Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Biografia · 4 min czytania

Niedzielić się

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nie dzielić się.

Dzień zaczyna się wieczorem dnia poprzedniego. Rytualne kąpiele, rozmiękłe ciała w szlafrokach, wędrówki w ciepłych papciach po zawiłych korytarzach mieszkań – przygotowania do sakramentu nocy. Szeptane dobranoc, jak amen przed ołtarzem, dzieli doby na pół. Zamykam powieki, czekam ze sobą do rana. Budzę się w niedzielę. Na powieki czarne kreski, zdecydowanym ruchem oddzielam to, co było od tego, co jest, podkreślam się. Słońce nie dochodzi przez zakurzone szyby, szklana kurtyna zapadła. Potrzebuję czegoś żółtego zamiast UV, wkrajam do kubka z herbatą plasterek cytryny, pomoże, bo musi. Jest słodko od cukru. Biją dzwony, w niedzielę wyraźniej jakby dźwięk nie rozpryskiwał się w powietrzu, ale płynął bardzo prostą drogą od ucha do ucha. Jest dzień, w którym się dziękuje, przeprasza i prosi, koniecznie w tej kolejności, najlepiej na kolanach, bo mówili, że inaczej może nie zadziałać. Dobrze mieć gwarancję. Przy kościele odpust. Jarmarczne kolory wkładają mi palce do oczu. Ktoś strzela do mnie z plastikowego karabinu na pomarańczowe kulki – przez kilka następnych lat zbieram je po chodnikach. Pluszowy piesek zlizuje krew z moich rąk, serce z piernika mocno bije w torebce, topi się lukrowe Kocham Cię. Mdli mnie od takiej słodyczy. Obcasy jak zapałki trą o beton chodnika, rzeczywiście buty parzą gołe stopy. Ludzie jedzą lody, całe mnóstwo lodów, mi szkoda 2 złote. Przylepiam się plecami do zimnego i wilgotnego muru kamienicy, betonowy lód w kostce na patyku zmurszałych konstrukcji, w dodatku ze mną bakalią twardą, że zęby można połamać. Gęsta ślina spływa po gardle.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Niedzielić się — czytnik · opowiadania