Romans · 24 min czytania
miłośc niejedno ma imie cz.48-52
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
cz.48
Nazwa pokój czy pokoik nie była tutaj na miejscu.Widzac go od razu przypomniała sobie bajki o porwanych ksiezniczkach które spały na tysiacu kolorowych poduszeczek.Pomieszczenie składało sie jakby z dwóch mniejszych które dzieliło przejscie o połkolistym zaokrogleniu przy suficie.Sciany miały kolor lekkiego rózu.Meble były białe jak w domku dla lalki barbie.Zasłony były z dośc cienkiego ciemnego różowego materiału.W pierwszym pomieszczeniu znajdowały sie własnie te bialutkie meble które zdawały sie kusic do odpoczynku i mówic jestesmy wygodne.W dwrugim natomiast była chyba czesc sypialna.Wielkie łoze zajmowało wieksza czesc powierzchni,było śliczniutkie.Koło kazdego z czterech kantów umocowane były masywne filary na których wspierał sie baldachim.Wszystko oczywiscie było rowniez w podobnej kolorystyce.Z baldachimu opadała az na podłoge drobniutka rózowa siateczka chroniaca przed owadami. W tym pokoju były rowniez drzwi które jak sie domyslila zapewne prowadziły do łazienki która była tylko na jej wyłacznosc.Na podłodze ułozony był wysoki dywan do którego Amelia az chciała sie przytulic taki wydawał sie mieciuteńki.Odwróciła sie nasycona tym widokiem i zeszła na dół z Grazynka. -dziekuje ze chciałas mnie oprowadzic po domku,jestem ci wdzieczna -nie ma sprawy,jak bedziesz czegos potrzebowac to zawsze sie mozesz do mnie zwrócic,jestem do twoich usług -dziekuje choc bede sie starac ci nie przeszkadzac bo napewno masz pełne rece roboty,przeciesz to jest ogromny dom,mam nawet wrazenie ze wiekszy niz mój-powiedziawszy to rozejrzała sie ponownie po najblizszym otoczeniu -tak,ale u mnie nie ma tyle pracy i mam na to czas,przeciesz o osiemnastej panicz Wiktor mnie odwiezie do domu i bede tez miała czas -nie bedziesz tutaj cały czas? -nie,oczywiscie ze nie,nie moge być cały czas tutaj,w testamencie był nakaz ze macie tutaj przebywac sami,naprawde nie wiem co sie stało Marii ze cos takiego wymysliła-powiedziała krecac głowa i zmierzajac ku najblizszym zamknietym drzwiom -tutaj jest biblioteka-powiedziala wprowadzajac ja do pomieszczenia w którym znajdowała sie imponujaca liczba ksiazek poukładana starannie na masywych drewnianych półkach.Taki zbiór ostatnio widziala w bibliotece na studiach.To pomieszczenie mimo ze wydawało sie małe miesciło naprawde bardzo duzo ksiazek.Nastepny był gabinet.Wszystko obite było brazowa skóra nadajac wyraz obcosci.Wygladał jakby był stworzony dla Wiktora.Swietnie by wygladał w tym głebokim fotelu.Znów sie skarciła za swoje mysli i podazyła za Grazynka, Kolejne były pokoje goscinne,zauwazyła ze nie wygladały tak jak jej pokój,były oczywiscie równiez bardzo gustownie umeblowane ale w bardziej starodawny sposób -czemu te pokoje sa całkiem inne od tego w którym ja bede mieszkala? -nie wiem,kiedy Maria sie tutaj wprowadzila za wszelka cene chciała jeden umeblowac inaczej -ale dlaczego,miała jakis konkretny powod? -nie mam pojecia,Daniel i Wiktor maja równie dziecinne pokoje -alez one nie sa dziecinne-zaprzeczyła Amelia-one sa troche..jakby bajeczne -no własnie,oni maja takie same,pomyslalam ze ten pokoik mógł byc umeblowany z mysla o pani,bałam sie jednak zasegurowac to paniczowi,on jednak sam zdecydował ze ten pokój bedzie najodpowiedniejszy -ich pokoje sa bardziej chłopiece,ten jeden jest jak dla ksiezniczki z bajki -tak to prawda,bardzo mi sie podoba.Nie rozmawiały juz wiecej, Grazyna oprowadziła ja po pozostałych pomieszczeniach,w domu znajdował sie jeszcze salon,kilkanascie pokoi, drugi gabinet, oszkolny pokoj pełen roslin,i wiele korytarzy które przydobione były licznymi obrazami.Był to wspaniały dom,pełen tajemnic i niespodzianek.Mogłaby powiedziec ze magiczny i nie rozumiała czemu Daniel tak bardzo znienawidził to miejsce.Dom jako samo miejsce miało wiele uroku nie biorac nawet pod uwage jaki panował tam nastrój...
