Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 8 min czytania

MM: "Czerwona Krew i Zimna Stal" (11)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Gdy przybyli do leżącego nieopodal miasteczka zaczęło już się ściemniać. Dni zimą były bardzo krótkie co w połączeniu z zasypanymi śniegiem drogami znacznie wydłużało jakąkolwiek podróż. Para przybyszów przywiązała swe konie do służącej do tego celu barierki przy miejscowym zajeździe, po czym pieszo udała się do sklepu płatnerza. Przywitał ich tam tęgi jegomość o sumiastych wąsach. Spośród bogatej oferty na którą składały się długie i krótsze miecze, zakrzywione szable, halabardy, rapiery i topory, Snake wybrał prosty miecz i skórzane rękawice. Po chwili namysłu zdecydował się też na stalowy napierśnik. Amina zaopatrzyła się zaś w parę ostrych jak brzytwa nowych sztyletów. Odwiedzili również szewca od którego dziewczyna wyszła w wysokich do kolan ocieplanych butach. Snake’owi wystarczyły jego dotychczasowe, schodzone już nieco ale ciepłe i wygodne obuwie. Kiedy zrobili już zakupy, Amina poprowadziła Snake’a przez miasto w stronę jednej z dzielnic zamieszkiwanych przez mniej zamożnych obywateli. Minęli niewysokie wille, po których zaczynały się proste domki o spadzistych dachach i znaleźli się pośród skleconych byle jak drewnianych szałasów i bunkrów. Pokrytej dziura-mi ulicy nie rozświetlały tu żadne latarnie. Na widok przybyszów uciekały włóczące się stadami koty i wy-chudzone psy. Nagle zza jednej z ruder wyskoczyła na drogę jakaś osłonięta maską postać. W krótkiej chwili dołączyło do niej kilku innych zakapturzonych kreatur. Otoczyli nieproszonych gości ze wszystkich stron odcinając im drogę ucieczki. Snake dobył swego nowego miecza. Nastał już czas aby zasmakował on świeżej krwi. Ku swemu zdziwieniu zauważył że Amina zachowała niezwykły spokój. Dziewczyna ujęła Snake’a za ramię i opuściła jego uzbrojoną dłoń ku ziemi. Stojący wokół nich rozbójnicy opuścili swe maski ukazując roześmiane, nieco pocięte bliznami oblicza. Dopiero teraz Snake’owi rzuciło się w oczy że wszyscy oni mieli na sobie peleryny z wilczych futer. Spojrzał na stojącą obok niego uśmiechniętą brunetkę.

- A więc to ty jesteś tą słynną... Wilczycą?! - We własnej skromnej osobie! A to moi wierni kamraci: Claudos, Bernos, Abdullahi, Salvenior, Drauhus, Helvis, Mehmet, Certus, Ian, Shandokazi i Peppers. A ten tutaj to Menel – wskazała na wyłaniającego się zza rogu spóźnionego członka grupy o pokaźnym wiecznie czerwonym nosie.

Rozbójnicy przywitali się z przyjacielem swej pani, która pokrótce przedstawiła im swoje plany.

- Dwunastu wspaniałych, Snake! – podsumowała ze śmiechem Amina. - To co robicie dla biednych jest godne podziwu – rzekł Snake – Cieszę się że mogłem was poznać. - Ale jak to się stało? Od dawna jesteś w tych stronach? – zwrócił się do swej ciemnowłosej towarzyszki. - Kiedy wezyr dowiedział się o śmierci swego krewniaka Rashida, zapragnął mojej głowy – powiedziała dziewczyna – Każdy z nich ma w swoim kraju podobny wyrok, a los sprawił że się spotkaliśmy... To bardzo wierni i niezwykle waleczni ludzie, pomogą nam pokonać czarnoksiężnika. W końcu to przez niego straciłam swój dom, więc też mam z nim porachunki! - Wszystko gotowe, pani! – powiedział Aminie jeden z rozbójników – Mamy zapasy na drogę i broń. Możemy ruszać. - Dziś jeszcze nie – pokręciła głową Amina – Przenocujemy w starym młynie, a jutro wyruszymy w trasę. Myślę że już za tydzień będziemy w stolicy!

Wjeżdżający do miasta oddział zwrócił uwagę strażników, którzy uzbrojeni w halabardy ustawili się przy bramie. Kiedy jednak Snake wysunął się na prowadzenie, żołnierze opuścili swą broń i roz-poznawszy go rozstąpili się wpuszczając jeźdźców do środka. Ciekawskie dzieciaki uciekały w popłochu przed groźnie wyglądającymi wojownikami prowa-dzonymi przez kobietę w czarnym płaszczu i jej towarzysza. W zamku nie było prawie nikogo spośród znajomych Snake’a. Pod nieobecność Ferdinalda rządy sprawował wybrany przez niego zastępca Avatar. Był to człowiek bardzo rozmowny i obdarzony…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%