Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 16 min czytania

MM: Miecz Przeznaczenia (odc. 9)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wstawał świt. Słońce nie wynurzyło się jeszcze zza horyzontu, ale niebo po wschodniej stronie przybrało już różowo-złoty odcień i z każdą chwilą robiło się coraz jaśniej. Veronica podniosła się ze swego posłania i szybko ubrała się uważając żeby nie zbudzić śpiącego na sąsiedniej koi Rollanda. Odkryty do pasa umięśniony blondyn spał jednak sobie w najlepsze nie zwracając uwagi na swoją kuzynkę, która wciągnęła buty, chwyciła leżący na stole łuk i strzały i tak uzbrojona skierowała się do wyjścia. Przed wyjściem z kajuty zatrzymała się jeszcze na chwilę i spojrzała w kierunku Rollanda, po czym cicho zamknęła drzwi i udała się do sąsiedniego pomieszczenia. Drzwi były lekko uchylone, dla lepszej wentylacji. Veronika podeszła do śpiącej brunetki i lekko odchyliła okrywającą ją kołdrę. Amina nie miała jednak na szyi swego medalionu. Czarodziejka przeszukała ostrożnie jej rzeczy. Wreszcie pod złożoną suknią znalazła ceny amulet. Zawiesiła go sobie na szyi i ukryła starannie pod bluzą, następnie opuściła pokój Aminy i wyszła po schodach na górny pokład. Cała załoga spała jeszcze w swoich kajutach, podobnie jak dwaj marynarze mający trzymać nocną wartę. Jeden z nich oparty o burtę drzemał na siedząco ze zwieszoną na piersi głową, drugi natomiast przyjął wygodniejszą pozycję i wyciągnięty na deskach pokładu spał na prawym boku z ręką podłożoną pod głowę. Veronica obeszła ich ostrożnie i przeszła na rufę, gdzie do burty statku była przymocowana sznurami jedna z szalup ratunkowych. Zaczęła odwiązywać liny i była już bliska spuszczenia małej łodzi na wodę, kiedy usłyszała za sobą głos Snake’a:

- Wybierasz się gdzieś Veroniko? - O cześć, Snake! – odwróciła się zaskoczona dziewczyna – Chciałam po prostu pochodzić po plaży... - I po to wzięłaś łuk i strzały? Powiedz mi o co chodzi...

Veronica milcząc spojrzała na piaszczysty brzeg pobliskiej wyspy. Snake zbliżył się do niej i położył jej dłoń na ramieniu.

- Veroniko... - Muszę to załatwić przed zachodem słońca... Sama... - Chodzi ci o czarnoksiężnika? Nie wygłupiaj się, razem go pokonamy! - Snake, nie rozumiesz... Zobaczyłam przyszłość, wiem jak to się skończy jeśli nie zacznę działać teraz... Proszę nie powstrzymuj mnie...

Odwiązała ostatnią linę i łódź zsunęła się w dół dotykając powierzchni oceanu.

- Nie mogę cię tam puścić samej. Wiesz że to niebezpieczne!

Veronica odwróciła się do Snake’a i uniosła rękę wypowiadając po cichu jakieś zaklęcie. Snake zachwiał się na nogach jak pijany i opierając się o burtę osunął się na deski pokładu. W głowie kręciło mu się tak, jakby wypił poprzedniego wieczoru pół beczki piwa.

- Snake, muszę... Bo inaczej wszyscy zginiemy. Wybacz mi ten podstęp.

Jej przyjaciel próbował się jeszcze podnieść ale nie dał rady. Zrezygnowany spojrzał z wyrzutem na czarodziejkę.

- Za godzinę ci przejdzie... Nie martw się, wrócę. Miałam wizję że jeszcze się spotkamy!

Przeskoczyła z gracją przez burtę i zsunęła się po zwisającej linie wprost do niewielkiej łodzi. Chwyciła leżące na niej wiosło i skierowała się w stronę brzegu.

Grupa kilkunastu ubranych we wschodnie stroje mężczyzn przedzierała się przez krzaki w stronę wybrzeża. Dowodził nimi człowiek o czarnych jak węgiel oczach i kilkudniowym zaroście. Rashid podobnie jak jego drużyna miał na sobie lekką zbroję i ostry miecz u boku. Stanowili oni straż przyboczną czarnoksiężnika, jednak teraz mieli za zadanie znaleźć i unicestwić nieproszonych gości którzy pojawili się na wyspie. Strażnicy wyszli z dżungli i idąc brzegiem oceanu zmierzali w stronę widniejącej w oddali małej sylwetki statku. Zamie-rzali zaczaić się w pobliżu miejsca gdzie zakotwiczył „Bazyliszek” i zaatakować jego załogę, podczas gdy ta będzie próbowała dostać się na ląd. Szli wzdłuż plaży trzymając się jednak na skraju zarośli. Idący na końcu grupy żołnierz o orlim nosie usłyszał za sobą jakiś szmer i odwrócił się trzymając miecz w pogotowiu, jednak symbolem alarmu okazał się tylko egzotyczny ptak przeskakujący z gałęzi na gałąź. Przy okazji zobaczył jednak zobaczył coś niezwykle istotnego. Wzdłuż linii horyzontu do wyspy zbliżał się inny statek. Jego odkrywca szybko poinformował o tym fakcie swego dowódcę. Rashid zaklął pod nosem i wyjął spod swej zbroi lunetę. Przyłożył ją do oka i skierował na widniejący w oddali maszt. Po chwili oddał narzędzie jednemu ze swoich żołnierzy i krzyknął by zatrzymać podążających przodem. Żołnierze zbliżyli się pośpiesznie do swego dowódcy, który wskazał im nadpływający okręt.

