Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 12 min czytania

MM: Czerwona Krew i Zimna Stal (16)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W tym samym czasie grupa ludzi wdarła się na wyższe kondygnacje zamku w poszukiwaniu czarnoksiężnika. Była wśród nich również Justyna. Rozbiegli się po opustoszałym zamku przeszukując wszystkie komnaty, jednak po magu nie było ani śladu. Wszystkie wilkołaki, a raczej to w co zmieniły się one po zaklęciu czarnoksiężnika, pochłonięte były walką na dziedzińcu. Jednak czarnoksiężnik musiał gdzieś tu być. Justyna która weszła do wielkiej gościnnej sali również i tu zastała pustki. Sala ta miała niewielki taras osłonięty murem, pomyślała więc że być może więc tam ukrył się złowrogi mag. Taras jednak okazał się pusty. Justyna jednak, zanim się odwróciła do wyjścia usłyszała za sobą czyjeś kroki. Spokój idącego po kamiennym tarasie człowieka nie wskazywał na to że mógł to by wróg, była niemal pewna że jest to Gladius lub Rudolph, który podobnie jak ona zainteresował się potencjalną kryjówka. Odwróciła się do przybysza i w pierwszej chwili stanęła jak skamieniała. Przed nią we własnej osobie stał Crato. W dłoniach trzymał wielki dwuręczny miecz.

Dźwięczące ostrza krzyżowały się ze sobą w zaciętej walce. Snake i Karim-Singh istotnie dali pokaz znakomitych umiejętności, jednak tego pojedynku nie oglądał żaden widz. Snake pomimo tego że był znacznie młodszy od swego przeciwnika, czuł że słabnie. Czarnoksiężnik z pewnością używał jakichś diabelskich mocy aby przez tyle czasu utrzymać taką energię, nie wyglądał bowiem na człowieka o dużej sprawności fizycznej. Pomimo tego kilkudziesięcioletni siwiejący mężczyzna wymachiwał mieczem tak łatwo, jak gdyby był on zrobiony z drewna a nie z ciężkiego metalu. Że jednak tak nie jest Snake przekonał się gdy lśniące ostrze prześliznęło się po jego biodrze żłobiąc na udzie niezbyt głęboką, ale krwawiącą ranę. Walcząc z niezmordowanym czarnoksiężnikiem zastanawiał się co będzie, gdy wreszcie zabraknie mu sił popełni jakiś błąd. Rozmyślania te przerwała jednak jakaś postać pędząca konno w kierunku walczących. Snake kątem oka dostrzegł ciemną pelerynę i tego samego koloru długie włosy. Amina zeskoczyła z wierzchowca i wyciągnęła zza swego pasa zdobiony sztylet jarzący się delikatną błękitną poświatą. Snake rozpoznał Miecz Przeznaczenia. Mag opuścił broń i utkwił spojrzenie w dziewczynie. Snake wziął głęboki oddech, kręciło mu się w głowie a skaleczone biodro paliło go żywym ogniem. Amina wyciągnęła przed siebie sztylet.

- Przyszedł czas zapłaty za krzywdy które wyrządziłeś! – powiedziała zdecydowanym głosem – Zabiłeś wielu niewinnych ludzi, innym odebrałeś rodzinę i przyjaciół, ale to już koniec twoich szatańskich pomysłów... - Odłóż to... – powiedział czarnoksiężnik – Zanim stanie ci się krzywda...

Wyciągnął przed siebie dłoń, wokół której zajaśniała purpurowa świetlista otoczka, jednak migotała ona słabo a błyskawica którą posłał mag w kierunku dziewczyny została pochłonięta przez Miecz Przeznaczenia, który zalśnił jeszcze mocniejszym światłem. Na twarzy Karim-Singha odmalowało się skrywane przerażenie.

- To przez ciebie odeszła moja matka, wykończyłeś ją! Wykorzystałeś do swoich podłych sztuczek!

Amina nie kontrolowała mocy magicznego sztyletu, z którego w kierunku czarnoksiężnika samoistnie wystrzeliła iskra. Mag osłonił się płaszczem, w którym po błyskawicy została wypalona dziura wielkości monety. Czarnoksiężnik chwycił się za poparzony brzuch, po czym posłał w kierunku dziewczyny wiązkę wijących się jak podrażnione węże promieni, które na moment ją oplotły, by po chwili zostać pochłoniętymi przez płonące bladym światłem ostrze Miecza Przeznaczenia. Amina ponownie zamierzyła się nim w kierunku swego przeciwnika.

- Chyba nie zabijesz własnego ojczyma?! – zdenerwowany i przerażony mag cofnął się przed sztyletem. - Nie jesteś moim ojcem! Przez ciebie zginęli moi najbliżsi!

Czarnoksiężnik wykonał szybki gest i po chwili śnieżny las zamienił się w kamienne ściany zamkowej wieży. Amina i Karim-Singh stali teraz naprzeciw siebie otoczeni grubymi murami. Snake został sam na niedawnym placu boju. Przezwyciężając ból podążył w kierunku zamku, na dziedzińcu którego wciąż wrzała walka z demonicznymi poddanymi Karim-Singha.

Na pałacowym tarasie stalowe miecze zwarły się ze sobą w śmiertelnym tańcu. Używająca ich para nie darzyła się sympatią. Crato był zaskoczony widząc Justynę całą i zdrową, ale nie była to pora na zastanawianie się nad tym, w jaki sposób dziewczyna wyrwała się śmierci. Niezmordowanie parował cięcia zadawane przez piękną blondynkę, starając się wyprowadzać szybkie i niespodziewane kontrataki. Promienie wiszącego nisko nad horyzontem słońca odbijały się od wypolerowanych zbroi i wirujących w powietrzu ostrzy. Obydwoje bardzo dobrze władali bronią i szala zwycięstwa przeważała się raz w jedną, raz w drugą stronę. Mężczyzna znudzony nierozstrzygającą się walką, próbował atakować wbrew przyjętym zasadom szermierki, jednak Justyna była dość zwinna by umknąć przed jego mieczem. Kilka razy wypolerowana stal zetknęła się ze sobą wydając metaliczny odgłos, kiedy walczący bezbłędnie odczytywali zamiar swojego przeciwnika i zasłaniali się przed ciosem. Zdarzało się i tak że Justyna w ostatniej chwili umyka-ła przed zmierzającym w jej kierunku ostrzem, a Crato ze strachem przekonywał się że wal-cząc z tą dziewczyną trzeba uważać na każdy jej ruch, ponieważ naj-mniejszy błąd mógłby kosztować go życie. W pewnym momencie stało się tak że Crato popełnił taki błąd. Wi-dząc że jego przeciw-niczka słabnie, nabrał zbytniej pewności sie-bie. Po nieudanym ata-ku Justyny, kiedy ostrze jej miecza z impetem minęło jego głowę i siłą rozpędu poszybowało w dół, Crato wiedząc że dziewczyna nie zdąży w ułamku…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
MM: Czerwona Krew i Zimna Stal (16) — czytnik · opowiadania