Przyjaźń · 8 min czytania
Na zawsze.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W Koroszycach, niezwykle urokliwym mieście, dzień zaczyna się o godzinie 7:30, bo właśnie o tej godzinie na ulice wylegają samochody, ludzie spieszą do pracy, dzieci i młodzież do szkół. Szczególną uwagę należy zwrócic na prywatne Liceum nr 4 im. Adama Mickiewicza. Tam, na parkingu gromadzą się o tej godzinie niezliczone samochody, samochody uczniów. Liceum nr 4 cieszy się niegasnącą sławą. Od lat uczęszcza do niego młodzież nie tylko majaca rodziców wysoko usytuowanych, ale w szczegółności młodzież bardzo inteligentna i ambitna, gdyż do tej szkoły bardzo ciężko się dostać, jeśli nie ma się bogatych rodziców lub nie osiągnęło się wysokich wyników w testach egzaminacyjnych. Jednak nie to czyni je tak sławnym. Chodzi mianowicie o charakter tej szkoły, gdyż jest on bowiem typowo amerykański, więc; podziała na popularnych i nie popularnych, szkolna drużyna piłki nożnej, cheerlederki, kółka naukowe, do których należała grupa „kujonów”, itp. stereotypowe amerykańskie zyczaje. Dziś dla Majki był to wyjątkowy dzień. Był to jej pierwszy dzień w nowej szkole, zaczynała pierwszą klasę w tym liceum i nie ma co ukrywać; bała się piekielnie. Wstała o siódmej rano, aby się odpowiednio wyszykować. Założyła uroczą, białą bluzeczkę z kołnierzykiem, wiązaną w pasie, czarną spódnieczkę, ściętą na ukos i czarne buty na niskim obcasie. Włosy rozpuściła i wyprostowala, na koniec zrobila sobie delikatny makijaż. Stanęła przed dużym lustrem, by zobaczyc końcowy efekt. Uśmiechnęła się do siebie. Podeszła do szafy i wzięła torebkę, spojrzała przy tym przez okno. Ujrzała swojego sąsiada, który miał okna na przeciwko i także szykował się do szkoły, do tej samej co ona. Powinna się cieszyć, że będzie uczęszczała do szkoly z sąsiadem, ale ten fakt wcale jej nie cieszył, wręcz przeciwnie, budził w niej niesmak. Zbiegła po schodach na śniadanie. Przez cały czas była bardzo nerwowa. - Widzę, że się denerwujesz – powiedziała jej mama, która przypatrywała się jej od pewnej chwili. - No, a jak mam się nie denerwować? To pierwszy dzień, a ja nie znam prawie nikogo. Przecież wiesz, że z mojej klasy dostała się tylko Patrycja i Aga – Majka powiedziała to dość smutnym i zawiedzionym głosem. - No i Patryk – wtrąciła szybko jej mama. - Tak, właśnie, jeszcze on. Ale ze szkoły dostałao się jeszcze kilka osób – zmieniła szybko temat, a jej oczy powędrowały na naleśniki, których nie tknęła od kiedy tylko usiadła przy stole. – Nic nie przełknę, chyba by mi w garde stanęło wszystko. Zawieź mnie już proszę, bo siedząc tutaj umrę z nerwów. Tam przynajmniej nie będę stresować się sama... Wstała od stolu i ponownie podeszła do lustra.Nie należała do osob, które przesadnie dbały o swoj wygląd, ale przez dzisiejsze zdenerwowanie nie wiedziała co ze sobą zrobić. Majka była dziewczyną bardzą zgrabną, średniego wzrostu. Miała długie, lśniące brązowe włosy, które swobodnie opadały na twarz. Była dziewczyną o ciemnej karnacji i dużych zielonych oczach. Była bardzo ładna, można wręcz powiedzieć, że śliczna, ale się z tym nie unosiła, gdyż należała raczej do skormnych osób. Nie czekając na mamę, wzięła kluczyki i wyszla z domu. Wsiadła do samochodu i stukała niecierpliwie w kolano. - Nareszcie! – powiedziała do mamy, gdy mama wsiadła do samochodu. – Jedźmy już. - Dobrze, już dobrze. Nie denerwuj się tak, bo się nabawisz wrzodów żołądka – Powiedziała z uśmiechem pani Anna i ruszyły. Przez całą drogę Majka nic się nie odzywała. Gdy dojechałay na parking zesztywniała. - Teraz to się dopiero zaczęłam denerwować – i zrobiła się całkiem blada. - Skoro teraz dopiero zaczęłaś się denerwować, to co…