Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Historia · 6 min czytania

Niechciane dziecko zamierzchłej przeszłości, ale j

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Niechciane dziecko zamierzchłej przeszłości, ale jastrząb tamtych dni.

Oglądam zdjęcia z tamtego czasu, zmęczony wizerunek twarzy i gdyby włożyć na tą głowę ciernie, rzekłbyś - ukrzyżowany. Byłem ochotniczym pracownikiem Komitetu Obywatelskiego „Solidarności”. Pracowników było nas zaledwie garstka, ale jak można dowiedzieć się z długaśnej listy, członków owego Komitetu była ponad setka i mało którą osobę z tych wyliczonych widziałem, a i dzisiaj nie kojarzę bym je mógł znać. Od tamtych lat minęło ćwierć wieku, więc w rocznicę nie wiem jak skrzyknięto się, pozapraszano i bajdurzono o tamtych czasach publicznie dla piór redaktorów i obiektywów kamer. Jednak mnie nikt nie powiadomił, ani nie zaprosił, a działo się wtedy oj działo, ale patrząc chłodnym okiem nic takiego wielkiego się nie działo. Komitet Obywatelski, były to kółka pasowe osób wzajemnie się dopasujących, tylko ja byłem tym zębatym, kozakiem którego wszędzie było pełno, tam gdzie nie chciano bym był, więc poniekąd nie pasowało do zachowań pozostałych. Myślę tak sobie, że jeszcze wtedy, a zwłaszcza wtedy dogadywano się i ustalano z komuną, co wolno, a czego nie wolno czynić ruchowi społecznemu, lecz ja nie byłem ruchem, ale zbuntowanym, który odczuł, że więcej mu teraz można niż nawet trzy miesiące wstecz. Toteż redaktor jeszcze legalnej komunistycznej prasy mógł wygarnąć mnie obiektywem flesza pośród jeszcze nielegalnej demonstracji KPN i zamieszczając owe zdjęcie spytać publicznie, czy była to legalna delegacja „Solidarności” pośród nich. Zajmowałem się wszystkim, więc moi pracownicy z LPBM sporządzili duży szablon z elastycznej blachy, który posłużył do wykonywania napisów na flagach, transparentach, szyldach i wiele ludzi spoza Komitetu przychodziło, by sobie prywatnie wymalować na czymś napis „Solidarność”. W tym politycznym chaosie milicjanci nie wiedzieli tak dokładnie, co im należy czynić, co też im wolno, a czego nie wolno, ale w tej samowoli społecznej, niezmordowanie ganiali Kapeeniarzy, bo tym jeszcze wolno nie było. Jako że reklama, plakatowanie na mieście mieściło się w zasięgu moich co nieco obowiązków, zatem rozsyłałem harcerzy z ZHN by ustawiali po mieście wielkie piramidy wykonane z płyt paździerzowych i często jeździłem sam by takowe montować i to w miejscach takich, które im się wydawały jako niestosowne ku temu, np. na ulicy Okopowej przed oknami Prokuratury. Wielu ludzi oferowało się wraz z samochodami do przysłużenia ruchowi społecznemu. Niby miały nastąpić wielkie wydarzenia dziejowe, jednak w kozim grodzie jakoś nie wrzało, ludzie nadal żyli w obawie. By podkręcić nastrój i rozbudzić uśpionego ducha w drzemiących rycerzach, na trzy dni przed czerwcowymi wyborami, utworzyłem z owych niepisanych wolontariuszy kawalkadę składającą…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Niechciane dziecko zamierzchłej przeszłości, ale j — czytnik · opowiadania