Fantasy · 15 min czytania
MM: Miecz Przeznaczenia (odc. 8)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Cały kolejny dzień załoga „Bazyliszka” spędziła na pokładzie swojego statku zacumowanego u wybrzeży wyspy Al-Affath, oczekując na sygnał do zejścia na ląd. Znajdowali się w niewielkiej zatoce, otoczeni z trzech stron przez zieloną ścianę porastającej tą część wyspy gęstej tropikalnej dżungli. Widoczne z pełnego morza wieże zamku czarnoksiężnika zniknęły z ich pola widzenia już wczesnym rankiem, kiedy zbliżali się do brzegu. Żeby do nich dotrzeć, trzeba było przejść blisko połowę wyspy. Miejscami zarośla nie były jednak tak gęste, co świadczyło o tym że ktoś regularnie przedzierał się przez busz wycinając sobie drogę stalowym ostrzem. Marynarze dla zabicia czasu zajmowali się oczyszczaniem kadłuba statku z morskich skorupiaków lub uzupełnianiem zapasów wody słodkiej z wpadającej do zatoki niedużej rzeczki. Niektórzy udali się w głąb dżungli by powrócić z koszem bananów lub kokosów, które wędrowały do okrętowej spiżarni. Justyna zmęczona upalnym popołudniem zdrzemnęła się w swojej kajucie, jednak nie spała zbyt długo. Przeciągając się podniosła się z koi i powolnym krokiem udała się na górny pokład. Na dziobie statku ujrzała rozmawiających cicho ze sobą Rollanda i Veronikę, natomiast nigdzie wśród przemykających po pokładzie marynarzy nie mogła dostrzec Snake’a i Aminy. Podeszła więc do burty i rozejrzała się po plaży. Znajdowało się tam kilku członków załogi, którzy znosili na statek owoce. Niedaleko nich zauważyła wreszcie poszukiwaną parę, siedzieli nad brzegiem oceanu i prowadzili jakąś dyskusję. Postanowiła do nich dołączyć. Spuściła do wody jedną z dwóch pozostałych na statku szalup, chwyciła wiosło i skierowała się w stronę pobliskiej plaży. Po drodze minęła ją szalupa wioząca znalezione na wyspie owoce. Znajdujący się w niej marynarz pomachał jej ręką i rzucił jej pęk bananów, aby się poczęstowała. Po krótkim czasie dziewczyna dopłynęła do brzegu i powędrowała w stronę Snake’a i Aminy. Chciała zrobić im niespodziankę i zajść ich od tyłu. Kiedy jednak była już zaledwie kilka kroków zatrzymała się na chwilę chcąc usłyszeć na jaki temat toczy się rozmowa.
- Chyba nie umiałabym żyć z dala od morza – rozmarzyła się Amina wyciągając się na rozgrzanym piasku - Kiedy jest gorąco nie ma nic przyjemniejszego niż zanurzyć się w chłodnej wodzie... A jak jest w twoim kraju? Też macie morze? - Tak blisko to nie – odpowiedział jej Snake – U nas są zielone łąki pokryte kwiatami, lasy, a na południu góry. Żeby dojść do morza trzeba wędrować przez wiele dni na północ, ale to już inne państwo, chociaż zaprzyjaźnione... - Snake! – leżąca do tej pory brunetka nagle usiadła – Coś mi łazi po plecach, to chyba jakiś owad! Mógłbyś mi pomóc? Snake przyjrzał się dokładniej opalonej skórze przyjaciółki. Miała ona teraz na sobie tylko krótką bluzeczkę trzymającą się na wąskich paskach i spódniczkę okrywającą jej kształtne biodra. - Nic tam nie ma... - Ale coś mnie łaskocze! Dotknął ostrożnie jej pleców i strzepnął z nich przyklejone ziarenka piasku. - Już lepiej? - Mhm... Jeszcze troszeczkę niżej...
Stojąca z tyłu Justyna bez słowa zawróciła w stronę łodzi. Po chwili jednak zmieniła zdanie i skierowała się do sąsiadującej z wąską plażą dżungli. Wyraz jej twarzy wskazywał na zdenerwowanie i bezsilność. Po raz pierwszy w życiu nie wiedziała, co ma robić. Przeszła w ten sposób kilkadziesiąt kroków, aż weszła w gęstwinę zarośli. Nie chciała przeciskać się między zwisającymi z drzewa lianami, ale nie chciała też jeszcze wracać. Wybrała więc inną drogę, biegnącą stromo do góry i mniej zarośniętą. Doprowadziła ją ona na wysokie wzniesienie, z którego rozciągał się niesamowity widok. W dole, wśród lasów widniał zbudowany z szarego kamienia zamek, po lewe zaś stronie teren obniżał się jeszcze bardziej aż do oceanu. Dziewczyna ze zdumieniem zauważyła że znajduje się na czymś w rodzaju punktu obserwacyjnego. Pod nogami miała fundamenty jakiejś starej, kamiennej budowli która już dawno temu została zburzona. Usiadła pod rozłożystym drzewem i spoglądając przed siebie pogrążyła się w myślach.
