Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 7 min czytania

MM: "Czerwona Krew i Zimna Stal" (10)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W pierwszej chwili po przebudzeniu Snake pomyślał że to, co mu się przyśniło było tylko jakimś koszmarem, który nigdy się nie spełni. Rozejrzał się po pokoju oświetlonym blaskiem zaglądającego w okno księżyca i spojrzał na leżącą obok dziewczynę. Nie była to jednak blondynka z jego snu, ale brunetka chociaż równie piękna. Większość mężczyzn byłaby z takiej sytuacji bardzo zadowolona, ale on uświadomił sobie właśnie że historia ze snu wydarzyła się naprawdę i że nie zobaczy już swojej ukochanej Justyny. W takim stanie pozostawał już od kilku miesięcy, a dziewczyna obok niego była tylko jego przyjaciółką która odnalazła go poprzedniego wieczora. Ponieważ Snake nie dbał o to gdzie będzie nocował, a wszystkie pokoje w zajeździe w którym się znajdowali były zajęte – Amina zaprosiła go do swojego. Przedtem jednak zmusiła go do umycia się i ogolenia. Ubrania Snake’a suszyły się właśnie przy piecu. Dla niego jednak wszystko to było obojętne. Mógł chodzić brudny i zarośnięty ponieważ nie widział już sensu swojego życia. Amina miała nadzieję wyrwać go z tego stanu, chociaż wiedziała że nie będzie to łatwe zadanie. Nie liczyła również tej nocy na nic niezwykłego, ale skrycie wierzyła że Snake wreszcie postanowi powrócić do świata żywych i ułożyć sobie życie na nowo. Przedtem jednak należało dokonać zemsty na pewnym czarnoksiężniku, sprawcy jego nieszczęść. Dziewczyna odwróciła się przez sen w stronę swego towarzysza i zbliżyła głowę do jego twarzy. Snake czuł jej oddech na swoim policzku, jednak nadal leżał obojętnie patrząc w sufit. Za oknem wirowały płatki padającego śniegu. Snake wspominał wydarzenia ostatnich miesięcy, aż wreszcie nie wiadomo kiedy ponownie pogrążył się we śnie.

Mijało kolejne śnieżne popołudnie. W gospodzie jak zawsze panował spokój. W jadalni znajdowali się ci sami goście co wczoraj, jeśli nie liczyć samotnego żołnierza który wczesnym świtem ruszył w dalszą podróż. Snake siedział przy tym samym stoliku, przy którym odnalazła go Amina. Pomimo że postanowił nie ścinać swych nieco dłuższych już włosów, znacznie różnił się wyglądem od człowieka jakim był dzień wcześniej. Ogolony i umyty, w czystym ubraniu zjadał właśnie posiłek na który składały się kromki oprószonego ziarnami słonecznika ciemnego chleba i trochę pieczonej na ogniu kiełbasy. Przy sąsiednim stoliku spożywało obiad dwóch kupców. Snake przypadkiem usłyszał ich rozmowę.

- Nie jest bezpiecznie podróżować teraz samemu, uwierz mi Dessodorancie. Twoje pachnidła nie stanowią może zbyt cennego łupu, ale szkoda i tego. Ona i jej psy nie cofną się przed niczym. Radzę ci zaczekać ze mną na karawanę ze stolicy, lada dzień powinna się tu zjawić. - Czekam już tu ponad tydzień... Wiesz że zbliża się święto a ja muszę dostarczyć ten towar jeszcze przed nim. Żadna nawiedzona dziewka nie stanie mi na drodze. Jeśli w ciągu dwóch dni nie pojawią się inni kupcy pojadę sam. - Ja ci tylko dobrze radzę... Z Wilczycą nie ma żartów...

Zaciekawiony Snake wsłuchiwał się w ich słowa. Czyżby znowu chodziło o tajemniczą przywódczynię rozbójników, o której zaczęły już krążyć legendy? Kilka razy słyszał już bowiem o odzianej w wilcze futro zamaskowanej kobiecie, dowodzącej bandą rzezimieszków grasujących na tych terenach od ponad roku. Rozmyślania te przerwała Amina, która weszła do gospody i zdejmując płaszcz…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%