Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

melodramat · 7 min czytania

Miłość od pierwszego ćwiczenia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Poznali się dwa lata temu na rehabilitacjach w szpitalu. Jacek powoli wracał do siebie po ciężkim wypadku samochodowym. Nie poddawał się. Codzienne, żmudne ćwiczenia i zabiegi przynosiły pożądany skutek i powoli zaczynał chodzić. Potrzeba było tylko czasu, który leczył rany. Pewnego dnia na salę fizjoterapii zgłosiła się Ewa, blond piękność z urazem ręki. Panowie nie mogli oderwać od niej oczu. Dziewczyna o wyjątkowej urodzie lubiła dodatkowo podkreślić swoje walory ubiorem, co bardzo podobało się płci męskiej. Panie zaś obgadywały ją z zawiścią za plecami. Ewie nie przeszkadzały zachłanne spojrzenia, znała swoją wartość i potrafiła to wykorzystać. Jacek, tak jak pozostali, przyglądał się mimowolnie każdym ruchom dziewczyny, a jego serce zabiło mocniej. Często się rumienił, gdy przyłapała go na przysłowiowym zawieszaniu oka. Imponowała mu pewnością siebie. Miał też dużą przewagę nad pozostałymi, śliniącymi się rekonwalescentami. Był od nich o połowę młodszy, dlatego też bardzo szybko wylądowali w łóżku. Jacek, wpatrzony w nią jak w obrazek, nie zauważał braku zaangażowania z jej strony. - Skończyliśmy - Ewa oznajmiała bez przejęcia o chłopaka uczucia po każdym razie i klepała go po tyłku, żeby już sobie poszedł. Już od pierwszego razu traktowała go jak zabawkę. Gdy miała ochotę, zły dzień, albo po prostu nie było nic w telewizji, dzwoniła po niego jak po dziwkę. Zapominała tylko, że dziwce się płaci. Jacek zaś bez chwili zastanowienia rzucał wszystko i spełniał wszelkie zachcianki poznanej niedawno dziewczyny. Nie wierzył w siebie, a wady wyolbrzymiał nad zalety. Dlatego też cieszył się z układu, w jakim tkwili i żył fikcją związku. Gdy Ewa skończyła rehabilitację, ich kontakt się urwał. Czasem telefon nie dzwonił przez miesiąc i Jacek odchodził od zmysłów. Kręcił się z kąta w kąt, szukając dla siebie miejsca, lecz miłości nie znalazł w pustym mieszkaniu. Wyglądał wtedy jak zbity pies, podkulił ogon i czekał aż Pani wróci. Ewa szukała zaś w tym czasie prawdziwej miłości w lanserskich klubach, jednak trafiała głównie na samych palantów i przeważnie kończyło się tylko na seksie. Żaden związek nie trwał dłużej niż miesiąc. Wyjątkiem był niespodziewanie Jacek. Odtrącany po "robocie", wracał jak bumerang, gdy tylko był potrzebny. I tak minęły dwa lata ich znajomości. Chłopak zaznaczył datę w kalendarzu wielkim sercem, bo tak czuł. Gdy nadszedł wyjątkowy dla niego dzień, wyciągnął z szafy zakurzony garnitur, przebierał w koszulach szukając tej odpowiedniej. Wyczyścił buty jak do komunii, na błysk. Kupił po drodze ogromny bukiet kwiatów i pierwszy raz odwiedził Ewę bez wezwania, niezapowiedziany, tak po prostu, jak podpowiedziało mu serce. Dziewczyny jednak nie było w domu. Mimo to czekał cierpliwie, aż wróci. Dla niej był to zwykły dzień, jeden bliżej do śmierci, jak zwykła czasem mówić. Przyszła podpita o trzeciej w nocy, obudziła kopniakiem Jacka śpiącego na schodach i usiadła mu na nosie bez ostrzeżenia. - Dobrze, że jesteś, liż! - Rozkazała z wulgarnym akcentem, uchylając na bok…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%