział nieco zmieszany -czesc,jestem strasznie zmeczona dzisiejszym dniem, znalazłaby sie dla mnie tez taka szklanka z sokiem? -jasne!-poderwał sie szybko i juz po chwili podał jej napoj i siedzieli razem przy stole kuchennym który był teraz zawalony siatkami i torbami pełnymi artykułów spożywczych -Amelia, ..ja nawet nie wiem co mam powiedziec-zawiesił głos -jezeli chodzi o Natalie to naprawde bardzo sie ciesze ze jestescie razem,kocham was obydwoje i mam nadzieje ze bedziecie ze wam sie uda i bedziecie szczesliwi -tak, dziekuje siostrzyczko,ale wiesz ona nie wie ze jestesmy rodzenstwem -chyba jej nie powiedziałes?-spytała szybko,bojac sie ze jej sekret wkoncu moze dotrzec do wiktora -nie ale... -błagam..obiecaj ze nikomu o tym nie powiesz,błagam Daniel nigdy by sie nie przyznał ze wcale nie chce tego zrobic obiecał to siostrze miimo ze było mu to nie na reke ,Natalia czuła wstret do siebie na sama mysl ze zdradzila przyjaciółke, daniel bez zgody Amelii nie mogł jej wyjasnic ze nie łaczy go nic z amelia w kazdym razie nie sprawy sercowe.Po kilkukrotnym naleganiu ze strony siostry uległ i obiecał nie pisnac ani słowka Bardzo ja kochał -czemu mi nie powiedziałes ze babcia zmarła ?-powiedziala oschle a jej oczy coraz bardziej połyskiwały -wybacz , zapomniałem ze darzysz ja sympatia, ja nie byłem na pogrzebie wiec myslałem ze ty tez na niego nie pojdziesz,wybacz jestem egoista... -jak to mozliwe ze nie byłes na pogrzebie własnej babci?-spyatała oburzona i zdezorientowana -całkiem prosto nie poszłem i juz -wiesz ze nie o to mi chodzi,dlaczego nie poszłes? -oni nigdy mnie nie lubili,ani babcia ani dziadek, co innego ze strony mamy ale ci dziadkowie jakby nie widzieli swiata za wiktorem,ja zawsze byłem gorszy, na drugim miejscu albo wrecz nie widoczny bo przeciesz tak niewygodny -co ty mówisz za głupstwa.. -gdy juz nie musiałem-ciagnałnie zwazajac na jej słowa-nie jezdziłem tam, gdy zmarł dziadek nie zdziwiło mnie ze tylko wiktor odziedziczył kamienice,było mi przykro ale nie dałem tego po sobie poznac -amelia zauwazyła ze w oku brata powoli zbiera sie łza a później powoli spływa po policzku pozostawiajac cienka mokra sciezke-przeciesz to nie jego wina ze go tak wyrózniali ,na poczatku myslałem ze moze ja cos robie nie tak skoro oni mnie tak traktujaale im byłem starszy tym bardziej miałem pewnosc iaz dlatego ze chciałem sie im przypodobac najczesciej ja bylem grzeczniejszy od niego -a czy ty równiez masz sie jutro stawic na odczytanie testamentu? -tak,zapewne babka sie zlitowała i zostawiła mi chatke która jest nic nie warta -nie mow tak ,jest bardzo cenna dla tego kto ja umie docenic,jezeli sie tak zeczywiscie stanie chetnie ja od ciebie odkupie -nie ma problemu Opowiedziala mu jeszcze o wczorajszym incydencie przy studni .Oburzony był tym iz facet nie oddał jej psa ,gdyby zazadał pieniedzy Amelia napewno by zapłacila wiec nie rozumial w czym zecz...
cz.43
Amelia obudziła sie dość wczesnie , do jej pokoju wkradało sie jasne promienie swiatła.Zebrała sie szybko.Zamierzala najpierw pojechać do firmy i popracować a dopiero przed dziesiata pojechac do adwokata .Tak tez zrobiła.Punkt dziesiata przekroczyła próg gabinetu w kancelarii.Ubrała sie w jeden z nowszych i bardzo eleganckich kostiumików które niedawno kupiła.Beżowy materiał doskonale kontrastował z jej ciemno opalona skóra i kruczoczarnymi włosami.Zapieta i doskonale dopasowana marynareczka uwidaczniała jej wciaz powiekszajacy sie biust na skutek ciazy .Jej wejscie wywołało niemałe poruszenie, nikt oprocz jej braci nie wiedział iż ona tez jest na liscie obecnosci.Usiadła obok Daniela który przytbył wczesniej.Przywitała sie z nim szybko i juz pojawił sie adwokat.Usiadł przed wszystkimi za duzym czarnym biurkiem i wygladal dosc groznie, a moze to amelii sie tak zdawało.Mezczyzna zaczał czytac przepisy które jakby wydłuzały mu sie na tej kartce,po upływie około pól godzinki przeszedł wreszcie do zeczy i zaczał czytac jak babka rozdzieliła majatek.Krewnych zgromadzonych w pokoju było dosc duzo i wiekszosci nie znała, z tego co wywnioskowała matka ojca była bardzo zamozna, mimo ze miała komu rozdzielac to miała równiez i co im rozdac.Nie interesowało ja co dostaja inny.Czekała na moment kiedy mezczyzna wyczyta imie jej starszego brata.Wiedziala ze jezeli zostanie praktycznie pominiety znow poczuje sie dotkniety do zywego.Widziała wczoraj wieczór ból w jego oczach. -wszystkie akcje firmy fotograficznej oraz dom we Francji dziedziczy starszy wnuk Daniel Adamczyk-Amelia spojrzała na brata,nie odezwał sie,wiedziała ze jest w szoku,babcia zaskoczyła go i to pozytywnie.Po tylu latach okazała mu miłośc jaka go darzyła. -dom w Łodzi otrzymuje w połowie młodszy wnuk Wiktor Adamczyk oraz Amelia Karpaczyk, z jednym jednak zastrzezeniem iz jezeli obydwoje chca dostać po połowie tego domu musza wspólnie spedzać kazdy weekend przez najblizsze pół roku, jezeli zasada ta zostanie złamana przez któras z podanych wczesniej osob zadna z nich nie dostanie budynku który automatycznie zostanie przekazany na cele dobroczynne.Aby zyczenie było spełnione faktycznie najblizsza sasiadka pani Adamczyk bedzie odwiedzała dom w sobote rano i niedziele wieczór lub w razie potrzeby czesciej i bedzie prowadzic notatki do dokumentacji dla mnie.Amelii zrobilo sie słabo,przeciesz to nie mozliwe zeby kobieta zrobiła im takiego psikusa. -Amelia Karpaczyk otrzymuje również komplet bizuterii z dołaczonym do niego listem oraz drugi list który dostanie dzis jednakze moze otworzyc dopiero w dniu swojej nocy poślubnej-kontynuował adwokat ,po wysl;uchaniu ostatnich słow Amelia poczuła ze sie czerwieni.Nie wierzyła w to co sie dzieje ,babka zakpiła z nich.Naszczescie spotkanie nie trwało juz długo,Amelia odebrała bizuterie i dwa listy po czym wraz z Danielem wróciła do domu.Nie była wstanie juz wrocic do biura.Wiadomośc jaka usłyszała przed momentem wywróciła jej wszystkie dotychczasowe plany.Obydwoje milczeli przez cała droge.Brat chyba wyczuł ze nie potrafi…