cz.49 Dom był wspaniały, była naprawde pod wrażeniem.Z zewnatrz mógł wrecz wygladac na ruine za to wnetrze.T o tak jak z człowiekiem, powłoka moze nie byc za ciekawa ale za to wnetrze moze byc imponujace-pomyslała zmierzajac do swojego pokoju-wszystko tutaj jest takie piekne i nie realne,jak w bajce o kopciuszku.Weszła do pokoju i jeszcze raz mu sie przyjżała po czym jak dziecko zuciła sie w strone łóżka.Porozwalała tysiace małych poduszeczek po podłodze po czym położyła sie na nim wygodnie,ktoś zapukał do drzwi po czym wszedł przez nie Wiktor -jade odwieźc pania Grazynke, poczebujesz cos z miasta? -nie, dziekuje -widze ze rozgoscilas sie juz w tym pokoju -tak,to chyba dobrze prawda? -tak,chciałbym cie jednak uprzedzic zebys nie zniszczyła tutaj wszystkiego -słucham?-spytała oburzona jego stwierdzeniem -czy ty nigdy nie pozwolisz mi dokonczyc zdania -warknał na nia nie przyjemnie-nie chce zeby sie cos tutaj podniszczyło czy wybrudziło bo to jest pokój przygotowany dla wnuczki babci,ona nigdy jej nie poznała ale liczyla na to i dlatego przygotowała ten pokój -jezeli chcesz moge przeniesc sie do innego pokoju,nie ma problemu-powiedziała pewnie ale cos ja kuło w sercu na sama mysl ze mogłaby sie przeniesc z tego pokoju wiedzac ze jest jej ,babcia przygotowała go własnie dla niej, nie dla kogo innego, nie dla innej wnuczki tylko dla niej -nie,zostań tutaj, tylko... -dobrze rozumiem,chcialam jednak zauwazyc ze teraz kiedy dom bedzie nasz lub pomocy spolecznej to ona nie skorzysta z tego pokoju mimo gdyby sie odnalazła -jeżeli poznałbym swoja siostre walczyłbym o to zeby testament został zmieniony, jej tez sie cos nalezy, prawda -no tak, przeciesz według ciebie jestem tutaj niepotrzebnie ujeta, prawda? -nie powiedziałem tego -ale pomyslałes-powiedziała smutno-dlaczego twoja siostra zgineła?-spytała niezbyt zainteresowana -nie wiem,o ile mi wiadomo ojciec miał kochanke i ona odeszła z tym dzieckiem po urodzeniu,nigdy jej nie widział, ja tez nie-powiedział smutno a jej mocniej zabiło serce,boze, jak jej nie widziałes,stoje przed toba a twój ojciec i brat wiedza kim jestem -szukałes jej kiedyś?-chciałes ja odnalzesc? -tak, wiele razy,ale na marne,miałem zamało danych a niektóre wrecz okazywały sie nie prawdziwe,ojciec nie chciał mi powiedziec wiecej a sam tez nie szukał,nie wiem czemu,nie chciał ale powodu nie chciał podac -moze on wie kim jest jego córka wiec nie musiał jej szukac -nie sadze.. -idz juz, pani grazynka napewno na ciebie czeka i sie niecierpliwi-ucieła rozmowe czujac ze wkraczaja na niebezpieczny teren -tak,ide-powiedział jakby przypominajac sobie o istnieniu sasiadki-prosze cie nie zapominaj o tym co ci powiedzialem i uwazaj na ten pokój -dobrze-powiedziała do odchodzacego juz Wiktora-do jutra -do jutra? -no tak, -musimy jeszcze zjesc kolacje która nam przygotowała pani grazynka-powiedział zdumiony ze tego nie wie-chyba ze nie chcesz na mnie poczekac to jedź teraz sama ja zjem jak wróce -nie, oczywiscie poczekam na ciebie,tylko sie pospiesz bo jestem głodna-powiedziawszy to usmiechneła sie lekko i nie była pewna czy przypadkiem jej sie to nie przysniło ale on chyba tez sie do niej usmiechnal po czym wyszedł i słyszała jak szybko zbiega po schodach Nie miała ochoty specjalnie przygotowywac sie na ta kolacje.Przeciesz zjedza tylko razem posiłek a póżniej rozejda sie do swoich pokoi i bedzie po wszystkim.Założyła jedwabna bluzeczke która była wiazana z tyłu.Bordowy kolor bluzki i długich prostych spodni swietnie pasował do jej czarnych włosów.Wygladała swietnie mimo iz nie mozna było powiedziec ze jej ubiur jest wyszukany.Miała ta zalete ze nawet w prostych ubraniach wygladała jak na wybiegu.Spieła włosy z tyłu i postanowiła ze nie bedzie robiła makijazu,nawet lekkiego,przeciesz to nie ma sensu,on moze sobie pomyslec ze stroi sie własnie dla niego,po to zeby sie jemu podobac.Wyjeła płyte z kieszeni torby i zeszła na parter.Widziała gdzies odtwarzacz płyt ale nie była pewna w którym pomieszczeniu.Teraz bedzie musiała przeszukac wszystkie.Gdy miała zamiar wejsc do gabinetu usłyszała głos Wiktora -szukasz czegoś? -ale mnie przestraszyłes-obruciła sie w jego strone i dyszała ze strachu,nie wiedziała ze juz wrócił-juz jestes?nie słyszałam jak wchodziles -jestem,no wiec czego szukasz -a, tak,szukam odtwarzacza płyt-powiedziała i jakby na potwierdzenie pomachała mu przed nosem płyta-widziałam go dzisiaj ale nie jestem pewna w którym pomieszczeniu,czy mógłbys... -jest w salonie-powiedział odwracajac sie troszke a ona znowu poczuła jak do jej nozdrzy dostaje sie zapach jego perfum -dziekuje ,ja... przepraszam ..zaraz bede w kuchni-krzykneła i pobiegła do łazienki,zwymiotowała ponownie,tym razem nie było go przy niej,juz wiedział co jej jest i nie przejmował sie tym.Miałą wrazenie ze nawet ma do niej wstret z powodu jej stanu.To ze nia pogardza wiedziała napewno ale dlaczego odnosi sie do niej z takim wstretem?dlaczego?...
