Inne · 4 min czytania
" Mój sen o morzu"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kolejny, codzienny, spacer brzegiem morza. Nie wiem do tej pory, dlaczego akurat w ten dzień przyszło mi zadać sobie to zgubne pytanie. Kim jest dla mnie ta milcząca istota, która dzielnie znosiła całkowitą ignorancję z mojej strony? Ona, ta jedyna postać, która była ze mną zawsze. W każdej podłej chwili mojego ciężkiego prawniczego życia. Dlaczego właśnie wtedy, dopiero wtedy, zdałem sobie sprawę z istnienia mojego dotychczas niezauważalnego przyjaciela?
Patrząc na mnie swoimi błękitnymi oczami dała mi do zrozumienia, że była ze mną zawsze. Cierpiała, gdy ja cierpiałem i cieszyła się, gdy ja miałem powód do radości. Bolała nad swoją postacią, gdy widziałem w niej tylko monochromatyczną płaszczyznę, którą spotykałem co dzień, podczas swoich porannych spacerów. Nie wiedząc dlaczego, właśnie wtedy zrozumiałem jak wiele znaczy dla mnie ta woda. Ten nieodłączny element mojej psychicznej układanki.
Woda. Morze. Dziecko płaczącego Słońca. Teraz koi ból, leczy rany, uspokaja. Daje odetchnąć od przytłaczających prozaicznych czynności, lęku przed życiem i szara monotonią. Nic tak nie pomaga przeżyć w tym niesprawiedliwym świecie jak spokojny dźwięk jej głosu i uwalniający duszę od wszelkich zmartwień, sens słów pociechy płynących z jej mokrego serca. Dając rozwiązania, maskując me błędy, stawiając w pozycji pana swego losu, pomagała mi, ratowała mnie, kochała mnie… Zmieniała sceptycznego, załamanego, desperata w człowieka uczącego się patrzyć na świat, zaczynającego czerpać przyjemność z rzeczy, które wydawały się być tylko tłem dla mojego dotychczasowego życia. Teraz…