Środowisko · 5 min czytania
Nazywam się Baśka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nazywam się Baśka. Jestem uczennicą II kl. LO. To znaczy byłam. Ale wszystko po kolei. No więc, jak już wspomniałam, jestem Baśka. Mam 172 cm wzrostu, niebieskie oczy i blond włosy. Ogólnie jestem ładna. W mojej szkole uchodziłam za łamaczkę męskich serc. Moja klasa była w większości męska. Dziewczyn (wraz ze mną) było 12, dlatego byłyśmy dla siebie jak siostry. Jeśli większość z nas była nieprzygotowana do lekcji, uciekałyśmy wszystkie. Szłyśmy wtedy do Skorpiona - baru naszego starszego kumpla. Tam z łatwością nabywałyśmy skręty i/lub inne używki. Jestem jedynaczką. Ojciec odszedł od nas gdy miałam 5 lat. Wyjechał za granicę. Podobno z koleżanką z pracy. Moja mama w ogóle się mną nie interesowała. Miała ważniejsze sprawy na głowie. Takie, jak na przykład nocny wypad z sąsiadką lub wyjazd z jakimś facetem na parę dni w góry. Nie przeszkadzało mi to, że tak naprawdę nie miałam matki. Jeśli już byłam w szkole to dlatego, że żadnej z nas nie chciało się zwiać. Na lekcjach i tak było lajtowo bo nauczyciele się nas bali. Ludzie ze szkoły omijali nas szerokim łukiem, jednak byli też tacy, dla których byliśmy wręcz autorytetami. Chodziliśmy ubrani w czarne ciuchy. Na lekcjach nawzajem malowałyśmy sobie paznokcie, także w tym kolorze. Chłopaki z klasy też kochali metal. Byliśmy jak rodzina. Jednak wszystko kiedyś się kończy. I tak też było z naszą rodzinną miłością. To był słoneczny, czerwcowy dzień. Nikomu nie chciało się siedzieć w szkole. Zwialiśmy z 3 ostatnich lekcji. Samochodami podjechaliśmy pod Skorpiona. Jak w każdy piątek, o 20.00 miała zacząć się impreza. Przez te parę godzin, zanim zegar wskazał cyfrę 8, zdążyliśmy nieźle się urządzić. Chłopaki nawalili się skrętami. Wypili też parę piw. Po godzinie 1 w nocy kierownik klubu, jeden z niewielu trzeźwych, zaoferował się, że nas odwiezie. Załatwiliśmy sobie też drugiego kierowcę. Ruszyliśmy na dwa auta. Włączyliśmy muzykę na cały regulator. Kaśka, dziewczyna z którą najczęściej siedzę w ławce, wyciągnęła z torebki parę piw. Od razu nam się humor poprawił. Ulice nie były zbyt zatłoczone. W końcu dochodziła już druga godzina. Jechaliśmy strasznie szybko. Kuba, który siedział obok Jacka, kierowcy, podpuszczał go, by jechał jeszcze szybciej. Kaśka chciała zamienić się z Kuba siedzeniem. Jechaliśmy właśnie autostradą i nie było gdzie się zatrzymać.…