cz.50 gdyby wiedzial ze to jest jeo dziecko,tak chciala mu to powiedziec,cieszyc sie z nim ze beda mieli wspólne dziecko,ale jak mozna sie cieszyc skoro caly czas nachodzi ja mysl ze sa rodzenstwem,ze los zgotowal im takiego psikusa raniac ich niemilosiernie,niepotrafila tego zrozumiec.Przeplukala gardlo i przeszla do salonu.Nie wiedziala ile trwal jej pobyt w lazience ale w kazdym razie Wiktor czekal juz na nia z kolacja -przepraszam,ja juz siadam tylko jeszcze wlacze muzyke,dobrze? -tak,pospiesz sie,nie tylko ty jestes glodna -och wybacz,wiesz szczerze powiedziawszy odeszla mi ochota na jedzenie -znowu wymiotowalas? -tak,... -czym to jest spowodowane? -mhm, niczym takim, daj spokój,przeciesz to normalne... -nie jestem tego taki pewien,naciaga cie na wymioty zawsze gdy jestes blisko mnie,dlaczego? -kobiety w ciazy maja bardzo wyczulony wech i kiedy czuja mocno jakis zapach to tak sie dzieje, twoje perfumy sa dosc intensywne i ... -nie wiedzialem,przepraszam, nie bede sie juz do ciebie zblizal,przynajmniej nie na tajka odleglosc zeby ci to moglo przeszkadzac -spokojnie, nie ma takiej potrzeby zebys mnie oszczedzal ,przeciesz nie bedziemy sie czesto widywali,tylko weekendy-powiedziala i usiadla naprzeciwko niego,uslyszala jak zaczyna sie pierwsza piosenka -czy ty napewno nie chcesz wrócic do firmy? -przeciesz sam mnie wywaliles, cieszyles sie jze odchodze i nie widze powodu abys teraz pytal czy moje odejscie jest dobrze przemyslane -tak ja wiem,zachowalem sie jak glupek,ostatnio czesto popelniam dy,robie cos czego pózniej zaluje albo czego nie powinnienem robic -zauwazylam,..-powiedziala przelykajac salatke -co to za piosenki? -Anna Jantar,nie wiedziales? -boze co ty za badziewstwo sluchasz! -przeszkadza ci to? -teraz nie ale gdybym wiedzial ze cos takiego sluchasz jak zaczelem sie z toba spotykac to zastanowilbym sie nad tym -ty chyba zartujesz,co masz do zazucenia tym piosenka? -co to za slowa,nie jest tak ze w kilka chwil zdobywa sie dziewczyne,straszna tandeta,nie dziwne ze sie tak zachowujesz.. -jak sie zachowuje ja naprawde nie wiem o co ci chodzi,jestes przewrazliwiony-uslyszala nagle slowa piosenki -nie wierz mi , nie ufaj mi, bo z rak ci sie wywine-zanucil obcym jej glosem Wiktor-tak to akurat prawda-powiedzial ostro i popaczyl na nia znaczaco -przepraszam, jezeli ci to przeszkadza to wylacze te piosenki -nie,zostaw,moze sie dowiem jakie zasady moralne wpawa mlodym kobieta ta piosenkarka,ale to tylko dzis,nie chce tego wiecej slyszec,jezeli nie masz u siebie w pokoju odtwarzacza to zaniose ten do ciebie -a ty masz w pokoju? -tak -dobrze jezeli mozesz-nieodpowiedzial, juz nic nie mówil,jadl spokojnie kolacje wsluchujac sie w piosenki i od czasu do czasu robil niewyrazne miny.Pierwszy dzien minal,nareszcie,nie bylo najgorzej,Wiktor niestaral sie o konflikty wiec wszystko przeszlo gladko.Po kolacji zaniosla naczynia do kuchni i pozmywala naczynia.Wiktor znikl jeszcze zanim skonczyla.Odniósl talerz do zlewu i zostawil zapewne dla grazyny, ale po co miala jej dodawac…