Fantastyka · 6 min czytania
Nekromancja - sztuka pogrążania
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Czarna noc spowiła wszystko dookoła.
Piwnice nasycone były zapachem wilgoci i staroci. Nieprzyjemny i mdlący zapach wyczuwalny był już na wejściu. Przez całość ciągnął się długo i wąski korytarz, odprowadzający do pomieszczeń umieszczonych na bokach. - Wskaż nam drogę, odrzućmy ograniczającą nas trwogę. - Wiedza i potęga wskrzeszonej duszy wplecie się między śmiertelne ciała. - Za życie, życie... Błysnął zielony płomień. Pył i kurz osiadł na ziemi. Trójka mężczyzn dziwnymi gestami witała duszę zmarłego mistrza. Na środku trójkąta, jaki tworzyli leżał ciemnobrązowy, zwinięty koc. Całość trwała jeszcze kilka minut. Kiedy cała trójka upadła bez sił na ziemie wszystko się skończyło.
***
Rudy, wysoki i postawny mężczyzna stąpał bo brukowanej ulicy. Po całodniowej pracy w pałacowych komnatach kierował się do swojej chaty. Kroki wydawały echo, które niosło się między budynkami. Chłodny, wieczorny wiatr wdzierał się pod płaszcze przechodniów wywołując nieprzyjemne dreszcze. Mężczyznę z zamyślenia wyrwał szum ludzkich głosów, dochodzący gdzieś z oddali. - To niedorzeczne! – krzyknął ktoś z tłumu. Rudowłosy zauważył sporą grupę ludzi stojącą z pochodniami i przyglądającą się czemuś na ziemi. Obok stała straż przepytująca kobietę, która trąc oczy mówiła przez płacz. - ... kiedy wychodziłam z domu – znów buchnęła płaczem dmuchając w chusteczkę. Straż przewracała ślepiami. Nie dowiedzieli się niczego konkretnego od kiedy tu przybyli. - Właśnie jak wychodziłam z domu – zaczęła pewnie – byłam wściekła. Gdy przechodziłam tędy zauważyłam zawinięty koc, leżący na ziemi. Wściekła kopnęłam – kolejna salwa płaczu, szybko jednak opanowanego – dopiero po tym odczułam ciężar zawiniątka. Gdy się nachyliłam zauważyłam małą rączkę wystającą z boku. Kolejna myśl, która przyszła do głowy, że to jakaś kukła albo lalka. Kiedy zobaczyłam zakrwawioną twarzyczkę w dziwnym grymasie zrozumiałam, że to dziecko – nie była już zdolna do rozmowy, choć widać było, że jeszcze nie skończyła. Dalszy bieg wydarzeń był chyba jasny. Mężczyzna przebił się przez tłum z niemałym trudem i spojrzał na zawiniątko, która ciągle leżało na bruku w małej kałuży krwi. ‘Koszmar’ – pomyślał i rozejrzał się po twarzach pozostałych. Ich oczy zdradzały przerażenie i obrzydzenie. Rudy ukląkł przy zawiniątku i zbadał ciało nieżyjącego niemowlaka. Świetnie zdawał sobie sprawę z tego, czego wszyscy tu zebrani byli świadkami. Nie widział potrzeby dzielenia się tą informacją, nie teraz. - Rozejść się – warknął strażnik przepędzając gapiów. Do ciała zbliżyło się dwóch znachorów.
***
W karczmie lało się piwo, a we łbach zaczynało szumieć. Wszyscy byli w pełni świadomi wydarzeń sprzed paru godzin. Z początku nawet głośno o tym było, później jednak z szacunku dla niemowlaka przestano o tym biadolić. Wszyscy wiedzieli też, że jeszcze tej nocy…