Przygoda · 4 min czytania
Mućka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Żeby wyratować syna od wojska, ojciec postanowił zrobić z niego rolnika. Wziął pożyczkę, kupili kawał ziemi z domem i zabudowaniami gospodarczymi. Zrobili mały remont, Franek otrzymał uprawnienia i zaczął gospodarować. Wyszło mu, że będzie hodował jałówki. Z wiosną w oborze stanęło pięćdziesiąt sztuk, co było słychać w sąsiednich wsiach. Bydlątka domagały się żarcia, a młody lubił pospać. Ojciec daleko posunięty w latach stwierdził, że co zrobił to zrobił i więcej ani myśli. Ryk zwierząt był tak przeraźliwy, że sąsiedzi straszyli zgłoszeniem na policję. Franek niezmiennie odpowiadał: Pobeczą i przywykną. No i rzeczywiście przywykły. Chłopi nie mogli się nadziwić, że bydlęta wytrzymują na czczo do południa. W ogóle całe gospodarstwo budziło się do życia razem z młodym hodowcą. Drób nie wychodził z kurnika, bo bał się spuszczonych psów, nawet kominiarz przychodził tu na samym końcu. Czas płynął, jałówki rosły nad podziw, z wyjątkiem jednej. Ta od początku była jakaś anemiczna. Za to do człowieka przymilała się jak jakaś oblubienica. Na łące pchała mordkę do kieszeni kurtki w poszukiwaniu smakołyków. Zazwyczaj znajdowała jabłko, które w sekundzie potrafiła jak mawiał Franek zmłócić. Prawdopodobnie z tego powodu otrzymała ksywkę Mućka. Stała się ulubienicą całej rodziny, co w niedługim czasie miało swoje tragiczne konsekwencje. Każdy gospodarz powinien wiedzieć, że bydlę to bydlę, a człowiek zbytnio w nie zapatrzony sam w końcu wychodzi na bydlaka. Frankowi tej wiedzy zabrakło i całe lato zabawiał się z Mućką na łące. Aż przyszła jesień i pewnego dnia przed oborę podjechała ciężarówka z zakładów mięsnych. Z pięćdziesięciu jałowic, zabrali…