Inne · 7 min czytania
Niczego nie żałuję
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Urodziłam się w 1955 roku - wiem, że nie ma się czym chwalić, przecież w tym roku skończyłam 50 lat. Nie to jednak jest najważniejsze, uważam że nasz rocznik jest wspaniały, umiemy się cieszyć, bawić, uczyć, pracować – umiemy po prostu żyć. Ktoś by teraz pomyślał, jaka pyszałkowata, jaka pewna swego, przecież każdy rocznik jest cudowny, każdy rocznik ma swoje złe i wspaniałe wyjątki, ludzie są po prostu ludźmi i nie ma znaczenia w którym roku się urodzili. Pewnie to prawda, a jednak....
Kiedy dostałam się do pilskiego ogólniaka, byłam bardzo zadowolona i w dniu pierwszego września, ubrana w granatową spódniczkę i białą bluzeczkę z dumą przekroczyłam bramę szkoły, w której miałam spędzić cztery lata. Dołączyłam do klasy, w której znałam już kilka osób, ale najbardziej ucieszyło mnie spotkanie z koleżanką ze szkoły podstawowej. Usiadłam w ławce obok niej i tak się zaczęła moja wędrówka po wiedzę. Czas w szkole mknął nieubłaganie, ale nie tylko nauka wypełniała moje życie. Zaczęły się również pierwsze porywy serca, pierwsze miłości, pierwsze rozczarowania. Nie byłam w tym żadnym wyjątkiem, w każdej klasie ktoś kogoś kochał, w każdej klasie ktoś do kogoś wzdychał, w każdej klasie też ktoś miał złamane serce. W mojej klasie tą osobą ze złamanym sercem byłam ja, kolega za którym wypatrywałam oczy był po uszy zakochany w dziewczynie z innej klasy, więc cóż mi pozostało – cierpiałam w milczeniu przez wszystkie lata. No może z tym wielkim cierpieniem to drobna przesada, nie byłam jakąś brzydulą, więc nie miałam powodu do narzekań – zawsze jakiś chłopak kręcił się wokół mnie, no tak ale nigdy to nie był on więc te moje „chodzenie” zazwyczaj nie trwało zbyt długo, ciągle miałam nadzieję, że może jednak. Niestety czekałam na próżno, potem przyszła matura, wybór dalszej drogi życiowej, potem studia, praca i tak w moim życiu wiele się wydarzyło. Zapomniałam o swojej pierwszej miłości, wyszłam za mąż, urodziłam dzieci – byłam szczęśliwa. Minęło kilka lat od matury i któregoś dnia w skrzynce na listy znalazłam zaproszenie na „szkolną zabawę”. Serce zastukało mi nieco szybciej, spotkanie po latach, cudowne wspomnienia, dawni nauczyciele, groźny dyrektor, który teraz na pewno już nie jest taki groźny, a wychowawczyni czy jeszcze nas wszystkich pamięta. W pewnym momencie aż przysiadłam na taborecie w kuchni, dotarło do mnie, że przecież zobaczę również Andrzeja, ciekawe jak wygląda, czy jest nadal taki przystojny jak dawniej, a może wygląda tak, że go nie poznam ? - Zaraz nie poznam – pomyślałam sobie – przecież to niemożliwe, mogę nie poznać innych, ale jego. Sięgnęłam do szuflady po stare szkolne zdjęcie, popatrzyłam ze smutkiem na te wspaniałe twarze szkolnych koleżanek i kolegów. Spojrzałam w lustro i zrobiło mi się troszkę smutno, że czas tak pomknął przed siebie i lekkim ruchem pozmieniał nastolatków w dorosłych ludzi. Cudownie było by przez jedną małą chwilę wrócić do szkolnej ławki, pójść na szkolną zabawę, która odbywała się w auli na parterze, fajnie byłoby zapalić zakazanego papierosa w szkolnej toalecie. Z tym papierosem to tylko takie gadanie, już dawno przestałam palić, ale…