Dla dzieci · 6 min czytania
Niewinność
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Stokrotka obudziła się wcześnie, jeszcze przed świtem. Jej maleńkie, kruche ciało przeszedł zimny dreszcz. Może to z chłodu poranka, a może z podekscytowania. Ledwie dostrzegalnie strzepnęła z siebie kropelki rosy, nazbieranej w ciągu nocy i zaczęła niecierpliwie spoglądać w mrok, jakby miała za chwilkę dostrzec tam coś niezwykłego. Niestety przez dłuższą chwilę nic wyjątkowego się nie pokazywało. Stokrotka westchnęła cichutko i spuściła główkę. Ów ciche westchnienie zbudziło z lekkiego snu Panią Stokrotkę. Pani Stokrotka rozejrzała się wokoło przecierając oczy i dostrzegła, że mała Stokrotka już nie śpi. – Co się stało Stokrotko? Jeszcze wcześnie, czemu nie śpisz? – wyszeptała Stokrotce na ucho. – Ja nie mogę się już doczekać jego przybycia! Umieram z ciekawości! A jeśli on nie przyleci? – odpowiedziała głośno, nie bacząc, czy na łące inne stworzenia jeszcze śpią. Pani Stokrotka uśmiechnęła się i spojrzała na małą Stokrotkę opiekuńczo. Objęła ją delikatnie swoim listkiem i poczuła jak ta subtelnie, ledwie dostrzegalnie drży na całym ciele. Pogłaskała ją po płatku i po chwili ciszy powiedziała: – Nie martw się. Przyleci na pewno. To przecież jego praca. Ale czy ty jesteś gotowa? Wszystko masz? Nektar przygotowany? – Tak, tak! Jest tutaj, nalałam go do kielicha. – To bardzo dobrze – pochwaliła ją Pani Stokrotka, nadal głaszcząc po płatku. – Zobaczysz, przyleci. I wtedy będziesz bardzo szczęśliwa i już zawsze będziesz żyła na tej pięknej łące. Stały tak obie wtulone w siebie, aż mała Stokrotka znowu pogrążyła się w krainie snu. Słońce wyjrzało zza odległych szarych gór, stojących niby monumentalne filary podtrzymujące niebo i rozproszyło nieco cienie nocy. Przewędrowało jeszcze kawałek w górę, nim Stokrotka się obudziła. Otworzyła powoli oczy, przetarła je ze śpioszków i uświadomiła sobie, że zasnęła i mogła wszystko przegapić. – O nie, już dzień! Czy to już koniec, przegapiłam? – wykrzyczała, w przerażeniu rozglądając się dookoła. – Nie moja kochana, nic nie przegapiłaś. Spójrz tam! – Pani Stokrotka wskazała listkiem na wschód. Tam w oddali, zaraz nad ziemią unosiła się ciemna plamka ze skrzydełkami migocącymi w blasku słońca. Bardzo powoli się powiększała, aż w końcu można było usłyszeć ciche bzyczenie. – To on, to on! – krzyknęła podekscytowana Stokrotka. – Zaraz tu będzie! Strasznie się denerwowała tym spotkaniem, że aż wszystkie jej i tak białe płatki jeszcze bardziej zbledły. Myślała o tym przez całe swoje dzieciństwo i zawsze wyobrażała sobie jak to będzie, a dzisiaj miało to ją spotkać. Wpatrywała się zniecierpliwiona w plamkę, która teraz już przybrała podłużny kształt o żółto-czarnym kolorze. Pan Pszczoła wylądował na płatku Stokrotki, otrzepał nogi z kurzu i ukłonił się nisko zdejmując przy tym z głowy swój czarny cylinder. Tak nisko się ukłonił, że aż czułkami dotknął bielutkiego płatka. Odetchnął z ulgą, z…