Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Melodramat · 6 min czytania

Niedziela przed burzą

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Bezlitosne promienie słoneczne z łatwością przedarły się przez brud osiadły na oknie, by ulec załamaniu na jego rogówkach. Mógłby jeszcze poudawać, że tego nie zauważa, przewrócić się na drugi bok, zasłonić głowę poduszką, cokolwiek. Ale symfonia klaksonów dochodzących z ulicy, kłótnia małżeńska sąsiadów, oraz wszechobecny bałagan dawały mu jasno do zrozumienia, że następnego dnia miał być koniec świata. Świadomość przemijania ostatnich godzin jego życia nie mogła pozwolić na bezczynne leżenie. Zbyt wiele czynności musiał jeszcze wykonać, żeby bez strachu oddać się w ręce jeźdźców apokalipsy, ale najtrudniejsza już za nim, zwlókł się wreszcie z łóżka. Sumienie, bezskutecznie doszukując się w mózgu chociażby cienia informacji na temat poprzedniego wieczora, wywołało niemiłosierny ból głowy. Taki, którego nikt dotąd nie odczuwał, który rozrywa każdy centymetr tanki nerwowej, każdą najmniejszą wewnątrz czaszkową strukturę. Dlatego ośrodek wzroku odbierał wszystkie obiekty jako jaskrawe i nieprzyjemne, a część odpowiedzialna za słuch potęgowała częstotliwość otaczających dźwięków, tak że niewinne pobzykiwanie muchy stawało się startującym odrzutowcem. Wszystkie te anomalie generowały sprzeczne impulsy, które docierając do bezradnego błędnika nie pozostawiały mu już żadnego wyboru. Zgodnie z posiadanymi informacjami, świat należało bowiem odbierać jako zbiór punktów wirujący w okół osi wytyczanej przez właściciela organizmu. Cały ten chaos odbywający się wewnątrz jego ciała, mógłby nawet okazać się powodem do radości, potwierdzał przecież przypuszczenia o nadchodzącej zagładzie. Jednakże w danej chwili, przysparzał jedynie kłopotów objawiających się silnym odruchem wymiotnym. Jakimś cudem dobiegł do toalety i zanim zdążył przyjąć wygodną pozycję nad muszlą klozetową, zawartość żołądka zaczęła obficie wydostawać się przez jamę ustną. Trwało to może pół godziny, a może nieco więcej, wszak mało kto w takich sytuacjach pomyśli by spojrzeć na zegarek. W każdym razie, kiedy już było po wszystkim, poczuł się nawet lepiej. Dyskretnym ruchem dziecka, które przed momentem stłukło ulubiony wazon rodziców, spuścił wodę, po czym stanął przed umywalką patrząc w lusterko. Oto on, mężczyzna po czterdziestce z resztkami wymiocin w kącikach ust. Pan Krzysiek, jak zwykli określać go sąsiedzi i Krzysztof Blumenfeld, co potwierdzała informacja zawarta w dowodzie osobistym. Potomek żydowskiego potentata, który nigdy niczego nie osiągnął i zostanie zapamiętany jako facet rzygający w przededniu końca świata. Słońce powoli zaczęło się chować między blokami, kiedy jego ciało opuściły ostatnie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Niedziela przed burzą — czytnik · opowiadania