Fantasy · 11 min czytania
MM: "Czerwona krew i Zimna Stal" (3)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Król Ferdinald nie mógł zasnąć tej nocy. Przewracał się z boku na bok rozmyślając nad sposobem pozwalającym na ocalenie swego królestwa przed mocami ciemności występującymi pod postacią pół ludzi – pół wilków. W pewnym momencie odwrócił przypadkiem twarz w stronę okna. Jego uwagę zwrócił nieregularny cień który szybko prześliznął się po ścianie sąsiedniego budynku. Zbliżył się do okna. W świetle księżycowej poświaty wszystko wyglądało nienaturalnie i tajemniczo. Król wpatrywał się uważnie w ten nocny krajobraz, jednak nie dostrzegł nic niepokojącego. Pomyślał że albo mu się przywidziało, albo któryś z żołnierzy wyszedł ze stodoły za potrzebą. W momencie w którym król miał już odejść od okna i powrócić do łóżka rozległo się jednak ciche wycie jak gdyby nawołujących się wilków. Do pokoju Ferdinalda wszedł wieśniak niosąc w jednej ręce zapaloną świecę, a w drugiej miecz.
- Bądź spokojny, panie! Do domu nie wejdą! - Więc my wyjdziemy do nich! – oświadczył król nakładając wierzchnią szatę – Po to właśnie tu przybyliśmy! - Panie najjaśniejszy, pożrą cię! – przestraszył się chłop. Król jednak był zdecydowany. W drzwiach swego pokoju zetknął się z Gladiusem. - Witaj królu, Hallmark poszedł pobudzić naszych. Ruszamy na polowanie!
W stodole rozświetlonej kilkoma lampami oliwnymi zaczął się ruch. Żołnierze szykowali swoje posrebrzane miecze, łuki i zbroje. Gdy król Ferinald w towarzystwie Gladiusa, Mauzera i Rudolpha tam przybył, w pełnej gotowości zastał także Snake’a i Justynę obudzonych przez Hallmarka. Drużyna podzielona na kilka pododdziałów ruszyła wkrótce w las w poszukiwaniu sprawców tego nocnego zamieszania. Las nocą wyglądał groźnie i tajemniczo, zwykłe drzewa przybierały niekiedy kształty tak nietypowe że wygladały jak demony przyczajone aby porwać przechodzącą nieprzewidującą niczego ofiarę. Snake, Justyna i Gladius znaleźli się w jednym z oddziałów liczącym razem dziesięciu ludzi. Krążyli oni po lesie nasłuchując odzywających się niekiedy wilków, bądź też wilkołaków. Nocną ciszę przerywały także czasem trzaski łamanych gałęzi lub pohukiwania sowy. Jedna tak sowa przestraszyła nawet Justynę i kilku żołnierzy, kiedy zaniepokojona przez przybyszów zerwała się nagle do lotu. Idący na przedzie Gladius zatrzymał się nagle w pół kroku dając znak dłonią aby podążający za nim towarzysze też się zatrzymali. Cicho wskazał dłonią na majaczący w oddali kształt. Sylwetka stwora widocznego w świetle przedzierającego się przez gałęzie księżyca była częściowo ludzka, jednak jego gęste kudły i wydłużony pysk oraz stojące uszy jednoznacznie wskazywały na to, z kim mają do czynienia. Ostatnie wątpliwości rozwiały ciche pomruki dziwnego zwierza. Żołnierze zaczęli się cicho skradać w kierunku bestii. Byli doskonale wyćwiczeni i poruszali się cicho jak koty. Król Ferdinald wybrał przecież do tej misji największych zawodowców, którzy zasłynęli już w niejednej bitwie i doskonale znali wojenne rzemiosło. Justyna i Snake również nie odbiegali od normy. Snake skradał się za Gladiusem, a tuż za nim ostrożnie stąpała po gnijących liściach Justyna. Jej rozpuszczone jasne włosy lśniły w świetle księżyca. Wilkołak nagle wyprostował się i zaczął węszyć. Odwrócił w kierunku ludzi swój uzbrojony w ostre kły pysk ukazując czerwone ślepia i warknął ostrzegawczo. Następnie zaczął pośpiesznie oddalać się w gęstwinę.
- Za nim! – wydał rozkaz Gladius i wraz ze Snake’m i Justyną podążyli na czele oddziału tropem uciekającego stwora. Po kilkunastu krokach spostrzegli zbliżający się z lewej strony inny oddział który również tropił tego samego wilkołaka. Dowodził nim Hallmark. Gladius dał mu znać gestem by okrążyli potwora z drugiej strony, a sam skręcił lekko na prawo. Przed nimi piętrzyło się leśne urwisko wysokości około trzech dorosłych mężczyzn. Wilkołak był w pułapce. Dopadli go po krótkim pościgu pomiędzy gęsto rosnącymi drzewami, których gałęzie raniły ich ramiona i rozdzierały ubranie. Z przeciwka nadszedł Hallmark ze swymi ludźmi. Wilkołak rzucił się na nich warcząc. Z jego pyska kapała ślina a oczy płonęły ognistą czer-wienią. Resztki ubioru i kolczyk w uchu leśnej bestii wskazywały na to, że była ona kiedyś człowiekiem. Gladius i Snake wyciągnęli miecze z pochew. Posrebrzane ostrze lśniło odbijając księżycową poświatę. Legendy o zabójczym wpływie srebra na wilkołaki miały chyba w sobie coś z prawdy, bo gdy tylko potwór zobaczył odsłonięte ostrza, zawył przeraźliwie i rzucił się rozpaczliwie w kierunku wznoszącego się przed nimi piaszczystego urwiska. Wbił ostre pazury w jego zbocze i niezgrabnie zaczął się wspinać na górę. Hallmark zdjął z ramion swój łuk i posła w jego kierunku strzałę. Ugodzony nią wilkołak zawył przeciągle, lecz nie zaprzestał wspinaczki. Śladem Hallmarka poszli żołnierze obu dywizji oraz Gladius. Wkrótce najeżone strzałami ciało stwora stoczyło się na ziemię. Dowódcy obu oddziałów, oraz Snake z Justyną podeszli ostrożnie do pokrwawionego ciała. Wilkołak nie dawał żadnych oznak życia. Nie było w tym nic dziwnego, ponieważ tkwiło w nim kilkanaście strzał. Nagle jednak coś…