- Piraci! Jeszcze ich tu brakowało! Myślałem że te niewierne psy dały już za wygraną, po tym jak połowa z nich pośmiertnie przeszła na naszą stronę...

Strażnicy wyspy Al-Affath podając sobie lunetę wpatrywali się w horyzont.

- Wszyscy odwrót! Albo nie! Na Allacha, nie możemy dać się wymknąć tym szczurom z wybrzeża! Abdullah, poprowadź drużynę do zamku, szlachetny Karim-Singh udzieli wam wsparcia. Hamas, Hesbollah i Al-Kaidos do mnie! My mamy inną misję do spełnienia. Ruszać się psy bo kudły powyrywam!

Veronica wciągnęła łódź na piaszczystą plażę w miejscu gdzie wybrzeże było najwęższe. Miała zamiar ukryć ją w krzakach aby zatrzeć ślady swego przybycia na wyspę. W ten sposób jej strażnicy nie podążyliby za nią, a przynajmniej nie tak od razu. Kiedy łódź była już przykryta zielonymi gałęziami, młoda czarodziejka otarła pot z czoła i weszła w dżunglę. Po kilku krokach przypomniała sobie jeszcze o odciskach swoich stóp, jakie pozostawiła na piasku. Zawróciła i stanąwszy na skraju zieleni wyciągnęła przed siebie dłoń. Wykonała ruch przypominający wygładzanie a powierzchnia plaży ponownie wyglądała tak, jak przed jej przybyciem na wyspę. Miała już zamiar wrócić do buszu, gdy nagle usłyszała do-chodzący gdzieś z boku plusk wioseł. Wychyliła się z otacza-jących ją zarośli i ujrzała drugą z czterech obecnych na „Bazyliszku” łodzi, którą jej tropem podążał Rolland. Westchnęła i wyszła na plażę, oczekując aż jej kuzyn przybije do brzegu.

- Po co za mną płynąłeś? - Słyszałem twoją rozmowę ze Snake’m... Wiem że chcesz dobrze dla nas wszystkich, ale martwię cię o ciebie... Proszę cię, pozwól mi iść ze sobą! - No dobrze... – rozłożyła bezradnie ręce – We dwójkę zawsze raźniej... - To wskakuj do łodzi! – ucieszył się Rolland – Opłyniemy część wyspy i zajdziemy ich z tej strony, z której się nas nie spodziewają! - Masz na myśli tych ludzi których widziała Justyna? - Tak, pewnie już wiedzą o naszym przybyciu. I będą nas oczekiwać od południa...

Veronica wsiadła do łodzi, a Rolland chwycił wiosło i odepchnął łódź od brzegu. Popłynęli wzdłuż wyspy w kierunku skał, przy których Justyna rozmawiała z syreną. Wpłynęli pomiędzy wchodzące do wody głazy i zręcznie manewrując pomiędzy nimi zbliżyli się do pokrytego kamieniami lądu.

- No, to teraz... – zaczął towarzysz Veroniki ale nie dokończył już tego zdania.

Spomiędzy palm porastających skaliste wybrzeże wystrzeliła w ich kierunku błękitna błyskawica, która uderzyła Rollanda w szyję. Veronica spostrzegła z przerażeniem jak świetlista smuga przybrała postać diamentu, z którego na wszystkie strony wystrzeliły promienie oplatające szyję jej kuzyna. Mężczyzna walcząc o oddech wypuścił z ręki miecz i wypadł z łodzi uderzając o wystające z wody kamienie.

- Rolland!!! – krzyknęła z przerażeniem Veronica wyskoczyła z szalupy. Nie mogła jednak już nic zrobić. Płytka woda zabarwiła się na czerwono od krwi wypływającej z rozbitej czaszki jej towarzysza podróży. Dziewczyna wyjęła pośpiesznie z fałdów swej bluzy flakonik z fosforyzującą zieloną cieczą i wlała całą jej zawartość w usta martwego kuzyna. Było tam już zaledwie kilka kropel. Jej działanie nie przyniosło żadnego efektu. Zrozpaczona cisnęła buteleczką o skałę rozbijając ją na drobne szklane odłamki. - Dlaczego wcześniej o tym nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
MM: Miecz Przeznaczenia (odc. 9) — czytnik · opowiadania