Filozofia · 4 min czytania
Nieodmienność myśli
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nieodmienność myśli
Dzień był mdły i kapryśny. Może i sprzyjał myśleniu o wieczności, potędze czasu, duchowości i podobnych sprawach, ale wszelkie koncepty rozsypywały się w proch na dźwięk klucza wkładanego do zamka. Trzeba było cisnąć na podłogę mokrą ścierkę i udawać, że robi się coś pożytecznego. Słaba to ochrona, ale zawsze istnieje to „może”, które wisi na haku, tuż pod sklepieniem sufitu, obserwuje scenę pokuty.
*** „Wiatr rozdmuchuje resztki ludzkiej godności w tym miejscu zapomnianym przez Boga. Nad domem, pod szczelnym dachem, dławi się mój krzyk, przytrzymywany wprawną ręką. Gdzieś zapodziały się zwroty i metafory zdolne nazwać chwilowy brak sił do życia, bezruch. Witalność mierzy się ilością zjedzonej zupy i chleba – nie pogodą ducha, zgiętego dawno wpół pod ciężkim jarzmem codzienności. Matka płacze, a ja… ja jej nie żałuję, nie potrafię ofiarować jej nawet mojego żalu.” *** Pies skowyczy do księżyca. - Ciii, no cicho Burek. Jutro może zostanie więcej – płacze wraz z nim dziewczyna podobna do cienia, wtykając do zardzewiałej miski kawałek suchego chleba. Jej też nie dali wiele. Za to czerwony ślad na policzku upewnia o przykładnym wychowaniu. Zapada zmrok, taki sam jak każdego dnia, bolesny. Chmury na nieboskłonie stanowią wróżbę na przyszłość, czernieją w oczach, w świadomości rwącej się do lotu. - Gdyby tak… gdyby tak…- mówi do siebie ona i potrząsa głową w geście niedowierzania. – Jaka ja jednak jestem niemądra – osądza jak inni, jak wszyscy. Zanurza się w sobie ostrożnie, wchodzi tylnymi drzwiami. Obmacuje struchlałe wnętrze. Naraz krople deszczu…