Filozofia · 4 min czytania
Nic
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Jakież dźwięki płynęły spod opuszków - na których naskórek stwardniał już dawno temu – ciągnących kolejne struny gitary. Palce zaś lewej ręki poruszały się po gryfie tak płynnie, że niemal jak we śnie, zmieniając bez przerwy akordy. Cudowna melodia perfekcyjnie nastrojonego instrumentu odbijała się echem od ścian, wypełnionego wodą półmroku pokoju. Na jednej z nich małe okno było, a za nim n i c. Jakoby nie istniało już nic poza tym małym pokoikiem skromnie – bo w drewniane jednoosobowe łoże i nocną szafkę – umeblowanym i bez drzwi żadnych. Płomyk zdobiący świecę tańczył – zdawało się, iż – do melancholijnej improwizacji, jaką do życia powoływał twórca leżący – opierając się plecami o ścianę – na podłodze, naprzeciw łóżka.
A akordy dalej płynęły i zadziwiały swym brzmieniem doskonałym.
Płynęły, a rzesze ludzi wsłuchiwały się w ich piękno, melancholie... Aż trudno uwierzyć, że ta anielska melodia nigdy nie została spisana, a jest jeno podarunkiem chwili trwającej wiekami... Chwili, która w zamierzeniu nigdy nie miała posiąść ostatecznego końca, tylko błądzić, błądzić pośród ludzkich dusz i ich tańców nieśmiertelności.
Nie była to zwykła muzyka, było w niej coś niesamowitego. Myśli pojawiały się i błądziły pośród alejek pogrążonego w stanie zadumy umysłu.
Część 22 / 2
Samotny w ciemności wokół mnie cienie - przyjaciele odeszli zostawiając samotnego w ciemności umysłu - na wieki wieków...
Fantastyczne dźwięki gitary dalej błądziły pośród półmroków pokoju odbijając się od ścian i powtarzając echem smutne tony...
na wieki wieków..., na wieki wieków..., na wieki wieków...
Jakiż cudowny poeta potrafiłby za pomocą słów tylko opisać to co teraz z pudła rezonansowego poczęło się dobywać?! Żadnej…