Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 10 min czytania

MM: "Czerwona Krew i Zimna Stal" (13)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Snake zrobił krok do przodu w otaczającej go ciemności. Była to ciemność tak nieprzenikniona, jak gdyby znajdował się gdzieś w podziemiach, powietrze było jednak rześkie, chociaż nieruchome, a gdy wyciągał ręce nie napotykał żadnej skalnej ściany. Wokół niego była bezkresna przestrzeń nicości. Najdziwniejsze było jednak to, że nie potrafił określić jaki grunt ma pod nogami, jednak wyraźnie stał na jakimś twardym, płaskim podłożu. Nie zdążył jednak zbadać tego do końca, ponieważ gdzieś w oddali rozbłysło początkowo słabe światełko, które z każdą chwilą stawało się coraz większe i jakby bliższe. Było to teraz mocne, białe światło o jakiejś niespotykanej sile przyciągania wzroku, ale wcale nie raziło w oczy. Snake patrzył na ten świecący w oddali punkt i stopniowo zapominał o wydarzeniach ostatnich dni i o tym dziwnym miejscu, w którym się znalazł. Nie potrafił już nawet powiedzieć kim jest i jak się nazywa. Zrobił kolejny krok w kierunku tego niezwykłego światła, potem kolejny i jeszcze jeden. Światło stawało się stopniowo jakby częścią niego samego, był nim całkowicie zahipnotyzowany. Nagle jednak pojawiło się odczucie, które wyrwało go z tego stanu. Poczuł jakieś przyjemne ciepło na ustach i delikatny zapach perfum. Był pewien że już gdzieś spotkał się z tym zapachem. Zatrzymał się i oderwał wzrok od światła, które w tej samej chwili osłabło i stało się z powrotem tylko drobnym punktem zawieszonym w przestrzeni. Otoczenie również się zmieniło. Zrobiło się szaro, jakby przed nadejściem świtu, ale nadal nie było widać horyzontu ani w ogóle żadnego krajobrazu. Było jeszcze zbyt ciemno aby cokolwiek dostrzec. Wtedy właśnie Snake poczuł za sobą czyjąś obecność. Odwrócił się i ujrzał jakąś mglistą postać. Spróbował dosięgnąć jej ręką, ale trafił w pustkę. Pomimo tego tajemnicza zjawa przed nim była obecna. Mało tego, obok niej pojawiła się następna! Snake cofnął się chciał dobyć miecza, ale go nie znalazł. Spojrzał w bok i zobaczył trzy kolejne zjawy. Po chwili otaczały go już dziesiątki półprzezroczystych postaci. Były to osoby o różnej płci i w różnym wieku, ubrane w powłóczyste szaty – równie szare jak ich oblicza. Nie wydawały się być wrogo nastawione, ale Snake nie przepadał za towarzystwem z zaświatów. No i gdzie, do wszystkich demonów, się znajdował?! Rozmyślania te przerwał mu ktoś, kto niespodziewanie położył mu rękę na ramieniu. A więc oprócz niego był tu jeszcze ktoś materialny! Snake odwrócił się gwałtownie, gotów do natychmiastowej obrony, ale to co zobaczył zdziwiło go bardziej niż mógł przypuszczać…

Ciało Snake’a leżało nieruchomo na łożu w oświetlonym okrągłymi lampionami domu mistrza Ervengalda. Schilla skończyła już opatrywać ranę na boku i właśnie robiła mu okłady zimnej wody, jednak Snake nadal nie dawał oznak życia. Ervengald przygotowywał dziwną nową aparaturę i właśnie rozwijał jakieś gumowe węże. Kiedy przypadkowo oba ich końce zetknęły się ze sobą, pojawiły się błękitne iskry.

- Mistrzu Ervengaldzie, co zamierzasz z tym zrobic? – zaniepokoiła się Amina. - Spokojnie – Schilla dotknęła jej dłoni – Mój dziadek wie co robi, pomożemy twojemu przyjacielowi. - Ale czy to jest na pewno bezpieczne? – Amina wskazała metalową puszkę od której odchodziły dwa gumowe węże zakończone metalowymi krążkami. - Nigdy dotychczas tego nie używałem – odezwał się stary elf – Zwykle posługujemy się ziołami, ale sytuacja jest wyjątkowa… A to jest technologia starożytnych, musimy wierzyć że zadziała.

Schilla nasłuchująca tętna Snake’a podniosła głowę i stwierdziła że jest coraz gorzej. Ervengald zaczął szybciej rozwijać kable. Amina zbliżyła się do Snake’a i chwyciła go za rękę.

- Snake, obudź się… Nie takie rany już odnosiłeś… Bez ciebie nie damy rady. Po prostu nie możesz nas opuścić. Nie wyobrażam sobie że mogłoby cię zabraknąć… Nie mogę, nie chcę… - po raz pierwszy w życiu nie wiedziała co ma zrobić, pojawiło się jakieś dziwne, niespotykane dotychczas poczucie bezsilności. Mogła jedynie czekać na to, co przyniesie los. W jej ciemnych oczach zalśniły łzy. Pochyliła się nad nim i pocałowała go w usta.

Snake stał jak zaczarowany. Nie był w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa. Po chwili zaskoczenie przeszło w niepohamowaną radość. Porwał stojącą przed nim dziewczynę w ramiona i z całych sił przytulił ją do siebie. - Veronica… - wyszeptał patrząc na jej zgrabną postać, ubraną w powłóczystą szarą szatę, utkaną jakby z otaczającej ich mgły. Jednak jej twarz i ręce nie były takie blade jak u pozostałych mieszkańców tego dziwnego świata. Skóra dziewczyny miała naturalny wygląd, choć z braku słońca nieznacznie zbladła.

- Przecież obiecałam ci, że jeszcze się spotkamy – roześmiała się wpatrując się w jego

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
MM: "Czerwona Krew i Zimna Stal" (13) — czytnik · opowiadania