Wróć do katalogu

Niedziela przed burzą

dzień przed końcem świata

deportant, opublikowano , 6 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Bezlitosne promienie słoneczne z łatwością przedarły się przez brud osiadły na oknie, by ulec załamaniu na jego rogówkach. Mógłby jeszcze poudawać, że tego nie zauważa, przewrócić się na drugi bok, zasłonić głowę poduszką, cokolwiek. Ale symfonia klaksonów dochodzących z ulicy, kłótnia małżeńska sąsiadów, oraz wszechobecny bałagan dawały mu jasno do zrozumienia, że następnego dnia miał być koniec świata. Świadomość przemijania ostatnich godzin jego życia nie mogła pozwolić na bezczynne leżenie. Zbyt wiele czynności musiał jeszcze wykonać, żeby bez strachu oddać się w ręce jeźdźców apokalipsy, ale najtrudniejsza już za nim, zwlókł się wreszcie z łóżka. Sumienie, bezskutecznie doszukując się w mózgu chociażby cienia informacji na temat poprzedniego wieczora, wywołało niemiłosierny ból głowy. Taki, którego nikt dotąd nie odczuwał, który rozrywa każdy centymetr tanki nerwowej, każdą najmniejszą wewnątrz czaszkową strukturę. Dlatego ośrodek wzroku odbierał wszystkie obiekty jako jaskrawe i nieprzyjemne, a część odpowiedzialna za słuch potęgowała częstotliwość otaczających dźwięków, tak że niewinne pobzykiwanie muchy stawało się startującym odrzutowcem. Wszystkie te anomalie generowały sprzeczne impulsy, które docierając do bezradnego błędnika nie pozostawiały mu już żadnego wyboru. Zgodnie z posiadanymi informacjami, świat należało bowiem odbierać jako zbiór punktów wirujący w okół osi wytyczanej przez właściciela organizmu. Cały ten chaos odbywający się wewnątrz jego ciała, mógłby nawet okazać się powodem do radości, potwierdzał przecież przypuszczenia o nadchodzącej zagładzie. Jednakże w danej chwili, przysparzał jedynie kłopotów objawiających się silnym odruchem wymiotnym. Jakimś cudem dobiegł do toalety i zanim zdążył przyjąć wygodną pozycję nad muszlą klozetową, zawartość żołądka zaczęła obficie wydostawać się przez jamę ustną. Trwało to może pół godziny, a może nieco więcej, wszak mało kto w takich sytuacjach pomyśli by spojrzeć na zegarek. W każdym razie, kiedy już było po wszystkim, poczuł się nawet lepiej. Dyskretnym ruchem dziecka, które przed momentem stłukło ulubiony wazon rodziców, spuścił wodę, po czym stanął przed umywalką patrząc w lusterko. Oto on, mężczyzna po czterdziestce z resztkami wymiocin w kącikach ust. Pan Krzysiek, jak zwykli określać go sąsiedzi i Krzysztof Blumenfeld, co potwierdzała informacja zawarta w dowodzie osobistym. Potomek żydowskiego potentata, który nigdy niczego nie osiągnął i zostanie zapamiętany jako facet rzygający w przededniu końca świata. Słońce powoli zaczęło się chować między blokami, kiedy jego ciało opuściły ostatnie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych