Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 11 min czytania

MM: Skłócone Królestwa (odc. 8)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Snake i Justyna zatrzymali się przed położonym na uboczu, z dala od ludzkich osiedli drewnianym domku. Wokół niego rozciągały się łąki tonące w blasku popołudniowego słońca. W pobliżu nie było żywej duszy.

- Tu zatrzymamy się na noc – powiedział Snake otwierając spróchniałe już ze starości drzwi. - Kto tu mieszka? – zapytała dziewczyna zaglądając w głąb ciemnego wnętrza domu. - Nikt... Ten dom od wieków stoi pusty. Kiedyś zatrzymywaliśmy się tu w drodze na targ. To dokładnie połowa drogi od mojej wioski do zamku.

Justyna pierwsza przestąpiła próg i weszła do środka. Wnętrze było bardzo ubogie. Jedyne meble stanowiły stół i łóżko przykryte cienkim kocem. Podłoga trzeszczała przy każdym kroku.

- Przyjemnie tu... nie ma co! – Justyna usiadła na łóżku, które zaskrzypiało jakby się miało zaraz rozlecieć. - To ty odpocznij, a ja poszukam czegoś do jedzenia – powiedział Snake podnosząc jedną deskę podłogi i wyjmując spod niej siekierę. - Skąd wiedziałeś? – zdziwiła się dziewczyna. - Byliśmy tu nieraz z kolegami z wioski – wyjaśnił – Zaraz narąbię drewna na ognisko. - Pomogę ci – podniosła się z łóżka, które zareagowało głośnym trzaskiem. - Poradzę sobie, Justynko... - Ale ja nie lubię nic nie robić... Poza tym, nie chcę tu sama siedzieć.

Kończył się kolejny dzień. Koń skubał trawę w pobliżu domu, nad rozpalonym niedaleko ogniskiem piekł się sporych nawet rozmiarów zając nadziany na miecz Snake’a. W oknie błyskało światełko kilku świeczek wyjętych z tego samego schowka, co siekiera. Snake i Justyna siedzieli na łóżku i byli bez reszty zajęci sobą. Snake pocałował dziewczynę w usta. Justyna objęła go rękoma. Dotknął jej jasnych włosów, patrzył w jej błyszczące w świetle świec ciemnobrązowe oczy. Wiedział już od dawna, że to jest właśnie ta, na którą czekał przez całe życie. Nie istniały dla niego inne dziewczyny. Zapomniał o zamku, rodzinie, przyjaciołach i wrogach. W tej chwili liczyła się tylko ona. Nie mógł już być bardziej szczęśliwy niż teraz, gdy siedziała przy nim tak blisko, że czuł niemal ciepło jej ciała, słyszał jej oddech. Przytulił ją do siebie i jeszcze raz połączyli się w pocałunku.

- Kocham cię – szepnął jej do ucha. Teraz Justyna pocałowała jego. - Ja ciebie też... Tak bardzo jak nigdy dotąd... Zawsze będę cię kochać...

Nastał już świt, gdy Justyna obudziła się obok Snake’a. Przeciągnęła się leniwie i wstała z łóżka. Spała w ubraniu, gdyż w nie ogrzewanym domku nie było zbyt ciepło. Trzeszcząca pod jej stopami podłoga obudziła Snake’a.

- Gdzie idziesz? – zapytał sennym głosem. - Wyjdę na zewnątrz, na świeże powietrze... Śpij jeszcze, zaraz wrócę!

Poranek nie był tak upalny jak poprzedni dzień. Czuć było lekki, orzeźwiający powiew. Trawa była mokra od rosy. Koń również nie spał i właśnie zajadał koniczynę, którą znalazł gdzieś przy ścianie. Justyna dostrzegła, że w trawie znajdują się również rosnące z rzadka poziomki, zerwała więc kilka i zjadła ze smakiem. Następnie zaczęła je zbierać do ręki, by zanieść Snake’owi. W ich poszukiwaniu oddaliła się o kilkanaście kroków od domu, gdzie trawa była znacznie gęstsza i wyższa. Gdy schyliła się i sięgnęła po kolejny owoc, gdzieś z trawy jak błyskawica wyskoczył cienki, zielony wąż i nim zdążyła cofnąć rękę wbił w jej ciało swoje ostre jak szpilki zęby. Justyna krzyknęła i odskoczyła wypuszczając z dłoni poziomki. Z dwóch, prawie niewidocznych otworków na jej przedramieniu sączyła się krew. Wąż zniknął w trawie bez śladu. Snake wybiegł z domu i momentalnie znalazł się przy niej.

- Co się stało? – zapytał – usłyszałem jak krzyczysz i ...

Justyna wyciągnęła rękę i pokazała mu ślad po ugryzieniu węża.

- Jakieś bydlę mnie użarło... ale już gdzieś zniknęło – rozejrzała się wokół siebie - To wąż? – zapytał Snake – Jak wyglądał? - Mały, zielony... Nic mi nie będzie... – uśmiechnęła się by go uspokoić, ale gdy spróbowała zrobić krok do przodu zachwiała się i gdyby Snake jej nie powstrzymał, upadłaby na ziemię. - Dobrze się czujesz? Możesz iść? - Trochę kręci mi się w głowie... Ale to na pewno od tych wczorajszych wydarzeń...

Snake pomógł jej wejść na konia. Dziewczyna leciała mu przez ręce. Znowu w ostatniej chwili złapał ją za ramię, bo bez tego szybko znalazłaby się pod kopytami wierzchowca. Snake popędził konia i mocniej objął Justynę.

- Pojedziemy do Dagoniusa, on ci pomoże... Wyzdrowiejesz – jednak w jego głosie słychać było niepewność – To on powiedział mi, gdzie cię szukać... - Słyszałam o nim – powiedziała cicho – Podobno tak jak starożytni umie wysyłać obrazy na odległość.

Pędzili poprzez pola. Czas uciekał. Dziewczyna była coraz słabsza. Zbladła i wręcz leżała, oparta o Snake’a. Nie miała już sił by mówić. Kiedy mijali mały, szybko płynący strumień, Snake zatrzymał konia, zniósł dziewczynę na ziemię i położył ją delikatnie na trawie, gdyż nie mogła już siedzieć. Jej oddech stał się płytki i coraz wolniejszy.

- Przyniosę ci wody – powiedział – Wszystko będzie dobrze...

Pobiegł do strumienia modląc się w duchu, zaczerpnął w złączone dłonie wody i ostrożnie przyniósł dziewczynie. Justyna patrzyła nieprzytomnie gdzieś w dal. Snake wlał jej delikatnie kilka kropel w rozchylone usta. Dotknął jej czoła. Było zimne jak lód.

- Nie możesz teraz umrzeć! – wybuchnął nagle z nieukrywanym już żalem – Wkrótce dojedziemy do domu, już zawsze będziemy razem... Kocham…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%