Psychologia · 6 min czytania
Natalia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Natalia
W niewielkim miasteczku, którego mieszkańcy znali się nawzajem i wydawało im się, że wszystko o sobie wiedzą, żyła dziewczynka. Miała na imię Natalia. Miała jasne włosy, w które promienie słoneczne wplatały złote refleksy. Miała cerę delikatną jak porcelana, a, gdy ktoś przyjrzał jej się z wystarczająco małej odległości, mówił potem, że w jej oczach odbija się niebo. Mieszkańcy miasteczka lubili ją, bo, choć niewiele mówiła, dla każdego miała miły uśmiech. Dla pani Zosi, która pracowała w kiosku, dla chłopaków, przesiadujących całe dnie na trzepaku, nawet dla bezdomnego kundla. Ludzie odwracali się za nią, gdy przechadzała się uliczkami, bo szła tak lekko, jakby tańczyła, jakby to nie ona szła, ale chodnik przesuwał się pod jej stopami. Każdego dnia Natalia stawała przed ogromnym lustrem, dokładnie odbijającym całą jej sylwetkę. Ubrana w śnieżnobiałą sukienkę, na nogach miała baletki kupione przez jej mamę po promocyjnej cenie. Właśnie przed tym lustrem ćwiczyła przez większość dnia skłony, półobroty, piruety. Obserwowała swoje ruchy w lustrze i cieszyła się za każdym razem, gdy udało jej się wykonać coś, z czym poprzedniego dnia jeszcze sobie nie radziła. Tańczyła tak długo, aż zmęczenie nie dało jej znaku, że powinna już przerwać ćwiczenia i odpocząć. Bardzo często chwila ta nadchodziła dopiero późnym wieczorem. A gdy Natalia leżała już w swoim łóżku, dziękowała Bogu za baletki, za białą sukienkę, za zgrabne nogi, które z każdym dniem stawały się coraz silniejsze i mogły tańczyć coraz dłużej, za muzykę i taniec. Dziękowała za każdy dzień, który mogła przeżyć tak, jak naprawdę tego chciała. I żyła w radosnym oczekiwaniu na ten jeden, jedyny, który miał dopiero nadejść. Wyjątkowy dzień nadszedł szybciej niż Natalia się go spodziewała. Ubrana w nową, jeszcze piękniejszą sukienkę, w starych, wysłużonych baletkach na nogach, z drżącym sercem czekała za kulisami na najważniejszy moment w swoim życiu. Sekundy ciągnęły się w nieskończoność. Na estradę wszedł właśnie prezydent miasteczka w eleganckim smokingu i zapowiedział występ "najbardziej utalentowanej dziewczynki, jaka kiedykolwiek tu mieszkała". Natalia poczuła, że płoną jej policzki, gdy pan prezydent tak się o niej wyraził. Kiedy stała już na scenie, pociemniało jej w oczach. Wśród widowni, zachwyconej jej tanecznym krokiem i niewinną twarzyczką, zapanowało poruszenie. "Tam siedzi moja mama. I tatuś. A babcia i dziadek patrzą na mnie z góry. Oni we mnie wierzą"- pomyślała Natalia, uśmiechnęła się lekko i zaczęła tańczyć. Sama nie wiedziała, jak długo tańczy. Wydawało jej się, że od momentu, w którym zaczęła, minęła zaledwie chwilka. A ona mogłaby tak tańczyć godzinami. Przepiękna, kojąca muzyka wypływała wprost z jej serca, płynęła żyłami, rozlewała się po…