Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 6 min czytania

Nie kończąca się historia, czyli wyprawa Terusia w

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nie kończąca się historia, czyli wyprawa Terusia w poszukiwaniu brakującego elementu.

RODZIAŁI - Pomocne Wzniesienie Rady

W związku z tym, że owa historia nie ma końca, domyśleć się należy, że i z jej początkiem mogą istnieć pewne kłopoty. Rozpocznę wobec tego od środka... A więc słuchajcie: - Z czego się śmiejesz? - Z siebie!? – odparł nasz bohater, zwany podówczas Terusiem. - Oczywiście, że z Ciebie! To chyba jasne! - Aha... Ale czy mógłbyś w końcu przestać? - Do tej pory nikt mnie nie upominał... – odrzekł płaczliwie, do głębi przejęty, że ktoś ośmielił się zwrócić mu uwagę. - Nie rozumiem!? – totalnie zatkało kompana Terusia, czyli Gala Anonima. - Ehhh, to długa historia. Może nawet jest to mało powiedziane... Czasami wprost wydaje mi się, że nie ma ona końca. Wiem, jest to głupie, ale prawdziwe. Zresztą nie wiesz nawet o czym mówię... ...po za tym NIE CHCĘ O TYM MÓWIĆ!!! - Nie denerwuj się... Nie miałem tego na celu... - Zdaję sobie z tego sprawę, ale ten krzyk był niezależny ode mnie. - Prawdopodobnie Twoja historia jest dramatyczna... Zawsze zastanawiałem się, co mogło ci się przytrafić, drogi Terusiu, że znalazłeś się na szlaku prowadzącym w nieznane i niepojęte razem z nami krasnoludzkimi urwipołciami. - Poszukuję końca... - ???????? - Niestety nikt o nim nie słyszał, podobnie jak ty. - My, szlachetna gildia urwipołciów, przewędrowaliśmy wiele mitycznych krain, ale nigdy nie doszła naszego słuchu wieść o końcu... Przykro mi! - Proszę, przynajmniej ty, nie rób tego... NIE ODBIERAJ MI NADZIEI!!!!!!!!!!!!!! - Jak zauważyłem, przeżyłeś więcej od nas. Być może kiedyś coś o tym opowiesz, ale nie krzycz na mnie, jestem spokojnym krasnoludem... - Wybacz mi! - EEE, nie ma sprawy. - Nie jestem osobą krzykliwą, ale dzisiaj ogarnęło mną swojego rodzaju zwątpienie... - Rozumiem to... - Porozmawiajmy może o innej sprawie a nader istotnej do zaistniałej sprawy... ile czasu zamierzasz mnie jeszcze prowadzić? - Nie martw się jeszcze parę minut i zobaczysz niespodziankę, - na twarzy Galla rozkwitł radosny uśmiech - którą dla ciebie przygotowałem. - Niespodziankę!? - Dokładnie! Wcale nie idziemy wybadać dalszej drogi, gdyż ja i moja drużyna doskonale ją znamy i znając ciebie, Terusiu, zdajemy sobie sprawę, że znajduje się tuż obok jej szlaku coś co na pewno ci się przyda. - Nie może być... – Teruś bardzo chciał wierzyć, że jego poszukiwania wreszcie posuną się we właściwym kierunku (naturalnie zamiast wyrazu wreszcie nie mogliśmy użyć „w końcu”) - czy to „coś” ma coś wspólnego z końcem? - I tak i nie... - Tzn.? - Sam zobaczysz – uśmiech Gala przybrał na tajemniczości. - Nie bądź okrutny, mów! - Jeszcze chwileczka... - Malusieńka? - Jak najbardziej!? Zamknij oczy! - Czy to już? - Rób, co kazałem! Las, którym do tej pory szli, zamienił się w łąkę, lecz Teruś nie miał o tym pojęcia. Obecnie szli przez kwiecie. Niespodziewanie zza linii horyzontu wyłonił się głaz wielkości góry a być może była to nawet góra.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%