Fantastyka · 6 min czytania
Nietoperze
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Na początku nikt nie zwrócił na nie uwagi.
Czarne punkty, słabo jeszcze widoczne, rysowały regularne kręgi na błękicie nieba. Okoliczni mieszkańcy, jak każdego dnia, zajęci byli swoimi codziennymi sprawami. Powietrze przepełnione było gdakaniem kur, szczekaniem psów i zapachem gnojówki. Tu i ówdzie zaryczała krowa, przejechał samochód. Tymczasem sylwetki na niebie krążyły bezszelestnie, powoli opadając. Stopniowo pojawiało się ich więcej i więcej. Wkrótce można już było zauważyć, że nie są to ptaki. Miały bowiem szeroko rozpostarte, błoniaste skrzydła, które pozwalały im swobodnie szybować w powietrzu.
Wyglądały jak olbrzymie nietoperze.
Nie wiadomo, co pierwsze zwróciło uwagę ludzi. Może była to nietypowa sylwetka, może olbrzymia liczba stworzeń, a może ich wielkość. Już wkrótce obserwatorzy, których przybywało z każdą chwilą, zdali sobie sprawę, że nietoperze, o ile to były nietoperze, są naprawdę olbrzymie. Kiedy jednak pierwsze z nich wylądowały, ich wielkość przerosła najśmielsze wyobrażenia. A one spokojnie stawały na dwóch krótkich nóżkach, otulając szczelnie całe swoje ciało olbrzymimi błoniastymi skrzydłami, pod które chowały również głowy, i zamierały w bezruchu, niczym posągi. Dumne, 20-metrowe kolosy…
Część 22 / 2
I wtedy pojawił się strach. Cała równina, na brzegu której znajdowało się kilka wiosek, pokryta była olbrzymami. Wszyscy, którzy obserwowali lądujące istoty, rozbiegli się w panice, chowając się w swoich chatach. Spodziewano się najgorszego - ataku olbrzymów, zniszczeń, śmierci. Wyobraźnia podsuwała przerażające wizje, mroczne i okrutne niczym obrazy Goyi. Tymczasem gigantyczne stwory ciągle stały nieruchomo.
Po pewnym czasie pierwsi mieszkańcy, ośmieleni panującą ciszą, ukradkiem zaczęli spoglądać na pola. Najodważniejsi opuścili swoje kryjówki, i wykorzystując każdą przeszkodę, za którą można się było schować, ruszyli powoli w kierunku równiny. Podchodzili coraz bliżej tajemniczych istot, gotowi jednakże uciekać na widok każdego podejrzanego ruchu. Stopniowo pojawiało się coraz więcej śmiałków. Aż w końcu ciekawość zwyciężyła.
W kierunku nietoperzy poleciał pierwszy kamień. Uderzył w bok najbliżej stojącego olbrzyma, nie czyniąc mu żadnej krzywdy, odbił się i spadł u jego stóp. Brak reakcji spowodował pojawienie się drugiego, trzeciego kamienia. Wkrótce było ich coraz więcej. Jednak wieśniakom to nie wystarczyło. Ktoś przyniósł kanister z benzyną, więc otoczono jedną z istot, oblewając jej nogi, a następnie podpalono. Już po chwili płonęła…