Fantasy · 10 min czytania
MM: Czerwona Krew i Zimna Stal (17-ost)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kiedy błękitne światło nagle zgasło, Karim-Singh chcąc wykorzystać chwilę zaskoczenia rzucił się w kierunku Aminy, lecz dziewczyna odskoczyła w bok pociągając czarnoksiężnika do przodu. Zdezorientowany mag wyrżnął głową w jedną ze ścian komnaty. Mamrocząc przekleństwa ruszył z wściekłością by dać dziewczynie nauczkę. Sięgnął po swoją laskę i skierował ją na Aminę wypowiadając zaklęcie w nieznanym języku. Laska zmieniła się agresywnego węża o długich, ociekających śmiertelnym jadem zębach. Amina wskoczyła na stojącą pod ścianą skrzynię. Wąż rzucał się do jej nóg kłapiąc paszczą. Wierząc że Miecz Przeznaczenia pomoże jej wyjść z opresji dziewczyna skierowała go w stronę gada, który na widok jarzącego się metalu nagle znieruchomiał, a jego ciało na powrót poczęło przybierać kształt drewnianego kija. Uradowana zeskoczyła ze skrzyni i ponownie stanęła oko w oko z magiem. Wtedy właśnie poczuła że Miecz Przeznaczenia staje się coraz bardziej gorący i parzy jej rękę. Nie mogąc dłużej utrzymać magicznego sztyletu upuściła go na ziemię. Rozżarzony metal zasyczał stykając się z zimnym kamieniem podłogi. Czarnoksiężnik z niezwykłą zręcznością schylił się po opuszczoną broń, lecz nie mógł już skorzystać z jej niezwykłej mocy. Nim Karim-Singh zdążył zareagować, jego ciało zaczęło pękać niczym kamień, po czym rozpadło się w proch. Jedno dotknięcie rozpalonego ostrza magicznego sztyletu zamieniło czarnoksiężnika w kupkę popiołu. Amina nie odważyła się podnieść z posadzki swej broni, która świeciła coraz jaśniejszym światłem, przypominając rozgrzane do białości żelazo w kuźni kowala. Wyczuła pod stopami drżenie które z każdą chwilą nasilało się. Zbiegła szybko po schodach uciekając z wieży. Gdy wybiegała na dziedziniec cały zamek trząsł się już w posadach. Ostatni żołnierze opuścili w pośpiechu to przeklęte miejsce wybiegając przez bramę, z której osypywały się już skalne okruchy. Ledwie Amina zdążyła przekroczyć bramę, zawaliła się ona z hukiem odcinając wejście do rozpadającego się zamku. Nagle powietrzem wstrząsnął olbrzymi huk i zamek rozpadł się w proch wznosząc do góry tumany kurzu. Nad ruinami pojawiła się chmura czarnego dymu przypominająca kształtem wielki grzyb. Podmuch rozgrzanego powietrza przewrócił uciekających ludzi, którzy staczali się teraz z pagórka na którym dotychczas stała siedziba wilkołaków i ich pana. Z ruin wytrysnęła w górę krwistoczerwona fontanna lawy, rozlewając wrzącą masę po stokach wzniesienia. Uciekający ludzie byli już jednak poza jej zasięgiem zmierzając w stronę obozowiska. Tocząca się w dół zbocza lawa szybko zastygała tworząc twardą szarobrunatną skorupę. Podobnie wyglądały i pozostałe pagórki, na których z wylotów szybów dawnej kopalni wylewały się strumienie płynnej masy. Nagle powietrzem wstrząsnął jeszcze jeden huk. Nagromadzone pod ziemią gazy raz na zawsze pogrążyły w ziemi ruiny zamku, a wzniesienie zapadło się tworząc pooraną bruzdami przestrzeń, w rozpadlinach której zastygały jeziora lawy. Gdzieś w środku tego obrazu ziszczeń lśnił metalowy krążek. Przez moment świecił jeszcze słabą błękitną poświatą, po czym wygasł i pogrążając się w grząskiej masie zniknął z powierzchni ziemi. Magiczny metal z którego przed wiekami wykuto Miecz Przeznaczenia jeszcze raz zmienił swą postać stając się pierścieniem czekającym na swego znalazcę.
Uchodzący w pośpiechu ludzie prowadzeni przez króla Ferdinalda opuszczali zniszczoną kataklizmem ziemię i kierowali się w stronę rozległej połaci lasów. Obok monarchy szli jego najbliżsi przyjaciele: Gladius, Hallmark, Rashid i Justyna z Veronicą. Zaraz za nimi ze swą drużyną szła Amina w towarzystwie Schilli. Wydarzenia sprzed kilku minut wciąż jeszcze zajmowały ich myśli, cieszyli się jednak na wieść o tym, że czarnoksiężnik i jego diabelska świta już nie istnieją. Z lasu kroczyła ku nim kulejąca postać. Justyna rozpoznała swego męża i rzuciła się biegiem w jego stronę. Po chwili zatonęli w uściskach i pocałunkach. Kiedy dołączyła do nich reszta armii i ocalałych ofiar czarnoksiężnika Snake z radością powitał Hallmarka i resztę swoich towarzyszy. Ferdinald swą magiczną sztuką opatrzył mu ranę, po której w chwilę później nie było już śladu. Rozradowany tłum podążał w kierunku ukrytego w lesie obozu.
Śmiechom i zabawom nie było końca, gdy ciemności nocy rozświetlił blask ogniska a w głowach zaszumiało specjalnie ukrywane przez króla na tę okazję wyśmienite czerwone wino. Żołnierze opowiadali sobie zaistniałe zdarzenia próbując różnie tłumaczyć magiczne zjawiska, których byli świadkami. Odmienione ofiary…