Nieduża łódź zbliżyła się do burty zakotwiczonego w pobliżu wyspy statku. Para która nią przypłynęła wdrapała się po spuszczonej drabince sznurowej na pokład. Łodzią zajęli się marynarze, którzy za pomocą lin wciągnęli ją na statek. Snake i Amina podeszli do wypoczywającego w cieniu Rollanda. Młody kapitan popijał z kielicha rum i patrzył na pokrywające niebo białe obłoczki.
- Nie było jeszcze sygnału od Yoseffa? – zapytał Snake. - Nie... Myślę że piraci dziś w nocy po kryjomu zbadają teren, a dopiero jutro wkroczą do akcji. Tak czy inaczej, na razie mamy woooolne... - Tak... Powiedz tylko swoim chłopcom żeby nie upili się za bardzo – Snake rozejrzał się po pokładzie, na którym w kilku grupkach siedzieli marynarze odpoczywając po uzupełnieniu zapasów – A nie widziałeś gdzieś Justyny? - Nie... Może jest pod pokładem z Veroniką...
Snake wstał zostawiając Aminę z Rollandem i skierował się w stronę schodków wiodących pod pokład. W wejściu minął się z Veroniką.
Część 22 / 2
- Jak tam Veroniko, gwiazdy będą nam sprzyjać? – spojrzał z uśmiechem na czarodziejkę. - Może... Miejmy nadzieję... Ale trzeba działać zanim nastanie pełnia księżyca. - Rozumiem. A Justyna jest w naszej kajucie? - Myślałem że ona była z Tobą? – zdziwiła się blondynka – Nie była na plaży?
Marynarze również nie potrafili powiedzieć gdzie podziała się brązowooka piękność, choć wielu z nich często nie spuszczało z niej wzroku. Jeden tylko członek załogi poinformował że widział jakiś czas temu jak płynęła łodzią w stronę brzegu.
- Niech to demony! – zaklął Snake i zaczął odwiązywać od burty szalupę którą dopiero co przybył. Spuścił ją na wody oceanu i zsunął się do niej po linie. - Poczekaj, płynę z tobą! – poderwała się Amina i po chwili siedziała już w łodzi. Rolland również zadeklarował pomoc ale gdy próbował wstać zakręciło mu się w głowie od nadmiaru trunku i opadł z powrotem na deski pokładu. - Ty lepiej zostań na statku – odezwała się Veronica – Poza tym, może piraci dadzą sygnał, musimy być gotowi!
Wzięła swój łuk i dołączyła do Snake’a i Aminy zajmując ostatnie wolne miejsce.
Trzask nadepniętej gałązki wyrwał Justynę z zamyślenia. Szybko wstała z murku i rozejrzała się po okolicy. Nie zauważyła jednak niczego podejrzanego. Postanowiła wracać powoli na statek, jednak gdy weszła w zieloną gęstwinę ponownie poczuła za sobą czyjąś obecność. Tym razem się nie myliła. Jej śladami podążał ubrany w marynarski strój człowiek. Pomimo że nie miał na głowie turbanu, bez trudu rozpoznała w nim człowieka z gospody w Ashadah, który narzucał się Aminie. Nieznajomy wyszczerzył zęby i przyśpieszył kroku. Justyna rzuciła się biegiem przed siebie, przedzierając się przez splątane liany zwisające z drzew. Przeskakując przez nierówności terenu o mało co nie straciła równowagi i nie stoczyła się z niewielkiego pagórka. Nieuwaga kosztowała ją otarcie skóry na kolanie i zmniejszenie dystansu pomiędzy nią a ścigającym. Zboczyła też nieco ze ścieżki, którą przybyła na wzniesienie. Chociaż znajdowała się już na poziomie morza, to jednak wokół panowała zieleń i nie było widać plaży. Spojrzała na słońce i momentalnie obrała właściwy kierunek. Po kilkunastu krokach…