Romans · 8 min czytania
nieoczekiwana śmierć
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W ostatniej chwili wskoczył do autobusu i drzwi zamknęły się. Spojrzał na współpasażerów. Wszyscy jacyś zmęczeni, osowiali i zziębnięci. Co prawda na dworze panowała późna, morka jesień, ale nie odczuwał tego tak jak inni. Nie przygnębiały go zalane deszczem, szare ulice, zionące pustką parki i chłód. Zwłaszcza chłód, zawsze był mało odporny na niskie temperatury, jednak dzisiaj tego nie odczuwał. Wysiadł jak zwykle, na przystanku koło warzywniaka. Rzucił krótkie „dzień dobry” sąsiadce, która właśnie wyszła ze swoim jazgotliwym psem na spacer, a raczej zanieczyścić kawałek trawnika. Kobieta nawet nie odwróciła się w jego stronę. Może nie dosłyszała? Niejednokrotnie słyszał, że ma problemy ze słuchem, choć jemu wydawało się, że ma wybiórczy słuch, słyszy tylko to co chce i od kogo chce. Machnął ręką. Nie zamierzał się z nią zaprzyjaźniać i jej odburknięte „dzień dobry” nie było dla niego zbawieniem. Miał ważniejsze problemy na głowie. Wszedł do bloku. Jak zwykle ktoś zostawił otwarte drzwi, jak zaproszenie dla przypadkowych obszczymurków, żeby wstąpili na chwilę i załatwili potrzebę w ciemnym korytarzu. Chciał je zamknąć, ale nie dał rady. Pewnie znowu był zepsuty domofon i ktoś na stałe zablokował drzwi. Obiecał sobie, że następnego dnia zadzwoni do spółdzielni ze skargą, albo w przypływie złości osobiście się tam wybierze. Winda również nie działała. Wybrał się pieszo na siódme piętro. Był dumny ze swojej kondycji, nawet się nie zmęczył. Stanął przed drzwiami mieszkania szukając kluczy. Nie mógł ich znaleźć, już miał dzwonić, gdy drzwi otworzyły się i stanęła w nich córka. Ledwo ją poznał. Nigdy nie widział jej takiej smutnej. Pewnie zostawił ją chłopak. Nie podobał mu się od samego początku. Ale mylił się. Chłopak siedział na parapecie w korytarzu. Podszedł do niej. Wtuliła w niego twarz i zaczęła łkać. – Amelka? Na dźwięk jego głosu, żadne z nich nawet nie drgnęło. Jakby go w ogóle nie słyszeli. – Amela? Co się stało? – No już – chłopak poklepał Amelkę po ramieniu. – Będzie dobrze. – Amelka, co się stało? – usiłował dopytać się córki o powód jej smutku, ale nie reagowała, jakiś chłopak, był dla mniej ważniejszy od rodzonego ojca. – Chodźmy – rzekł chłopak, podeszli do windy, nacisnął przycisk i po chwili winda stanęła za drzwiami, działała. Gdy młodzi zniknęli za drzwiami i winda zaczęła sunąć w dół drzwi mieszkania otworzyły się, wybiegła jego żona z jakimś zawiniątkiem, o którym zapomniała Amelka. Wszedł do domu. Zaraz za nim zrezygnowana kobieta. Ledwo ją poznał. Postarzała się, to przez ten smutek w oczach. Bez makijażu wyglądała blado. Zawsze była taka zadbana. – Kochanie? Co się stało? Nie odpowiedziała, jakby nie słyszała pytania, poszedł na nią do pokoju. Usiadła w fotelu nie wypuszczając zawiniątka z dłoni. Na przeciwko niej siedział… jego przyjaciel-wróg. Nie utrzymywali kontaktu od trzech lat. Jak śmiał przyjść do jego domu? – Może pomóc ci w czymś? – spytał mężczyzna. – Naprawdę dziękuję – wyszeptała, wielkie łzy stoczyły się po jej twarzy. Przyjaciel podszedł do niej i ukląkł przy jej nogach opierając głowę na jej kolanie. Chciał go odepchnąć, ale jego dłonie tylko przeszły przez jego ciało. Poczuł strach. Coś było nie tak. – Musisz się pozbierać, musisz wyjść do ludzi, wrócić do pracy – szepnął zbyt delikatnie, zbyt intymnie, otarł jej łzy. – Zostaw ją, ona jest moją żoną, wynoś się z mojego domu - krzyczał, nikt nawet nie drgnął. – Wiem, że powinnam, ale jeszcze nie mam na to siły. Może za parę dni coś się zmieni. – Daj się namówić na wizytę u lekarza. To mój kolega, całkiem sympatyczny facet. – Nie pójdę do psychiatry, z moją głową jest wszystko w porządku. – Ja nie twierdzę, że nie, ale potrzebujesz teraz wsparcia. – Nie od ciebie – wołał wściekły, wszystkie jego ciosy trafiały w powietrze nie robiąc mu żadnej krzywdy. Zerwał z nim kontakty, bo za bardzo interesował się jego żoną, nie krył, że bardzo mu się podobała.…