Komputery · 5 min czytania
nie mam nic do powiedzenia?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
"Nie mam nic do powiedzenia Masz już dosyć pier**lenia Wśród wolnego zniewolenia Ludzi zwykłych do znudzenia"
Tak, właśnie, nie boję się ukryć, że nie mam nic do powiedzenia. Nie umiem powiedzieć niczego, co nie zostałoby już powiedziane po wielokroć, lecz jednak mówię. Nawet, jeśli nikt nie chce czytać, mówię. Odwieczną potrzebą każdej ludzkiej jednostki w społeczeństwie było zostanie zauważonym. A internet miał w tym pomóc. Czy mu się udało? Połowicznie. Każdy, kto chce pokazać się w internecie, ma taką możliwość. Mniej ambitnym wystarczy pokazanie się znajomym, zaprezentowanie z jak najlepszej strony, choćby za pomocą zdjęć na naszej klasie czy fotce.pl. Co bardziej ambitni zakładają myspace'a i przedstawiają swoje talenta. Nierzadko wyolbrzymiane. Co bardziej wyróżniający się zostają gwiazdami internetu, najczęściej za pomocą youtube'a. Do czego zmierzam? Poza kilkoma kiepskimi tekstami zerżniętymi od równolatków czy przeszłych pokoleń, czasami ładną buzią i odrobiną pomysłowości nie przedstawiają sobą niczego. Gdyby nie gigantyczna populacja kalek społecznych, niepełnosprawnych dzieci internetu nie potrafiących radzić sobie w życiu, ci ludzie nigdy nie zdobyliby popularności. Faceta śpiewającego "show me your genitals" na YT przez półtora roku zobaczyły 22 miliony ludzi. Dlaczego? Jego śpiew jest tragiczny. Chodzi o to, że w nieco wulgarny sposób symbolizuje to, czego porządają 14- i 15-latkowie (a w skutek działania internt=etu na dziewictwo młodych ludzi częściej starsi) - wyzwolenie seksualne. Oni wszyscy chcieliby być tacy, jak on na teledysku - wulgarni, chamscy i otoczeni pięknymi kobietami. Tylko, że w przeciwieństwie do pokoleń z przeszłości, do ludzi którzy mówili "I had a dream", ich marzenia się nie spełnią. Bo zamiast zrobić cokolwiek w stronę ich spełnienia, wolą siedzieć głęboko w kryptach podłączonych do netu i marzyć dalej. Nie jest to bieg ślepca ku przepaści - to przynajmniej dostarczyłoby ślepcowi ciekawych doznań i silnych emocji. Raczej jest to powolny marsz w stronę pustyni - coraz bardziej zapominający co to emocje ludzie podłączeni do ekranów niczym do kroplówek. Prawdziwe życie - ach, jak dobrze, że ten termin jeszcze nie umarł - wcale nie jest takie trudne. Ja,