edukacja · 4 min czytania
Nic
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Z wykształcenia jestem specjalistą od wysokiej próżni. Gdy mama dowiedziała się, że wybrałem tę specjalność, zaniepokoiła się, bo o czymś takim jeszcze nigdy nie słyszała. W tajemnicy przede mną zapytała więc zięcia, którego uważała za najświatlejszego w całej rodzinie: – Co to jest ta próżnia, którą Marian studiuje? – Próżnia? – zadumał się szwagier. – Jak by to mamie wytłumaczyć? Próżnia jest wtedy, jak nie ma nic. – To o niczym trzeba się aż pięć lat uczyć? – zdziwiła się mama. Nie pytała już dalej, ale chyba w tamtej chwili zwątpiła w zięciowską uczoność. Zapewne też zmartwiło ją, że ma takiego durnego syna, który marnuje pięć lat na naukę o niczym. O tamtej rozmowie dowiedziałem się wiele lat później, a przypomniałem ją sobie niedawno i przyszedł mi do głowy pomysł napisania czegoś o niczym. Skoro, można się o niczym uczyć, to można też o niczym pisać. Cóż to więc jest owo „nic”? Wikipedia mówi, że jest to „zaimek określający nieistnienie obiektu lub zdarzenia, również rzecz lub osobę bez wartości”. Już z tej krótkiej definicji wynika, że sprawa nie jest prosta, bo jak jedno słowo może oznaczać coś (choćby i bez wartości), oraz brak czegoś. Na początek rozważmy przykłady użycia tego słowa jako określenia „nieistnienia obiektu lub zdarzenia ” i nad skutkami tegoż. Przykład pierwszy: Stoi facet w pokoju i gapi się przez okno. – Co tam widzisz? – pyta go żona. – Nic – odpowiada zagadnięty i już awantura gotowa. Żona bowiem doskonale wie, że z okna widać ogród, w którym często opala się młoda sąsiadka. Mąż więc jest podglądaczem ukrywającym prawdę. A skoro skłamał przy takiej błahostce, to pewnie też okłamuje ją w innych sprawach. I tak dalej, i tak dalej. Byłoby lepiej dla męża, gdyby powiedział, że widział sąsiadkę wprowadzającą do domu zawianego małżonka. Też by skłamał, ale uniknąłby…