Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 4 min czytania

(Nie) Codzienność

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Peron był pusty. Światła odjeżdżającego pociągu kurczyły się, by po chwili zniknąć zupełnie. Zawiadowca zniknął już w swym biurze, a ja zostałem sam. Z plecakiem na grzbiecie, ciężkim krokiem ruszyłem ku wyjściu. Byłem zmęczony, dziesięciogodzinną jazdę polskimi kolejami czułem w pośladkach i mięśniach nóg. Dworzec był także wyludniony, ale to naturalne w środku nocy. Kilku podróżnych oczekujących na swój pociąg i oczywiście bezdomni, dla których poczekalnia dworcowa stała się noclegownią. Właśnie minął mnie jeden, gdy wyrzucałem do kosza na śmieci niepotrzebny już bilet. Wygląd ani zapach, który bił od niego nie budził zaufania i sympatii. Spiesznie oddaliłem się, by uniknąć potencjalnego, pieniężnego molestowania. Zdarza mi się czasem wspomóc potrzebującego jakimś drobnym datkiem, ale bardzo nie lubię zaczepiania i wysłuchiwania w większości przypadków wymyślonych historii, mających na celu wzbudzenie we mnie litości czy poczucia winy. Tak jak podejrzewałem, usłyszałem za sobą ni to skrzek ni krzyk. Opuszczając dworzec, kątem oka sprawdziłem czy odgłos ten był skierowany do mnie, niestety tak. Osobnik najwyraźniej chciał mnie dogonić, co chwila wydawał z siebie ten dziwaczny krzyk i dreptał za mną. Przyspieszyłem jeszcze trochę, mając nadzieję, że mój prześladowca zmęczy się i da mi spokój. Chciałem jak najprędzej znaleźć się w domu, zjeść coś, poleżeć w wannie i wyparzyć z siebie zmęczenie podróżą i nie przejmować się niczym, ale posapujące i poskrzekujące indywiduum za moimi plecami nie dawało mi spokoju. Już miałem zamiar zatrzymać się i zapytać o co chodzi, by się go pozbyć, przecież nie zacznę biec, gdy odgłosy ustały. Obejrzałem się i rzeczywiście nikogo za mną nie było, widocznie skręcił w uliczkę, którą mijałem przed paroma sekundami. Też mogłem iść tamtędy, była to krótsza droga do domu, ale…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%