Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 7 min czytania

Moja wyspa część 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

-Jesteś idiotą! – Piotr nie mógł pogodzić się z moją decyzją – Masz tyle kasy, możesz żyć jak król, a ty chcesz to wszystko wyrzucić w stertę piachu i kamieni! -Nie zapomnij o kokosach – zaśmiałem się – Nie martw się. Będę jeszcze żył jak król. A kiedy się urządzę - zaproszę was wszystkich na najwspanialsze wakacje w życiu.

To było niczym piękny sen. Byłem na wycieczce w Rzymie – i coś mnie podkusiło, by kupić los. Nie grywam na loteriach, ale widocznie było mi pisane. Wygrałem. Wygrałem niewyobrażalną kasę! Miliony euro - kumulacja. Oczywiście, poza eksplozją radości zrodziło to masę problemów. Jak odebrać pieniądze, gdzie je ulokować, jak nie ściągnąć na swą głowę bandytów chętnych łatwego zarobku… Niełatwo utrzymać język za zębami w takiej sytuacji – jednak wytrwałem, póki kasa nie była już ulokowana na kilku kontach. Kto inny rzuciłby się na szaleńcze zakupy: dom, samochód, drogie ciuchy, wystawne kolacje… Ja poświęciłem się studiowaniu… wysp. Chciałem znaleźć jedną – nie za dużą, nie za małą, z odpowiednim klimatem. W miarę samotną, nie na tyle jednak odległą od innych, by nie móc się z nimi kontaktować. Co tu się rozwodzić – kupiłem wyspę. Długo to trwało, nim wyszukałem odpowiednią „kandydatkę”, formalności trwały jeszcze dłużej. Operacja logistyczna – zakupy potrzebnego ekwipunku, wynajęcie prawnika, dokumenty… To był koszmar. Nie wiem, jakim cudem udało mi się to utrzymać tak długo w tajemnicy. Wreszcie, gdy wszystko było gotowe – powiedziałem rodzinie i najbliższym przyjaciołom. Po niedowierzaniu i wybuchu radości – próbowali mnie odwodzić od zamiaru… ale to był fakt już dokonany. Obdzieliłem ich w prezencie ładnymi sumkami (jak na polskie warunki – więcej nie mogłem dać, bo zakup wyspy pochłonął prawie siedemdziesiąt procent wygranej, a na koncie chciałem zostawić sobie coś na życie).

-Trochę nawet ci zazdroszczę tej wyprawy – uśmiechnął się brat. (Brat to była właściwie moja jedyna rodzina, rodzice od dawna nie żyli, a z kuzynami nie utrzymywaliśmy kontaktów). -Ja zazdroszczę ci żony – odpowiedziałem – będzie mi się trochę nudziło bez kobiety. Tak, rozstanie z Moniką było już postanowione. Od dawna się nie dogadywaliśmy, o wyspie nawet jej nie powiedziałem. Po co? Podejrzewam, że gdyby nawet między nami było OK – to i tak w życiu nie zrezygnowałaby z pielgrzymek po supermarketach dla kupy piachu zagubionej na oceanie… -Teraz to każda twoja – klepnął mnie po ramieniu Łukasz. To fakt… Która panna na wydaniu nie poleciałaby na młodego milionera z własną wyspą? Nawet dość przystojnego milionera, powiem nieskromnie. -Nie uwierzysz, ale nie w głowie mi to teraz – odparłem Łukaszowi (który, założę się, połowę kasy ode mnie zostawi w sklepach z alkoholem, a drugą w burdelach). To była prawda… Po fochach i awanturach Moniki byłem zmęczony, musiałem odpocząć od związku. W ogóle byłem zmęczony – beznadzieją panującą w kraju, gównianym klimatem, toksyczną polityką… Dlatego wybrałem wyspę. Nie otwarłem hotelu ani restauracji, nie kupiłem willi – tylko

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%