Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Edukacja · 6 min czytania

Mój pierwszy raz

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{font:times}{b}Mój pierwszy raz{/b} i nie chodzi mi tu o seks, ale o równie mocne przeżycie jakim było pójście do szkoły. Szkoła Sióstr Felicjanek rok 1959. Tornister z dermy z latającym w nim elementarzem, dzienniczkiem ucznia, zeszytem, drewnianym piórnikiem i woreczkiem śniadaniowym. Wszystkie przedmioty skrupulatnie opisane niezrozumiałymi dla mnie wtedy znaczkami, rzekomo odpowiadającymi mojemu imieniu, nazwisku i klasie pierwszej A.

Granatowy worek na kapcie, uszyty przez mamę z naszytym białym prostokątem, na którym powyższe dane osobowe wyhaftowała babcia przy niewątpliwej mojej pomocy: - Darek! Choć tu łobuzie, nawlecz mi chociaż igłę! Wtedy nie pojmowałem babcinego lenistwa, teraz już bardzo dobrze znam zagadnienie… Babka była ostrożna w ubieganiu się o moją pomoc. Takiemu stanowi rzeczy winna była wredna niemiecka maszynka do mięsa, której razu pewnego, nadałem takie obroty, że o mały włos nie przekręciłem babki wciskającej rękoma mięso. W każdym razie babcine palce napocząłem...

Tornister, kapciowy worek, granatowy mundurek z białym kołnierzykiem, spodnie jeśli krótkie to z białymi podkolanówkami obutymi w sandały, i oczywiście wielka miłość do szkoły. To taka obowiązkowa wyprawka pierwszaka z tamtych czasów.

W klasach piękne zielone ławki ze szklanymi kałamarzami. Na ścianie tablica z kredą. Co te rzeczy połączyło? Otóż połączyła je nieograniczona możliwość twórcza mojego ówczesnego przyjaciela. Wymyślił konkurs jedzenia kredy i popijania atramentem… Ohyda. Nie dałem się w to wciągnąć, ale konkurs wzbudził wielkie zainteresowanie u nauczycielek i woźnych, które nie mogły pojąć co się dzieje z atramentem, oraz kredą u jeszcze nie piszących pierwszaków. Regulamin konkursu wymagał milczenia do grobowej deski. W tym momencie, niestety, muszę się przyznać, że go złamałem wspominając o kulisach konkursu w niniejszym opowiadaniu. Przyjaciel wyemigrował do USA, pewnie tego nie przeczyta, więc mam nadzieję, że konsekwencji nie poniosę, a w razie czego będę postulował o uznanie regulaminu za przedawniony.

Ciekawość szkoły walczyła we mnie z utratą pozycji społecznej. Przecież w przedszkolu doszedłem już do najwyższej półki. Byłem starszakiem, który, można powiedzieć, miał wszystkich innych przedszkolaków pod sobą. Szkoła ponownie usadowiła mnie na najniższym szczeblu drabiny. Drugoklasiści z upodobaniem wyzywali nas od najgorszych ciołków, pomimo, że szkoła uchodziła za bardzo układną, modląca i teoretycznie nie znającą pojęcia fali. Z dwa lata starszym bratem i pięć lat starszą siostrą miałem właściwie kontakty

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%