rodzina · 3 min czytania
Mój kochany misio
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wciąż patrzyłem na zdjęcie mojego portfela z dzieciństwa. To w nim miałem pięćdziesiąt złotych, za które kupiłem ulubionego misia. Niestety misio nie był zbyt szczęśliwą zabawką. Podrzucając go , niechcący wpadł mi do szamba. Topił się biedak. Gdyby nie to że świetnie pływałem i nurkowałem, to misio z pewnością by zginął. Udało się go wyłowić dosłownie w ostatniej chwili. Niestety obaj straszliwie śmierdzieliśmy, a mama prosiła żeby w sklepie kupić jeszcze ocet. W tamtych dziwnych czasach i tak w sklepach nic innego nie było.
Weszliśmy do sklepu a tam kolejka sięgająca drzwi. Nawet ja, niespełna ośmioletni chłopak wiedziałem, iż nastąpiła niespodziewana dostawa produktu luksusowego. Mogły to być cytryny, czekolada lub też pomarańcze i właśnie te ostatnie w nim się pojawiły się. Misio przyniósł szczęście, a ja miałem szansę na poczucie smaku tych egzotycznych owoców. O dziwo, sklep opustoszał, a ludzie go opuszczali nie robiąc zakupów. Mimo dziwnej miny ekspedientki, sprzedała mi ocet oraz wymarzone dwa kilogramy pomarańczy. Szliśmy z miśkiem dalej, a że do domu było daleko, to zahaczyliśmy o przystanek. Na autobus długo nie…