Inne · 4 min czytania
Nieznajomy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
W nowiu życia, w schyłku lat, szepczę w ciszy tę historię; śmierci żywą alegorię - może spłynie ona w świat...
Pewnej gęstej czernią nocy - w której jakby z cebra lało - setne uwolniłem ciało; w deszcz uciekło w snach karocy...
Gdy modlitwę wymawiałem, rozległ się huk tępy, głuchy: "czort to jaki?, jakie duchy?", drżąc tak myśląc, skamieniałem...
Potem drugi, trzeci, czwarty, grzmot i piorun, Matko Święta! Zmora? Zjawa? Tak!, przeklęta - może, może... są to żarty?
Wyruszyłem pełen trwogi ku z żeliwa bram wolności; tam, gdzie wielu żywych gości nie kieruje swojej nogi...
Deszcz się wzmagał, i dudnienie, ściany od piorunów drżały; wściekle, dziko tańcowały, nikłe świec na ścianach cienie...
Aż znalazłem się u drzwi - dłoń na ryglu spoczywała; jakże sztywna, jak skostniała, dożyć chcąca przyszłych dni...
Część 22 / 2
Nie wiem jak, i nie wiem czemu, lecz zasuwa się ruszyła - jakże przeraźliwie wyła, dając wejście Nieznanemu...
Wszedł i minął mnie bez słowa - w czarnej szacie przemoczony; dość wysoki, przygarbiony, za kapturem skryta głowa...
Śmiało szedł, zdecydowanie!, wzdłuż zgasłego korytarza, jakby mnie nie zauważał; nagle... zamarł niespodzianie...
"Chodź" wychrypiał niskim tonem, który serce jak młot skruszył - duszą wstrząsnął, z posad ruszył...: był aniołem... czy demonem?
Jak nakazał, tak zrobiłem - stanął w cierpkim cieniu świec; a tuż przy nim... stał ten piec, w którym... stu już spopieliłem...
Kaptur zrzucił, twarz ukazał, złote włosy barki skryły - oczy swym błękitem skrzyły, palec jego na mnie