Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Dla dzieci · 7 min czytania

Nad Doliną złotych Wód

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nad Doliną Złotych Wód wschodziło słońce. Pan Poziomek wstał przed kilkoma minutami. Postanowił, zupełnie inaczej niż zazwyczaj, najpierw zjeść przepyszne śniadanie, przygotowane przez Panią Morelkę, a dopiero później pójść nad rzekę i wykąpać się. Tak więc zasiadł do stołu okrytego białym koronkowym obrusem. Na półmiskach znajdowały się prawdziwe pyszności. Pani Morelka była najlepszą kucharką w calutkiej Dolinie, a kto wie, może i w całej Złotej Krainie. Tego dnia przygotowała dla Pana Poziomka przepyszne mleko o smaku jagód leśnych, upiekła bułeczki nadziewane słodkim miodem, a na deser ( Pan Poziomek uwielbiał desery- do wszystkich posiłków; uważał, że to najprzyjemniejsza część dnia- zjeść pyszniutki deserek ) ciasto brzoskwiniowe z kremem cytrynowym. Pan Poziomek zjadł śniadanie, co, niestety, trwało ponad godzinę, gdyż miał w zwyczaju delektować się każdym daniem. Po wylizaniu wszystkich talerzyków i szklanki po mleku, poszedł do sypialni, zabrał ręcznik i wyszedł. Po drodze spotkał kilku sąsiadów- Panią Skowronek z dziećmi, Pana Puszczyka i Państwa Grzybków. Zagadał się z nimi, gdyż należał do bardzo towarzyskich osób i nie potrafił podarować sobie ploteczek od samego rana. Tak więc droga, która każdemu innemu mieszkańcowi Doliny zajmowała piętnaście minut, Panu Poziomkowi zajęła, bagatela, półtorej godziny! Wreszcie dotarł nad wodę. Rozłożył ręcznik, zdjął szlafrok, w którym zwykł przechadzać się zawsze przed południem ( dzienne ubranie zakładał dopiero po południu ) i wszedł do wody. Słońce było już wysoko na niebie i zdążyło dobrze nagrzać, i tak zawsze ciepłą, wodę. Pan Poziomek pływał i bawił się z dziećmi, które o tej godzinie przychodziły na poranną gimnastykę ze swoim nauczycielem, Panem Króliczkiem. Po kilkudziesięciu minutach wyszedł jednak z wody. Zrobił się głodny i nie mógł przestać zastanawiać się, co też Pani Morelka przygotuje na obiad. Zabawa bardzo go zmęczyła, co nasiliło jeszcze straszliwy głód. W drodze powrotnej do domu nie potrafił jednak nie zagadać spotkanego sąsiada- Pana Gwizdka. Początkowo co prawda rozmowa się nie kleiła, jednak po kilkunastu minutach tak się rozgadali, że ani się spostrzegli jak minęła godzina. Teraz był już naprawdę najwyższy czas na zjedzenie jakiegoś obfitego i znakomitego posiłku. Pani Morelka denerwowała się bardzo, gdyż przypalił jej się suflet, a jej gospodarz nie tolerował takich błędów w sztuce gotowania. Uwielbiał jeść, ale gardził potrawami niedoskonałymi. Zawsze bardzo się wściekał, gdy kucharce coś nie wychodziło. Bywał na tyle bezczelny, że potrafił skrytykować posiłki podane u któregoś z sąsiadów na jakimś przyjęciu. Nie szczędził nawet żonie pastora, która, niestety nie potrafiła za dobrze gotować. Wrócił wreszcie do domu i ze zdziwieniem spostrzegł, że obiad nie został jeszcze podany do stołu. Nie był z tego powodu zadowolony. Już chciał krzyknąć na nieszczęsną Panią Morelkę, gdy ta weszła do pokoju jadalnego z wazą pełną cudownie pachnącej zupy jarzynowej. Pan Poziomek uspokoił się troszeczkę

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%