aktualnosci · 3 min czytania
Namiotowi ludzie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nie mogę i nie chcę powiedzieć, gdzie ich widziałam, gdzie mieszkają, bo skoro tam są, to z całą pewnością mają powód, aby być tam, a nie gdzieś indziej. Mają powód, aby się kryć w gęstych krzakach, na dzikich terenach, z dala od domów i innych ludzi. Nie chcą być znalezieni, zidentyfikowani i zabrani do miejsc, gdzie będą ograniczeni. Wybrali wolność w trudnych warunkach, niż powolną, uśmiercającą wewnętrznie niewolę wśród wyrzutków społeczeństwa, którzy bezwolnie poddają się bezlitosnemu prawu.
Mieszkają w namiotach, skupionych po kilka w jednym miejscu. Namiotowi ludzi. Nie znam ich, nic o nich nie wiem, widziałam tylko ruchome postacie z daleka. Słyszałam czyjeś głosy. Jeszcze tydzień temu, gdy na drzewach było więcej liści lepiej mogłam dostrzec ich skupiska. Rozpoznawałam kolory i kształty tropików. Dziś, gdy z drzew opadły niemal wszystkie liście, są prawie niewidoczni. Ja jednak ich widzę, mimo gęsto ustawionych gałęzi i wiem, że wciąż tam są. Spadł pierwszy śnieg i wcale nie topnieje. Jest mróz, gdy idę drętwieją mi palce stóp i rąk, rozgrzewam się szybkim marszem. Oni trwają w miejscu.
Ich pranie kołyszące się na sznurkach rozwieszonych między drzewami nie wyschnie. Zamarznie, stanie się materiałową płachtą lodu, którą można łatwo połamać, ale nie wyschnie. W czym będą chodzić? Czy ciągle w tych samych brudnych, klejących się do ciała, przepoconych ciuchach? Jak i gdzie się umyją? Czy na zewnątrz, schowani za namiotem, gdzie mróz…