Filozofia · 5 min czytania
Nieznośne skutki bycia sobą
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Późna jesień za oknem nie zachęcała do spacerów. Snuł się więc po domu niczym zbity pies. Chciał jakoś odreagować ten niepokój, który go dręczył, ale nie wiedział jak to zrobić. Zawsze miał skłonności do umartwiania i żadnego na to antidotum. Było mu przykro i żal, ale nie potrafił uzmysłowić sobie czego tak żałował. Odczuwał lekkie mdłości, gdy przypominał sobie, że jest określonym człowiekiem, że nie ma szans na wyzbycie się tych kilku cech, choćby samoudręczenia, jakie przywarły do niego od czasu, gdy dorósł, a jego życie stało się mieszaniną rutyny i chwilowych tylko odchyleń od normy. - Czy ja wyglądam na rozczarowanego? – zapytał kiedyś kolegę, z którym chyba całkiem dobrze się rozumiał. - Nieustannie – odpowiedział mu, i było to prawdą. W taki wieczór jak ten pragnął założyć ciepłą kurtkę i po prostu wyjść. Iść przed siebie, niespiesznie, krok po kroku, aż zmęczy się brakiem celu. Chyba był jednak na to zbyt tchórzliwy. Bał się, że i to nic nie da, że na zewnątrz też będzie takim samym sobą, jak tutaj. Rezygnował raz za razem z nadziei na odmianę. Choćby odmianę perspektywy postrzegania. Zbyt dokładnie znał już swój strach, swoje fobie, swój mikrokosmos maleńkich jak łepki od szpilek przerażeń. Obserwował otoczenie z niesmakiem. Nasłuchiwał odgłosów zza ściany. Tam też rozgrywała się tragedia. Była bardziej namacalna i żywa, jednak uznawał ją za coś gorszego niż jego własny los. Krzyki, kłótnie, trzaskanie drzwiami – małe, ludzkie piekiełko, w którym trwali ludzie – demony, ludzie – psy, ludzie – manekiny. Wielokrotnieli mu w myślach, gdy słyszał kolejne, obryzgane wstrętem strzępy zdań. A przecież wiedział doskonale, że są pojedynczy, w pewnym sensie wręcz jednowymiarowi. Składali się niemal wyłącznie z instynktów, nienawiści, urazy. Nie zastanawiali się nad tym, czy warto podnosić głos z powodu nieumytego talerza. Działali odruchowo i automatycznie. Zapewne miało to jakiś sens, ale on go nie znał. Nie reagował już na to, co się działo tuż obok. Pewnie w milionach innych domów było podobnie. Norma nie była