Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 4 min czytania

Na Chrobrego

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Środek lata, ale aura jesienna, zimy wiatr, pada co chwila. Wychodzę więc, bo wyjść trzeba, należy zrobić zakupy. Wielka płyta otacza mnie zewsząd, nie mogę się jeszcze do tego przyzwyczaić, mieszkam od niedawna w tej okolicy. Więc idę po chleb i papierosy, jakie to smutne. Wszystko tutaj jest takie normalne, tak bardzo poukładane.

Mijam pana o podwójnych oczach, bardzo grube okulary, dziwnie się uśmiecha. Przechodzę obok, ale, rzecz niespotykana on odwraca się i woła "ej, byli już u was?", ja również odwróciłem się w jego stronę, ale zignorowałem jego pytania. Co miałbym zresztą odpowiedzieć? Jakiś kolejny wariat. Wyszło słońce, to chociaż namiastka tego lata, niech będzie. Plac zabaw dla dzieci, a na nim pewna pani razem ze swoim psem, jednak co ciekawe, podobnie jak jej podopieczny, ona chodzi wraz z nim na czworakach i próbuje szczekać. Nie spoglądałem długo w ich stronę, czułem się trochę zażenowany tą sytuacją. Machnąłem więc ręką i poszedłem dalej. Jednak byłem już nieco zatopiony w myślach nad kondycją współczesnego społeczeństwa. W trakcie dalszej drogi przeszedłem obok białej, nieoznakowanej furgonetki, siedziało w niej kilku facetów. Widywałem już ich wcześniej, w innych miejscach tego osiedla bloków, pewnie robią jakieś remonty pomyślałem. W kościele, 50 metrów ode mnie, nagle rozdzwoniły się dzwony, dudniły bardzo intensywnie, aż zaczęły mnie boleć uszy. Nagle wybiegł miejscowy duszpasterz, przebiegł kilka metrów po trawniku okalającym parafię, po czym ni stąd, ni zowąd runął jak długi na ziemię i leżał. Po chwili zaczęły nim targać epileptyczne drgawki. Byłem mocno zdezorientowany, ale siła mojego sceptycznego umysłu nadal starała się nad wszystkim zapanować, za wszelką cenę zrozumieć te dziwne zdarzenia. A…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Na Chrobrego — czytnik · opowiadania