Horror · 4 min czytania
Mujina
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
MUJINA*
**ku pamięci Lafcadio Hearna**
Wlokłem swe życie od wioski do wioski, Od Kioto, przez Tokio do Kobe. Poczułem już zimny wiatr morski, Wiele poczułem na sobie. Zgubiłem się, gdzie mrok góry otula, pora już była zimowa. Ciemność już była dokoła. Ucichła już człowiecza mowa. Przyspieszając kroku szedłem sam w tą ciemność, z całym moim życiem dźwiganym na barkach, z nadzieją, że dojdę, tam gdzie ludzie będą, gdzie światło choć będzie z małego ogarka. Nie wiem jak długo z uporem tak szedłem, lecz w końcu spocząłem w ciemności znużony, usiadłem na śniegu bez nadziei żadnej, na światło bijące z jakiejkolwiek strony. Górski wiatr mroził wymęczone ciało, mrok mnie przerażał straszliwie. Powoli traciłem wszelaką nadzieję. Modliłem się rozpaczliwie. Chociaż łzy zmrożone już mą twarz zakryły, chciałem wierzyć w modlitw moich jakiś skutek, jednak ciężko wierzyć w bóstw największych siły, gdy myśli o śmierci i ogromny smutek. Byłem pogodzony z losem mym okrutnym, który w mroźnych szczytach gór miał się dokonać, żyłem szczęśliwym a odejdę smutnym, najgorszą rzeczą - w samotności konać. Wtem patrzę i widzę - radość serce ściska! Pode mną w dolinie blask - jakby z ogniska! Nie bacząc czy to nie figle mych oczu, Począłem co sił pędzić w dół, po zboczu. Byłem już przed celem tylko kilka kroków, Nie myślałem , że to właśnie tu zobaczę, przy ogniu dziewczyna jest w kusym odzianiu, twarz swą chowa w dłoniach, w blasku ognia płacze. Pytam ją: a cóż Ci? Czemuś tu jest sama? Wichry dookoła a tyś tak ubrana? Lecz panienka nic mi na to nie odrzekła, twarz swą dalej w dłoniach chowa jak zaciekła. Pytam ją, pocieszam, na nic to staranie, panienki na chwilę nie ustaje łkanie... Dotykam jej, chcąc smutek ten rozgonić, Podziękować, żem przy ogniu mógł się schronić, Ona nagle twarz swą podnosi w mą stronę. O zgrozo! Ja wtedy w przerażeniu tonę! Twarz jej jest jak jajko, gładka, całkiem biała, Bez oczu, ust, nosa...jakby…