Fantasy · 11 min czytania
MM: Skłócone Królestwa (odc. 3)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
Dzień zbliżał się ku końcowi, kiedy Snake wszedł na plac położony z drugiej strony zamku. Stały tam różne urządzenia służące do poprawy sprawności fizycznej żołnierzy, takie jak drabinki, różnego rodzaju drążki do podciągania, worki treningowe oraz tarcze, do których można było strzelać z łuku. Na placu było jeszcze kilku ludzi, ale Snake nie dostrzegł wśród nich ani Marco, ani Gladiusa. Podszedł więc do drążka, chwycił go rękami i podciągnął się unosząc głowę ponad niego. Z zadowoleniem stwierdził, że nie jest z nim jeszcze tak źle. Lata spędzone na ciężkiej pracy nie okazały się stracone, mimo to nie był jednak taką górą mięśni jak Crato, który właśnie zbliżał się do niego.
- Kogo my tu mamy! Myślałem, że takie dzieci jak ty już dawno są w łóżkach – powiedział trącając go palcem.
Snake zrobił krok do tyłu.
- No co? Nie chcesz zrobić użytku ze swoich sflaczałych mięśni?
Crato zrobił ruch ręką jakby chciał go uderzyć.
- Pewnie masz już pełne portki, co kurczaku? – zaśmiał się na całe gardło.
Snake chciał właśnie coś powiedzieć, ale właśnie z oddali dobiegł ich czyjś wesoły i trochę podpity głos:
- Crato, chodź! Idziemy z chłopakami do Fonda, szykuje się przyjemny wieczór! - Już idę, Vincent!- powiedział Crato – A z tobą mięczaku jeszcze nie skończyłem!
Część 22 / 3
Te ostatnie słowa odnosiły się do Snake’a.
Chcąc uniknąć kolejnego starcia ze swoimi przeciwnikami, Snake obiad zjadł w restauracji u Fonda. Więcej pieniędzy jednak już nie miał i na kolację musiał wrócić do zamku. Tak więc wieczorem skierował się do jadalni mając cichą nadzieję, że tym razem uda się mu zjeść w spokoju. Wiedział, że powinien się nie dać, stawić czoło swoim wrogom ale zawsze jakaś dziwna siła utrzymywała go w miejscu. Po prostu ich było zbyt wielu, a on tylko jeden. Również i tym razem Crato nie dał długo na siebie czekać. Podszedł do Snake’a i jednym ruchem ręki zrzucił wszystko z jego stolika.
- Widzisz, jaki jesteś niezdarny? Masz to pozbierać!
Chwycił Snake’a za bluzkę i podniósł do góry.
- I nie siadaj więcej przy moim stoliku! – wykrzyczał mu prosto w twarz. Zalatywał od niego ostry zapach taniego wina.
W tej samej chwili drzwi otworzyły się z hukiem i do sali jak burza wszedł mężczyzna rozmiarów Crato. Ubrany był w skórzaną kamizelkę i wyglądającą spod niej czarną koszulkę z wizerunkiem statku. Na jego piersiach wisiał gruby żelazny łańcuch, a pasek zdobiła ogromna sprzączka w kształcie czaszki. Crato odwrócił się w jego stronę, a wszyscy na sali nagle ucichli.
- Crato, ty pijana świnio! Wracaj do swego koryta i zajmij się żarciem! – powiedział spokojnie, ale dość stanowczym głosem nie znoszącym sprzeciwu.
Crato natychmiast puścił Snake’a, splunął na ziemię i zabierał się do odejścia. Nieznajomy jednak wyjął zza paska nóż i rzucił nim tak, że ostrze wbiło się w drewnianą kolumnę podtrzymującą strop sali, tuż przed głową Crato.
Część 33 / 3
- Nie tak szybko, najpierw posprzątasz ten śmietnik. No już, zabieraj się do roboty, bo sprawię ci drugi pępek – powiedział bawiąc się drugim nożem.
Oba nosił przy sobie, po obu stronach szerokiego pasa. Słynął z tego, że miał doskonały cel i z odległości kilkuset kroków potrafił zabić szczura. Czerwony ze złości Crato podniósł z ziemi szczątki talerza i pusty już kufel. Postawił je na stole i wytarł ręce o spodnie.
- I żeby mi to było ostatni raz – pogroził mu palcem nowo przybyły.
Cała sala wręcz zanosiła się od śmiechu. Crato, rzucając dookoła pioruny ze swych oczu wyszedł z sali i mocno trzasnął drzwiami. Tymczasem nowy przyjaciel Snake’a podszedł do niego, odsunął krzesło i usiadł przy jego stoliku, podając mu rękę.
- Ten pies nigdy niczego się nie nauczy. Jestem Ferdinald. Rocco, przynieś tu trochę wina – zwrócił się z prośbą do człowieka, który właśnie dolewał sobie do kielicha przy sąsiednim stoliku.
Snake nie pamiętał potem, o czym rozmawiali ale dawno już z nikim mu się tak dobrze nie gadało.
Snake podniósł się z łóżka wyjątkowo wcześnie. Zaraz zabrał się za robotę, która czekała na niego od wczoraj, kiedy to wieczorem jakiś stary wieśniak przywiózł swoim wozem zaprzęgniętym w chudego, zmęczonego konika kilka ściętych pni. Otrzymał za nie nędzną zapłatę i zginając się w ukłonach opuścił teren zamku. Snake został sam z drzewem i siekierą ale wydarzenia poprzedniego dnia i jego stan wywołany nieco już sfermentowanym winem z młodych winogron nie ułatwiały mu zadania. Kiedy dzwonek wezwał go na śniadanie, miał już za sobą połowę pracy. Wreszcie mógł zjeść w spokoju. Czy to za sprawą Ferdinalda, czy też z innych powodów Crato wyraźnie go unikał. Podczas jedzenia wywiązała się rozmowa z Marco i Hallmarkiem, z której Snake dowiedział się, że sytuacja na granicy zaostrza się i że prawdopodobnie niedługo dojdzie do walki zbrojnej. Dołączył też do nich Gladius, który poinformował, że jak słyszał od jednego kupca, w Meksyku już zbiera się wojsko. Następnie każdy ruszył do swoich zajęć. Snake wykonał swoją część pracy przed południem, pozostawiając staremu Yosheerowi zwiezienie porąbanych już drewek do magazynu. Do obiadu pozostały mu dwie godziny. Było bardzo gorąco,…