Psychologia · 5 min czytania
Nadzieja
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Według słownika języka polskiego, „nadzieja” to „oczekiwanie spełnienia się czegoś pożądanego; ufność, że się to spełni”. To bardzo ogólny opis. Tak naprawdę, nadzieja jest pojęciem bardzo abstrakcyjnym. Nie można jej zobaczyć, zmierzyć, zważyć ani zajrzeć w zęby. Jest pojęciem bardzo ładnym. Obecnie dobrze jest mieć nadzieję, to jest modne. Ważne, aby była ona własna i niepowtarzalna, jak tatuaż. Jest jednocześnie przereklamowana i niedoceniana. Sławna aktorka nie może w wywiadzie powiedzieć, że nadzieja jest bezużyteczna, a życie bez sensu. Czytelnik zacząłby myśleć, że z aktorką jest coś nie tak. Nadzieję każdy ma, ale każdy na co innego. Uczeń polega na szczęściu i ma nadzieję, że w dniu sprawdzianu pani profesor wypadnie nie cierpiące zwłoki ważne spotkanie. Nauczyciel nigdy nie może się doczekać podwyżki, ale cierpliwie znosi trudy swego powołania. Nowy prezydent rokuje nadzieje na przyszłość, a po każdych wyborach zdesperowany lud modli się o nowy, normalny rząd. Po pierwsze trzeba by najpierw rozróżnić „rodzaje” nadziei. Nadzieją możemy nazwać desperackie trzymanie kciuków za kogoś lub za jakąś sprawę: „oby się tylko udało...”. Możemy mieć nadzieję na łatwe pytania na teście lub na szybkie zakończenie roku. Wielu ludzi uważa, że ich problemy są najgorsze na świecie i tak trudne, że aż nie do rozwiązania. Niektórzy nie śpią po nocach obmyślając plany działania, rysując schematy i wykresy, i każdy z nich ma nadzieję, że akurat im się powiedzie. Jednak dzisiaj, w czasach chorób cywilizacyjnych, nowotworów, wypadków, ataków terrorystycznych, kiedy w powodziach i huraganach życie tracą tysiące ludzi rocznie, nadzieja zdaje się nabierać innego, głębszego sensu. Mówią, że umiera ostania. Że tak jest naprawdę, przekonujemy się codziennie czekając na najdrobniejszą rzecz w naszym życiu. Są ludzie, którzy na co dzień żyją z myślą, że mogą widzieć bliskich po raz ostatni. To rodziny policjantów, antyterrorystów, żołnierzy albo ratowników górskich, którzy nierzadko każdego dnia muszą walczyć, by wrócić do domu. Media przypominają sobie o górnikach lub strażakach dopiero, gdy zdarzy się tragedia i zginą ludzie. A o ich rodzinach nie wspomni nikt. A nie…przepraszam, czasem da się wyłapać wzmiankę o tym, że „rodzinami zajęli się specjaliści”……