Rodzina · 5 min czytania
Nieprzemyślana decyzja
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Mamo wychodzę za mąż – wpadłam do kuchni, gdzie moi rodzice, jedli śniadanie - Słucham – wyjąkała mama - Wychodzę za mąż, chyba wyrażam się jasno, mamusiu Tata okazał się bardziej rzeczowy - Może powiesz mi, kiedy i za kogo - młoda damo - Jeszcze nie wiem kiedy, bo do księdza pójdziemy jutro i weźmiemy najbliższy możliwy termin, a moim wybranym jest Zygmunt, poznałam go wczoraj na dyskotece. - Słucham - mama nie była w stanie powiedzieć niczego więcej - Dziewczyno ty chyba na głowę upadłaś - skwitował sytuację mój ojciec - Mariola, czy jesteś pewna, że dobrze się czujesz, piłaś wczoraj czy może się naćpałaś - moja siostra wreszcie przemówiła, ale jakoś nie bardzo po mojej myśli - Nie piłam, nie ćpałam po prostu jestem zakochana - - Cośkolwiek w rekordowym tempie siostrzyczko - odparła Rozmowa przy śniadaniu trwała jeszcze bardzo długo, przecież była niedziela. Ja jednak byłam nieprzejednana i nie dałam się przekonać, że postępuję głupio. W bardzo krótkim czasie przedstawiłam Zygmunta rodzinie, wywarł na nich dobre wrażenie i oboje z lekka się uspokoili. Umówiliśmy termin w kościele oraz urzędzie i już po miesiącu, zostałam żoną Zygmunta. Wesele nie było zbyt huczne, mało czasu dałam sobie i rodzinie na przygotowania. Zresztą nie o wesele mi chodziło, chciałam jak najszybciej być z moim ukochanym. W trakcie narzeczeństwa nie zdążyłam bliżej poznać swego wybrańca i nie chodziło mi tu wcale o zalety czy też wady jego charakteru. Na ich poznanie miałam przed sobą całe życie. Chodziło mi o bliskość ciał, ponieważ moja krew i moje hormony już nie chciały zbyt długo czekać. Przed ołtarzem jednak stanęłam „nietknięta” - jakby powiedziała moja babcia. Czy był to powód do dumy, chyba nie, bo to że tak się stało to po prostu był przypadek, brak czasu i wiele innych czynników nie sprzyjających sytuacji, niż świadomy wybór czystości do przedślubnej spowiedzi. Minęło wesele, poprawiny a ja czekałam jeszcze kilka dni po ślubie na to o czym nasłuchałam się od bardziej doświadczonych koleżanek. Początkowo zmęczenie, potem goście w domu, a w końcu mój podświadomy strach przed utratą wianka. Zygmunt czuł to samo co ja, bo nie ponaglał mnie w niczym, tak samo przestraszony.
Kiedy w końcu przyszła ta chwila, byłam jednym, wielkim kłębkiem nerwów. Oboje…