Psychologia · 4 min czytania
Morfina
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Czasem przechodząc ulicą, w miejscu zupełnie zwyczajnym, tłocznym i doskonale nam znanym, młodym głowom przychodzą do głowy rzeczy głupiutkie jak hasła billboardów. Widzimy wtedy dzieciaki biegnące między samochodami albo dwa gołąbki gruchające w uścisku, przekazując sobie pocałunki z ust do ust, jak pokarm ptaszętom. Tak właśnie tulił się do swojej kochanej Maciek – główny bohater, tak nawiasem.
Na przystanek wreszcie przyjechał autobus gołębicy. Młodzi oderwali się od siebie niespiesznie, niczym przyklejeni jedno do drugiego. Ona sennie życzyła jemu i sobie rychłego spotkania nazajutrz, a on zażartował z jej niedzisiejszej mowy. Ona z dziewczęcym rumieńcem zawstydzenia wsiadła do autobusu, a on z wyrazem samozadowolenia na jajcarskiej twarzy obrócił się i wszedł na tory.
Prosto pod tramwaj.
Gołębica już tego nie widziała, odjechała i próbowała wypatrzeć Maćka, ale martwe ciało leżało teraz za przystankiem, niewidoczne z autobusu.
Jeszcze rano chłopak był tym, o kim myślała budząc się rano. Tym, komu trzeba przygotować śniadanie do szkoły – myślała mama. Synem, którego lekcje taekwondo trzeba opłacić – krążyło po umyśle taty. Krnąbrnym uczniem, zżymała się nauczycielka, która próbowała namówić go do udziału w olimpiadzie przedmiotowej, podczas gdy jemu najwyraźniej wystarczało członkostwo w szkolnej grupie teatralnej. Wiecznie uśmiechniętym kawalarzem, przypominała sobie ekspedientka z pobliskiego spożywczaka, gdy podchodził do kasy.
Teraz Maciek stał się ofiarą wypadku, prawdopodobnie z własnej winy – notował Żółkowki – młodszy aspirant i formalista, który właśnie zabezpieczył miejsce wypadku. Tramwaj wciąż…